Źródłosłów to opowieść o tym, skąd pochodzi dane słowo i jaką drogę przeszło, zanim trafiło do współczesnej polszczyzny. To seria miniesejów o etymologii, w których sprawdzam, co tak naprawdę kryje się za wyrazami i udowadniam, że są autentycznym zapisem dawnych wierzeń, codziennych doświadczeń i zmian zachodzących w świecie.
Radio
1 kwietnia obchodzimy w Polsce Dzień Radia, więc wypada powiedzieć kilka słów o samym słowie. Data nie jest przypadkowa: odsyła do 11 kwietnia 1923 roku, kiedy Stowarzyszenie Radiotechników Polskich przyjęło dokument ważny dla rozwoju polskiej radiofonii. Za oficjalny start polskiego radia uznaje się z kolei 18 kwietnia 1926 roku.
Słowo „radio” jest wyrazem młodym. Wielki słownik języka polskiego notuje je od 1922 roku. Przyszło do nas z francuskiego „radio(phone)”, wywodzi się od łacińskiego „radius”, znaczącego „promień”, czyli istotne są tu fale. Jednak słowo jest dziś metonimią, może oznaczać sam system przesyłania dźwięku, instytucję przygotowującą audycje, budynek rozgłośni, ludzi tam pracujących, program, którego słuchamy, a także odbiornik stojący na półce.
Gdy słowo weszło do języka, często pozostawiano je nieodmienne, podobnie jak „studio”. Dziś jednak słowniki podają pełną odmianę: „radia”, „radiu”, „radiem”, a nawet „radiów”, choć ta ostatnia forma jest rzadka.
W tej rodzinie wyrazów mieści się też „CB-radio”, czyli skrót od angielskiego „citizens band”, dosłownie: „pasmo obywatelskie”. Chodzi o łączność radiową w paśmie 27 MHz. Wokół CB-radia wykształcił się własny socjolekt: kierowcę używającego CB-radia nazywa się „mobilek”, w liczbie mnogiej: „mobilki”, bo na kanale mówi się raczej do zbiorowości niż do jednego rozmówcy. W przykładach użycia mobilki ostrzegają się przed „misiaczkami” (policją) i „krokodylkami” (ITD).
A ja nieskromnie przypomnę, że napisałam „Radio w mojej głowie. Opowieści o ADHD” (Wydawnictwo Prószyński), więc także nadaję do końca świata i jeden dzień dłużej.
Książka „Radio w mojej głowie. Opowieści o ADHD” jest już w SPRZEDAŻY!
Co w niej? Radio!
Życie z odpalonymi kilkoma stacjami radiowymi jednocześnie, bez litości. Wzgórza kreatywności, dokonywanie cudów i niemożliwość wstania z łóżka, syndrom impostora, poczucie własnej wartości poniżej godności, uzależnienia, lęk i pasje, które sprawiają, że chce się żyć. Na smutno i na wesoło. Bez romantyzowania ADHD i bez stawiania się w roli ofiary. Tak chciałam, mam nadzieję, że tak wyszło. Mówię o sobie, ale by opanować ten egoistyczny pamiętnik i by nie sprawiać wrażenia, że każdy tak ma, zaprosiłam jeszcze 18 osób do rozmowy. Zostałam przekaźnikiem, spisałam je, by mogły wybrzmieć jak opowieść. W końcu to książka o różnorodności.

Możesz zostać moim patronem/moją patronką: