Źródłosłów to opowieść o tym, skąd pochodzi dane słowo i jaką drogę przeszło, zanim trafiło do współczesnej polszczyzny. To seria miniesejów o etymologii, w których sprawdzam, co tak naprawdę kryje się za wyrazami i udowadniam, że są autentycznym zapisem dawnych wierzeń, codziennych doświadczeń i zmian zachodzących w świecie.
koń
W chińskim zodiaku Rok Konia zaczyna się wraz z Nowym Rokiem księżycowym (w 2026 r. wypadło to 17 lutego). Co to znaczy? Po odpowiedź wystarczy sięgnąć do „Nowych Aten” Benedykta Chmielowskiego, gdzie jak wół stoi: „Koń jaki jest, każdy widzi”.
„Koń” jest wyrazem ogólnosłowiańskim. Brückner zwraca uwagę na starszą postać „komoń”, poświadczoną w dawnych źródłach, jej ślad widać w nazwach typu „komonica/komonica” czy „koniczyna”, która kiedyś była po prostu „koniczem”, a nawet „konikiem” (zanim konik stał się polny).
Od „konia” mamy całą stajnię nazw funkcji: „koniarz”, „koniuch”, „koniuszy”. I jest też „konował” — słowo, które człowieka obsługującego konie (m.in. przy zabiegach typu wałaszenie), a dopiero potem stało się obelgą na „kiepskiego lekarza”. Do tego dochodzi precyzyjne drzewo rodzinne, jakiego nie dostaje byle zwierzę domowe: ogier, wałach, kobyła, klacz, źrebię, źrebiec, źrebica — bo koń był oznaką statusu, środkiem transportu i narzędziem pracy jednocześnie.
Są jeszcze „konie mechaniczne”, genialna metafora ukazująca moc silnika.Frazeologia trzyma się konia jak uprzęży. „Konia z rzędem temu, kto…” to formuła najwyższej nagrody, bo koń z pełnym osprzętem był darem pańskim, kosztownym i prestiżowym. A dalej mamy przysłowia, w których koń staje obok tego, co w gospodarstwie „najbliżej pana”: „Koń jeźdźcem, żona mężem stoi”, „Konia nie bij, sługi nie lżyj, żony nie draźnij…”. Są też obserwacje praktyczne („Każdy koń do domu śpieszy”), porównania statusu („Gdzie koń chudy, tam pan odarty”) i pakiet zwrotów „od kopyta”: „jak z kopyta”, „na jedno kopyto”, „przerobić na swe kopyto”. „Koń by się uśmiał” to komentarz do absurdu, który nawet zwierzę uchodzące za cierpliwe uznałoby za przesadę. „Głodny tak, że zjadłby konia z kopytami” podkręca hiperbolę (nie tylko głód, lecz także wyobraźnię). Jest też paradoks „czarny koń” – dzisiejszy niespodziewany zwycięzca (ku mojej rozpaczy zwykle „czarny koń wyborów”) – ma korzenie w dawnych przesądach, że po czarnym koniu nie należy spodziewać się niczego dobrego. I jest już nie tylko żart, lecz także polska książka: „Koń z Valony”.

Możesz zostać moim patronem/moją patronką: