Źródłosłów to opowieść o tym, skąd pochodzi dane słowo i jaką drogę przeszło, zanim trafiło do współczesnej polszczyzny. To seria miniesejów o etymologii, w których sprawdzam, co tak naprawdę kryje się za wyrazami i udowadniam, że są autentycznym zapisem dawnych wierzeń, codziennych doświadczeń i zmian zachodzących w świecie.
Bułka
Jedliście kiedyś bułkę chleba? Jeśli nie, to wiele zależy od tego, skąd jesteście. Na Podlasiu i dawnych Kresach to połączenie nie brzmi nietypowo.
„Bułka” to zdrobnienie od „buły”. Sama „buła” wywodzi się z prasłowiańskiego „*bula”, czyli czegoś okrągłego. Później „bułą” zaczęto nazywać duży, okrągły bochen chleba, a „bułka” przejęła to znaczenie. Dopiero z czasem znaczenia się rozeszły: na wschodzie „bułka” została bochenkiem, a w polszczyźnie ogólnej stała się nazwą mniejszego pieczywa, początkowo okrągłego, później już dowolnego.
A skoro bułka, to od razu „bułka z masłem”. Czyli coś banalnie prostego.
Nieprzypadkowo. „Masło” jest bowiem etymologicznie związane z mazaniem, smarowaniem. Prasłowiańskie „*maslo” wywodzi się od „*mazati”, czyli ‘mazać’. Masło było więc tym, czym się smaruje; czymś, co zmniejsza opór, sprawia, że coś idzie gładko. Stąd „idzie jak po maśle”, „wchodzi jak nóż w masło” i właśnie „bułka z masłem”.
Rodzina bułek też jest ciekawa. „Małgorzatka”, pisana małą literą, najpewniej nie ma coś wspólnego z dawną symboliką św. Małgorzaty, patronki kobiet brzemiennych. Pękata bułeczka posypana makiem mogła kojarzyć się z płodnością i dostatkiem.
Na Śląsku mamy „żymłę”, w Galicji długą bułkę nazywano „weką”, a „bułka paryska” czy „francuska” nawiązują do wzorca bagietki. Najbardziej zagadkowa pozostaje „angielka”, bo z Anglią wiąże ją raczej sama nazwa niż pewne pochodzenie. „Grahamka” zawdzięcza miano nazwisku Sylvestra Grahama, więc jest to eponim. „Kajzerka” z kolei przywędrowała do nas z austro-węgierskiej Galicji, z austriackiego „Kaisersemmel”, czyli „cesarskiej bułeczki”. Ale uwaga: wcale nie musi chodzić o cesarza. Bardziej prawdopodobne jest, że nazwa wiąże się z nazwiskiem wiedeńskiego piekarza Kaysera, któremu przypisywano rozpowszechnienie tego wypieku w XVIII w.
Z kolei „męczybuła’ to maruda i człowiek nieznośny, ale dawniej w warszawskiej gwarze słowo bywało żartobliwym określeniem piekarza. Najpierw więc męczybuła naprawdę miał do czynienia z bułą, dopiero później zaczął męczyć ludzi. Kończę zatem, żeby nie męczyć buły bardziej, niż trzeba.

Możesz zostać moim patronem/moją patronką: