Źródłosłów to opowieść o tym, skąd pochodzi dane słowo i jaką drogę przeszło, zanim trafiło do współczesnej polszczyzny. To seria miniesejów o etymologii, w których sprawdzam, co tak naprawdę kryje się za wyrazami i udowadniam, że są autentycznym zapisem dawnych wierzeń, codziennych doświadczeń i zmian zachodzących w świecie.

Jeśli to czytasz — daj mi znać 🧡 na swoim ulubionym kanale:

Poznań

„Poznaję!” — tak według jednej z najładniejszych legend mieli zawołać Lech, Czech i Rus, gdy po długiej rozłące spotkali się nad Wartą i Cybiną. Rozpoznali się, ucieszyli, a miejsce spotkania nazwano podobno Poznaniem.

Piękna historia. Bardzo dobra do opowiadania. Tylko że językoznawczo raczej nie tędy droga.

Nazwa „Poznań” najpewniej nie pochodzi od okrzyku „poznaję”, lecz od dawnego imienia Poznan albo Poznamir. Byłaby więc nazwą dzierżawczą, czyli taką, która wskazuje na czyjąś własność albo związek z konkretną osobą. W najprostszym sensie: Poznań to pierwotnie gród Poznana.

Sam Poznan nie jest postacią znaną z kronik. Nie mamy opowieści o takim władcy ani pewnego życiorysu założyciela. Został nam raczej ślad językowy: imię ukryte w nazwie miasta. Możliwe, że Poznan był formą od czasownika „poznać” albo skróceniem imienia Poznamir. Czyli motyw poznawania jednak gdzieś w tle pobrzmiewa, ale nie jako legenda o trzech braciach, tylko jako część dawnej nazwy osobowej.

Ciekawa jest też końcówka. Historycznie rekonstruuje się postać typu „Poznanjь gród”. Przyrostek „-jь”, który oznaczał przynależność, połączył się z poprzedzającym „n” i zostawił po sobie miękkie „ń”. Dlatego dziś mamy „Poznań”, a nie „Poznan”.

W najstarszych zapisach nazwa pojawia się w formach dostosowanych do łaciny, na przykład „Posnaniensis” albo „ab urbe Posnani”. Później spotykamy też postaci typu „Poznan” i „Poznania”. To normalne: średniowieczni pisarze zapisywali polskie nazwy tak, jak pozwalały im łacina, słuch i ówczesna ortografia.

Poznań ma jeszcze jeden językowy zaszczyt: jest jedynym miastem wymienionym w polskim hymnie. „Jak Czarniecki do Poznania…” — i nagle nazwa miejscowa wychodzi ze słowników, kronik i legend prosto do tekstu, który zna prawie każdy.

A zatem Poznań nie wziął się najpewniej od tego, że ktoś zawołał „poznaję!”. Choć przyznaję: jako etymologia ludowa ta opowieść jest wyjątkowo wdzięczna. Naukowy trop prowadzi raczej do imienia, dawnego grodu i miękkiego „ń”, które zostało po starym przyrostku.

Jeśli to czytasz — daj mi znać 🧡 na swoim ulubionym kanale:

Chcesz zapisać się na korepetycje?