Źródłosłów to opowieść o tym, skąd pochodzi dane słowo i jaką drogę przeszło, zanim trafiło do współczesnej polszczyzny. To seria miniesejów o etymologii, w których sprawdzam, co tak naprawdę kryje się za wyrazami i udowadniam, że są autentycznym zapisem dawnych wierzeń, codziennych doświadczeń i zmian zachodzących w świecie.

Jeśli to czytasz — daj mi znać 🧡 na swoim ulubionym kanale:

dron

Jeśli ktoś nazywa was „bananem”, to niestety nie chodzi o potas, zalety owocu ani o to, że jesteście Chiquitą.

Zresztą sam wyraz „banan” jest w polszczyźnie stosunkowo młody: przyszedł do nas z francuskiego banane, a tam trafił z portugalskiego banana. Banany były w Polsce długo towarem deficytowym: drogie, rzadkie, pojawiające się sezonowo, najczęściej „od święta”. Stały się więc symbolem luksusu, który nie był dostępny dla każdego. Dlatego też „bananowa młodzież” to określenie propagandowe, które pojawiło się w Polsce na początku lat 60. XX wieku i miało piętnować młodych ludzi z rodzin uprzywilejowanych: dzieci dygnitarzy, „dobrze ustawionych” w systemie, tych, których stać było na luksus.

Fraza zyskała szczególną popularność w marcu 1968 roku. Studenckie protesty przeciwko cenzurze i ograniczeniom wolności władza próbowała przedstawić jako fanaberię rozpieszczonych dzieci elit, którym „się nudzi”. „Życie Warszawy” pisało o „grupce awanturników wywodzącej się z kręgów bananowej młodzieży”, której „obce są troski materialne” i „prawdziwe warunki życia”. To nie była niewinna etykietka, tylko zabieg retoryczny: odebrać protestującym wiarygodność, odciąć ich od „zwykłych ludzi” i sprowadzić spór o wolność do opowieści o kaprysie sytych.

To metonimia w czystej postaci: przedmiot luksusu zaczyna nazywać tych, którzy mogą go mieć. Dziś powiedzenie nadal jest używane, często ironicznie, i wciąż oznacza uprzywilejowanych – na przykład tych, którzy uczą się poza systemem publicznym.

A sam „banan” żyje dalej w różnych znaczeniach. To także „szeroki uśmiech” („mam banana na twarzy”), czasem w potocznej polszczyźnie również penis, bywa nazwą dmuchanego pontonu ciągniętego przez motorówkę. W słownikach notuje się też frazeologizmy z bananami w tle, na przykład „spadaj na drzewo banany prostować” – czyli: „daj mi spokój, odczep się”. Jeden owoc, a tyle znaczeń: od egzotyki i marzeń, przez klasowy przytyk, aż po uśmiech, fizjologię i odesłanie drugiego człowieka w siną dal.

PS Jeszcze dzieło sztuki, ale do tego potrzebna jest taśma (o taśmie już pisałam).

Jeśli to czytasz — daj mi znać 🧡 na swoim ulubionym kanale:

Chcesz zapisać się na korepetycje?