AUTOR: Adam Mickiewicz

TYTUŁ: Redu­ta Ordo­na. Opo­wia­da­nie adiutanta

RODZAJ: liry­ka

GATUNEK:poemat opi­so­wy (ma cechy epi­ki – opo­wiad­nie i liry­ki – środ­ki arty­stycz­ne­go wyra­zu i forma)

DATA WYDANIA:1833

CZAS AKCJI:1830

MIEJSCE AKCJI: redu­ta 54 (budow­la warow­na, ochron­na, cza­sa­mi wie­ża, oto­czo­na mura­mi, fosą, na jej górze są umiesz­czo­ne dzia­ła – słu­ży­ła do odpie­ra­nia najaz­dów wro­ga) dziś na war­szaw­skiej Woli

WYDARZENIE HISTORYCZNE: powsta­nie listo­pa­do­we 1830 r.; obro­na redu­ty przed najaz­dem Moska­li, na jej cze­le stał Julian Kon­stan­ty Ordon; dostał roz­kaz od gene­ra­ła Bema, by chro­nić tę pla­ców­kę, miał bar­dzo mało żoł­nie­rzy i bro­ni; w wier­szu Mic­kie­wi­cza zgi­nie pod­czas wysa­dze­nia się wraz z redu­tą i Moska­la­mi; fak­tycz­nie – prze­żył (cudem) i gdy spo­tkał Mic­kie­wi­cza, to spy­tał go, dla­te­go został uśmier­co­ny w poezji 😉 – oczy­wi­ście cho­dzi­ło o roz­bu­dza­nie uczuć patrio­tycz­nych i ofiar­no­ści wobec narodu 

BOHATEROWIE:

Julian Kon­stan­ty Ordon – przy­wód­ca obro­ny redu­ty nr 54 na war­szaw­skiej Woli 

adiu­tant – inspi­ra­cją była auten­tycz­na postać – Ste­fan Garczyński

STRESZCZENIE:

Adiu­tant mówi, że wraz z inny­mi żoł­nie­rza­mi bro­nią­cy­mi redu­ty nr 54 miał roz­kaz, by wstrzy­mać się z ostrza­łem; pod­szedł do arma­ty (dzia­ła) i rozej­rzał się z góry po oko­li­cy; zoba­czył, że strze­la­no już z 200 armat, a mimo to woj­ska Moska­li cią­gle zmie­rza­ły w stro­nę redu­ty. Boha­ter zoba­czył ich wodza, na jego znak woj­ska rosyj­skie zmie­ni­ły sze­reg – wyglą­da­ło to jak­by wiel­ki czar­ny ptak nagle zwi­nął skrzy­dło – tak wie­lu było tych żoł­nie­rzy i tak bar­dzo rów­no, na roz­kaz potra­fi­li zmie­nić tak­ty­kę; poja­wia­ją się żoł­nie­rze pie­cho­ty i masze­ru­ją szyb­ko w stro­nę redu­ty, jak­by wyle­wa­li się, jak­by nie byli ludź­mi, tyl­ko lawą. Wszyst­ko jest czar­ne – to Moska­le. Wśród tej czer­ni stoi bia­ła wie­ża – redu­ta, któ­rej chro­ni sam Ordon, miał on na sta­nie tyl­ko 6 armat, ale nie­ustan­nie z nich strze­lał; Moska­le bar­dzo obry­wa­li, tru­py od ude­rze­nia pod­ska­ki­wa­ły w powie­trzu, wyglą­da­ło to, jak­by ktoś roz­lał czar­ną maź. Pod­miot lirycz­ny sta­wia pyta­nie, gdzie jest król – czy­li car – odpo­wie­dzial­ny za śmierć tylu ludzi i tę bitwę? Czy moty­wu­je on swo­ich roda­ków do wal­ki? Czy wal­czy z nimi? Nie! Sie­dzi sobie bez­piecz­nie w pała­cu wie­le setek kilo­me­trów stąd. Taki wiel­ki, ma pół świa­ta pod swo­im wła­da­niem; wystar­czy, że coś pod­pi­sze, wyda roz­kaz i już pół świa­ta cier­pi, mat­ki tra­cą dzie­ci, ludzie umie­ra­ją. Się­ga po koro­nę pol­skich kró­lów. Boją się go nawet roda­cy, cią­gle zwra­ca­ją uwa­gę na jego nastrój, bo może on każ­de­go zabić. 

Moska­le wspi­na­ją się po ścia­nach bia­łej redu­ty; w środ­ku aż czer­wo­no od ognia wystrze­lo­ne­go z armat. Adiu­tant patrzy, że nagle w redu­cie nie ma już ognia, wyglą­da na to, że skoń­czy­ła się broń (kar­ta­cze to poci­ski). Moska­le już dotar­li do środ­ka wie­ży. Żoł­nie­rze wal­czą ręcz­ną bro­nią. Adiu­tant myśli, że redu­ta już zdo­by­ta, żoł­nie­rze pol­scy zabi­ci, roni łzę; nagle gene­rał pro­si go, by spoj­rzał mło­dym okiem przez lune­tę i zoba­czył, czy Ordon jesz­cze żyje. Adiu­tant widzi Ordo­na ze świe­cą w ręku, któ­ry ska­cze w śro­dek redu­ty – przez to wysa­dzi ją w powie­trze razem z woj­ska­mi Moska­li. Wszyst­ko wybu­chło. Umar­li wszy­scy wokół – obie stro­ny woj­ny – po raz pierw­szy zawar­li pokój. Już, cho­ciaż cesarz kazał­by im wstać, nie wypeł­nią jego rozkazów. 

Na koń­cu poema­tu mamy przed­sta­wie­nie Ordo­na jako boha­te­ra, nazy­wa się go patro­nem szań­ców (for­ty­fi­ka­cja, wał obron­ny – to redu­ta). Poja­wia się też groź­ba, że tak jak Ordon wysa­dził redu­tę, tak zro­bi Bóg z zie­mią, gdy ludzi opa­nu­je despo­tyzm (chęć rzą­dze­nia inny­mi, kara­nia ich) i duma, a zanik­nie wol­ność i wiara. 

Redu­tę Ordo­na” recy­to­wał Zygier na lek­cji pol­skie­go w “Syzy­fo­wych pra­cach” Ste­fa­na Żeromskiego.