Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Post Type Selectors

VI edycja Romantykonu już 17–18 października 2026

Dlaczego boję się powrotu do szkoły?

Od 17 maja zaczynamy powrót do szkoły w systemie hybrydowym.

17 maja. Data, której będę oczekiwać z dużą dozą strachu. Pewnie trudno będzie mi wyłączyć tryb „lekcje w piżamie z psami koło biurka”, a jak znam życie – w ten pierwszy poniedziałek Warszawa z rana się zakorkuje, więc moja podróż autobusem wydłuży się co najmniej dwukrotnie. Ale co chyba najsmutniejsze – w tym roku maj nie będzie miał zapachu szalonego, zielonego bzu i luźnej atmosfery nadchodzących wakacji. Czeka nas pogoń za straconym czasem, zalew sprawdzianów weryfikujących wiedzę zdalną i miesiąc oszukiwania się, że ten rok szkolny był jak każdy inny.

Już teraz słyszałam o przypadkach nauczycieli, którzy swoim osobom uczniowskim na przywitanie ze szkołą zaproponowali sprawdziany z całego materiału. Zamiast pomóc dostosować się do nauki po 6 miesiącach przerwy i wykorzystać końcówkę maja oraz czerwiec na nadrabianie zaległości, w szkołach pojawi się jeszcze większy stres i płacz. Nie łudźmy się – cały ten rok szkolny powinien pójść do kosza. Niezależnie od naszych nauczycielskich starań, uczniowskie głowy po prostu nie były w stanie przyswoić wiedzy. Sama miewam trudniejsze chwile i zaczęłam pałać nienawiścią do komputera, więc dlaczego mam oczekiwać heroizmu od młodzieży?

Tak, ten rok można było wykorzystać inaczej. 

Szkoła zdalna to zupełnie inne możliwości, a więc i inne wymagania. Zamiast kazać wkuwać na pamięć formułki, należało zadbać o dobrostan osób uczniowskich: rozmawiać z nimi i podtrzymywać na duchu. A z kompetencji twardych – uczyć np. retoryki albo (najprościej) zachęcać do WYKORZYSTYWANIA, a nie GROMADZENIA wiedzy. Mimo to na poziomie krajowym uznano, że trzeba cisnąć. Efekt? Młodzież pozbawiona motywacji i narzędzi do nauki będzie rozliczana ze zdalnej wiedzy, która – nie łudźmy się – nie jest żadną wiedzą. Dzieci wrócą zbyt późno, żeby jeszcze czegokolwiek się nauczyć, ale na tyle wcześnie, żeby móc przez miesiąc obrywać za pandemię i chore ambicje systemu oświaty.

Zdążyłam się już przyzwyczaić do tradycyjnego festiwalu zagrożeń i błagań o podwyższenie stopni, który startuje tuż przed wystawieniem ocen proponowanych. Chociaż sama nie przepadam za klasyfikowaniem osiągnięć w skali 1-6, tym razem (jak wszyscy nauczyciele) stanę przed dużo poważniejszym dylematem: kogo tak naprawdę mam ocenić i jak to zrobić?

Czy mam prawo porównywać wyniki osób uczniowskich z tymi osiąganymi przez poprzednie roczniki? Jeśli tak, to czy powinnam dodać rubrykę z bonusowymi punktami za krótsze lekcje, konieczność samodzielnego organizowania pracy, brak motywacji wynikający z siedzenia w jednym pomieszczeniu, odcięcie od znajomych albo problemy ze sprzętem (lub w ogóle jego brak)? A może, zgodnie z tezą, że „obowiązki to nie stres”, czas zacząć kreować się na czepliwą babą od polskiego i zauważyć, że lockdown pozwolił zaoszczędzić dziesiątki godzin na dojazdach, kawkach i zakupach po szkole, imprezkach? Kochani, organizacja przede wszystkim! Ja prowadzę zajęcia od rana do nocy i nie mam przerwy na siku, więc wy chyba też dacie radę?

I tak chyba zdążyliśmy przywyknąć, że robimy z osób uczniowskich nadludzi. 

Od podstawówki próbujemy wytworzyć młodych geniuszy recytujących na pamięć „Pana Tadeusza”, potrafiących wymienić jednym tchem daty wszystkich wielkich bitew (od Piasta i Rzepki do bitwy o Crocsy w Lidlu), znających wszystkie elementy mitochondrium wraz z nazwami po łacinie oraz języku obcym nowożytnym i strzelających w 45 minut reprodukcję „Piety” techniką papier mâché.

Ta słodko-gorzka refleksja nie ma żadnej zaskakującej pointy. Nie zapoczątkuję wielkiej rewolucji. Mam tylko jeden apel do wszystkich, którzy zaraz zaczną zarzucać uczennice i uczniów sprawdzianami, kartkówkami i gazetkami na zaliczenie: pamiętajcie, że w tym roku szkolnym nie oceniamy tylko przyrostu wiedzy. Cyfra od 1 do 6 to zbiorcza nota dla naszej pracy, organizacji systemu edukacji, warunków domowych, wsparcia rodziców i – dopiero na samym końcu – pracy uczniów. I nie ma sensu na siłę nadrabiać wszystkich zaległości w czerwcu, każąc pisać dziesiątki sprawdzianów wiedzy z każdego możliwego przedmiotu.