Źródłosłów to opowieść o tym, skąd pochodzi dane słowo i jaką drogę przeszło, zanim trafiło do współczesnej polszczyzny. To seria miniesejów o etymologii, w których sprawdzam, co tak naprawdę kryje się za wyrazami i udowadniam, że są autentycznym zapisem dawnych wierzeń, codziennych doświadczeń i zmian zachodzących w świecie.

Jeśli to czytasz — daj mi znać 🧡 na swoim ulubionym kanale:

Gil

„Sio, giluchy, uciekajcie, bawić nam się dajcie!” — ile razy zaśpiewałam ten wers Suli, przyjaciółki Binga, wiem tylko ja i moje dzieci. A zatem „Mamo, mam gila!” oraz karmienie ptaków w moim ogródku sponsorują dzisiejszy wpis o gilu.

Z jednej strony mamy pięknego, zimowego ptaka z krótkim dziobem i czerwonym brzuchem u samca. Z drugiej mamy coś, co zwisa z nosa dziecka w sezonie katarowym – żelkę naszego organizmu.

„Gil” jest wyrazem bardzo starym. W polszczyźnie poświadczony jest już w XV wieku, a jego źródłem jest północnoprasłowiańskie „*gylь”. Brückner pisał o nim krótko: to pierwotna nazwa ptaka, zestawiana z czeskim „hýl”. Można więc powiedzieć, że gil przyleciał do polszczyzny bardzo dawno temu i już został.

Najważniejszą cechą ptaka był kolor. Samica gila jest skromniejsza, różowobrązowa, ale samiec ma pierś i brzuch intensywnie czerwone. Dawniej mówiono nawet „czerwony jak gil”. Dziś częściej powiemy „czerwony jak burak”, ale kiedyś to właśnie gil robił za wzorzec rumieńca.

I stąd zaczyna się droga do nosa. O kimś, kto miał czerwony nos – od mrozu, kataru albo od nadmiaru trunków można było powiedzieć, że „ma gila na nosie” albo że „chwycił gila”. A skoro czerwony nos bardzo często bywa nosem zakatarzonym, „gil” zaczął oznaczać także wydzielinę z nosa. Najpierw przez skojarzenie z czerwienią, potem już przez samo sąsiedztwo nosa i kataru.

W gwarach „gil” mógł oznaczać również sopel lodu. To również wydaje się logiczne: coś zwisa, powstaje z zimna.

„Gil” trochę zmienia zachowanie gramatyczne w zależności od znaczenia. Gdy mówimy o ptaku, powiemy: „widzę gila”. Gdy mówimy o katarze, też najczęściej słyszymy „mam gila”, choć słowniki notują przy tym znaczeniu pewną chwiejność. Liczba mnoga brzmi „gile”, a w dopełniaczu spotkamy zarówno „gili”, jak i „gilów”.

A „giluchy”? To śmieszniejsze i bardziej obrzydliwie czułe niż zwykłe „gile”, a skoro walka z nimi zajmuje tak wiele czasu, należy im się docenienie.

Oczywiście nie zapominajmy o „gili, gili”.

Jeśli to czytasz — daj mi znać 🧡 na swoim ulubionym kanale:

Chcesz zapisać się na korepetycje?