Źródłosłów to opowieść o tym, skąd pochodzi dane słowo i jaką drogę przeszło, zanim trafiło do współczesnej polszczyzny. To seria miniesejów o etymologii, w których sprawdzam, co tak naprawdę kryje się za wyrazami i udowadniam, że są autentycznym zapisem dawnych wierzeń, codziennych doświadczeń i zmian zachodzących w świecie.

Jeśli to czytasz — daj mi znać 🧡 na swoim ulubionym kanale:

baba

Pomyliłam się i uprzedziłam fakty, pisząc o Dniu Babci, ale emocje rozgrzał związek „baby” z „babcią”. Skoro tak, to dziś o „babie”.

„Baba” oznaczała kobietę, zamężną, starszą. Współcześnie bywa odbierana jako określenie o pogardliwym zabarwieniu („jakaś baba się pcha”), ale nie są to wszystkie możliwości „baby”. „Baba” była postacią ważną: znachorką, zielarką, akuszerką, osobą „od zamawiania”, a więc depozytariuszką wiedzy praktycznej. Stąd „babić” w znaczeniu odbierania dziecka. W folklorze jest figurą mocy. Wystarczy przywołać wyobrażenia demoniczne i baśniowe: „babę jędzę” czy „Babę-Jagę”, w których „baba” jest nazwą postaci sprawczej, groźnej (zabawa: „raz, dwa, trzy, Baba-Jaga patrzy”), sytuowanej na granicy świata ludzi i mistyki.

Słowo to bywało także nazwą rzeczy ciężkich, masywnych: tłuczków, kłód do ubijania, elementów urządzeń. Z czasem przylgnęło skojarzenie z korpulentnym kształtem albo ciężarem. W podobny sposób wykształciła się kulinarna „baba” jako ciasto (czy bab(k)a ziemniaczana) – wysoki wypiek „stoi” w karbowanej formie, jakby w fałdzistej spódnicy. Z kolei „babka” jako roślina może mieć związek z „babami”, które leczyły.

„Baba” ma potencjał frazeologiczny. „Baba z wozu, koniom lżej” sugeruje ulgę po jej odejściu; „gdzie diabeł nie może, tam babę pośle” przeciwnie – czyni z niej osobę skuteczną, wysyłaną do zadań trudnych; „masz babo placek” wyraża rozczarowanie i zaskoczenie; „baba swoje, czart swoje” obrazuje rozmowę, w której każdy trwa przy swoim. „Baba” staje się nośnikiem ocen i stereotypów: raz obdarza mocą, innym razem odbiera godność. Oczywiście „baby” to też określenie na kobiety (ktoś zachowuje się jak „pies na baby”). A na Śląsku to podstawowe określenie kobiety, żony. (I obraz siły z tomu poetyckiego Anny Świrszczyńskiej „Jestem baba”).

W dawnej polszczyźnie wyraz ten mógł oznaczać królową w szachach. Istnieją też „kamienne baby”. O „babie” jest też mowa w ekonomi, bo „baba” bywała nazwą drobnej monety, a „babizna”, – spadek po babce. W opowieści o słowie „baba” ujawnia się historia społecznych ról kobiet. A wszystko zaczyna się od pierwszego, niewinnego, dziecięcego „ba-ba”.

Ale „kot” to nie tylko nasz mruczek. To również nazwa każdego dużego drapieżnika z rodziny kotowatych, a w gwarze łowieckiej – samca zająca („strzelić kota” brzmi groźniej niż „upolować zająca”), co jest poświadczone w „Panu Tadeuszu”. W szkolnym i wojskowym slangu kotem bywa „nowy”, który dopiero przechodzi otrzęsiny, za to w młodomowie „kot” to ktoś wybitny, ogarniacz, może być nawet przekocurem.

Z kociej obserwacji powstały powiedzenia i przysłowia: gdy kota nie ma, myszy harcują; w nocy wszystkie koty są czarne; pierwsze koty za płoty; żyć jak pies z kotem; drzeć z kimś koty; bawić się w kotka i myszkę; biegać jak kot z pęcherzem; nie głaskać kota pod włos. „Kupić kota w worku” (dawniej także: w miechu) uczy niekupowania w ciemno, a „odwracać kota ogonem” – kręcenia narracją. Kto „dostaje kota”, temu puszczają nerwy, „tłusty kot” to ktoś ustawiony, a „tyle, co kot napłakał” jest miarą rozczarowująco małej ilości.

Można też „mieć kota na punkcie” czegoś, czyli być w obsesji, a czasem po prostu „mieć kota”, gdy w głowie robi się kociokwik. Do tego dochodzą „kocie łby” (bruk), czarny kot przebiegający drogę jako symbol pecha oraz „żyć na kocią łapę”, czyli być razem bez ślubu. Nawet w składni się kot okocił: mówimy dwa, trzy, cztery koty, ale pięć kotów, bo liczebniki od pięciu zachowały dawną, rzeczownikową składnię z dopełniaczem.

Jeśli to czytasz — daj mi znać 🧡 na swoim ulubionym kanale:

Chcesz zapisać się na korepetycje?