Od 1 stycznia weszły w życie nowe zasady ortografii języka polskiego. To największa korekta reguł od 1936 roku, zapowiadana jako realne ułatwienie w codziennym pisaniu. W praktyce zmiany wywołują jednak mieszane reakcje wśród polonistów, bo obok uproszczeń pojawiają się rozwiązania, które mogą zwiększać poczucie niepewności.
W rozmowie dla Onetu podkreślałam, że reforma jest potrzebna, ale miejscami niedopracowana. Najwięcej wątpliwości budzi wariantywność, czyli dopuszczanie kilku równorzędnych zapisów tego samego wyrażenia. Taka swoboda wygląda atrakcyjnie na poziomie deklaracji, lecz w praktyce grozi chaosem, zwłaszcza bez jasnych rozstrzygnięć znaczeniowych i konsekwentnych przykładów. Jako ilustrację problemu wskazywałam hasło „hip hop”, dla którego przewidziano aż trzy warianty zapisu: „hip hop”, „hip-hop” oraz „hip, hop”. Bez doprecyzowania, kiedy który zapis jest właściwy, łatwo o mieszanie form w obiegu publicznym.
Istotnym elementem reformy jest okres przejściowy w szkołach. W latach 2026–2030 na egzaminach zewnętrznych mają być akceptowane zarówno stare, jak i nowe zasady, pod warunkiem zachowania spójności zapisu w obrębie jednego zadania. Uważam to rozwiązanie za rozsądne, ponieważ redukuje stres i daje szkołom czas na spokojne wdrożenie zmian.

Możesz zostać moim patronem/moją patronką: