Źródłosłów to opowieść o tym, skąd pochodzi dane słowo i jaką drogę przeszło, zanim trafiło do współczesnej polszczyzny. To seria miniesejów o etymologii, w których sprawdzam, co tak naprawdę kryje się za wyrazami i udowadniam, że są autentycznym zapisem dawnych wierzeń, codziennych doświadczeń i zmian zachodzących w świecie.
urodziny
Urodziny to jeden z niewielu momentów w roku, kiedy mogę powiedzieć ze zdumieniem: „Znów się udało. Kolejny rok przeżyłam. Jadę dalej”. A jednak samo słowo „urodziny” kryje historię znacznie starszą, niż sugerowałyby świeczki na torcie.
Wyraz urodziny powstał analogicznie do imieniny – od czasownika urodzić (się), odziedziczonego z prasłowiańszczyzny. Rdzeń rod- w psł. roditi, roďǫ znaczył ‘wydawać potomstwo, owocować, dawać plon’. Dopiero przedrostek u- nadał mu sens „doprowadzić czynność do końca” tak jak w ugotować, upiec, ukończyć. Urodzić oznacza więc „ukończyć rodzenie”, a urodziny – dzień upamiętniający ten moment.
Co ciekawe, w polszczyźnie dawniej nie istniał wyraźny podział na imieniny i urodziny. Jeszcze w XVII wieku świętowano raczej dzień patrona niż faktyczne narodziny, a słowo urodziny mogło oznaczać dowolną uroczystość „narodzin czegoś” – także przedsięwzięcia, urzędu czy związku. Dopiero nowoczesność wprowadziła do kalendarza prywatnych rytuałów dzisiejsze rozróżnienie.
A skoro jest dzień, jest i osoba świętująca: solenizant. Słowo to przyjęliśmy w XIX wieku z francuskiego solennisant (‘ten, kto uroczyście obchodzi’). Wcześniej w polszczyźnie funkcjonowały też czasowniki solennie obchodzić i solenizować, używane przy każdej rodzinnej uroczystości. Dopiero współczesny uzus zawęził solenizanta do imienin i urodzin.
Dlatego trzydziestosiedmioletnia Baba od polskiego jest dziś solenizantką, a nie jubilatką. Jubilat to ktoś obchodzący jubileusz – rocznicę okrągłą, związaną z wiekiem, stażem pracy lub małżeństwa. Jubileusz ma w kulturze europejskiej rangę święta wyjątkowego, podczas gdy urodziny są świętem powtarzalnym, rytualnym, corocznym.
Urodziny to więc nie tylko data. To językowy ślad dawnej symboliki płodności i pomyślności, a zarazem współczesny rytuał potwierdzający ciągłość życia. Może dlatego co roku mówię sobie, że było trudno, ale: „znów się udało”.

Możesz zostać moim patronem/moją patronką: