„Drzewo magii” to film jak plaster miodu. Ciepły, lepki od baśniowej wyobraźni, przytulny w najlepszym znaczeniu tego słowa. Ma kolory pamiętane z najlepszych fabuł dla dzieci z czasów, zanim wszystkim zaczęła rządzić komputerowa gładkość. Owszem, efekty specjalne są tu obecne i dopracowane, ale nie przykrywają opowieści. Najważniejsze pozostają twarze bohaterów, rodzinne napięcia, dziwacy spotkani po drodze, piosenka przewodnia, wspólne śpiewanie, taniec, próby przyjaźni i ta stara, dobra magia kina, która pozwala przez chwilę znowu być dzieckiem.

Film Bena Gregora, inspirowany książkami Enid Blyton o „Niebosiężnym Drzewie”, opowiada o rodzinie Thompsonów. Warto wspomnieć, że autorka serii, pisarka Enid Blyton urodzona jeszcze w zeszłym wieku, wymyśliła cały ten świat jeszcze długo przed tym, jak powstał Harry Potter, czy Willy Wonka (!!!). Polly i Tim wraz z dziećmi opuszczają nowoczesny, technologiczny świat i przenoszą się na angielską prowincję. Dla dzieci to początkowo niemal katastrofa: brak Wi-Fi, brak ulubionych gadżetów, brak tego, co oswajało codzienność. Ale właśnie w tej przestrzeni, która na początku wydaje im się obca, nudna i podejrzana, zaczyna działać magia.

To film nieco staroświecki w wartościach, ale nie anachroniczny. Raczej świadomie wracający do tego, co w kinie familijnym bywa najcenniejsze: do bliskości, wspólnoty, wyobraźni i odpowiedzialności za wypowiedziane życzenia. W „Drzewie magii” nie każde pragnienie powinno się spełnić, bo za durne, nieprzemyślane życzenia trzeba ponieść konsekwencje. Gdy ktoś jest zbyt zachłanny, nie słucha ostrzeżeń i nie umie zapanować nad własną łapczywością, spotyka go kara. w tej baśni jest prosty i mocny przekaz: magia to nie zabawką bez granic.

Z wielką przyjemnością obserwujemy postacie. Ojciec rodziny najpierw może sprawiać wrażenie niewyrośniętego chłopaczka i niepoprawnego marzyciela. Z czasem jednak widać, że razem z Polly tworzą parę przeuroczych idealistów, ludzi, którzy nie chcą tylko przetrwać, lecz spróbować żyć inaczej. Polly jest zaradną, twórczą, wynalazczą kobietą, a Tim wnosi do tej rodziny czułość, zabawę i wiarę w marzenia. Ciekawie wypada też Beth — młoda nastolatka stojąca jedną nogą jeszcze w dzieciństwie, a drugą już w świecie świadomego sprzeciwu, potrzeby samostanowienia i dziewczyńskiej, feministycznej czujności.

Fantastyczne postacie są wyraziste, zagrane i zaprojektowane z rozmachem. Jest praczka wysoko w gałęziach drzewa, z kołnierzem z gumowych rękawiczek, decydująca o tym, jaka dziś nas spotka przygoda (trochę jak ktoś kręcący baśniowym kołem fortuny). Jest Kraina Urodzin z postaciami spełniającymi marzenia — wśród nich elfy na wrotkach, całe zanurzone w estetyce lat 80. Są też krainy Kary, Więzienia i Dziecięcych Koszmarów: wredna nauczycielka zsyłająca za byle komentarz na karę i zarazem wampiryczna dziwaczka pożerająca muchy w locie, groteskowe zasady, mroczni służący i …piękne kostiumy. Chwilami film przywołuje klimat najlepszych produkcji Tima Burtona, ale bez nadmiaru kiczu i bez ciemności, która mogłaby przytłoczyć młodsze dzieci.

Jest też znakomita postać bogatej „pańci” z limuzyny, przylatującej helikopterem do wiejskiego grajdołu — mistrzyni hipokryzji i szantażu emocjonalnego. To Babcia naszych młodych bohaterów. Co ważne, film nie każe jej na siłę naprawiać. Nie każdy musi przejść przemianę. Niektórzy zostają przy swoim egoizmie, a zadaniem rodziny jest nauczyć się nie ulegać takiej przemocy. I tu właśnie magia zwycięża: nie rozwiązuje wszystkich problemów, tylko wzmacnia tych, którzy chcą być razem.

Drzewo magii
„Drzewo magii”, reż. Ben Gregor, Kino Świat

Materiały KinoSzkoły proponują zajęcia dla klas II–V pod hasłem „Wyobraźnia to supermoc! Jak marzenia pomagają pokonywać trudności?”. Scenariusz lekcji opiera się m.in. na rozmowie, kartach metaforycznych, rysowaniu, projekcie grupowym i treningu wyobraźni, a jego cele obejmują rozwijanie kreatywności, rozpoznawanie emocji, współpracę i ćwiczenie radzenia sobie w sytuacjach problemowych.

„Drzewo magii”, reż. Ben Gregor, Kino Świat

Dlaczego warto pokazać „Drzewo magii” w szkole?


„Drzewo magii” to film przytulny, barwny i emocjonalnie bezpieczny, ale nie pusty. Pod baśniową powierzchnią kryją się tematy bardzo bliskie dzieciom: lęk przed zmianą, przywiązanie do ekranów, potrzeba akceptacji, rodzinne napięcia, pierwsze oceny innych ludzi, odpowiedzialność za własne decyzje i marzenia.


To dobra propozycja dla klas młodszych, bo nie moralizuje wprost, lecz opowiada. Daje nauczycielowi materiał do rozmowy o emocjach, relacjach, wyobraźni i współczesnym dzieciństwie. A przy tym pozwala wejść do kina jak do zaczarowanego lasu: szybko, obiema nogami, z poczuciem, że jeszcze przez chwilę można wierzyć, że magia naprawdę zwycięża.

„Drzewo magii”, reż. Ben Gregor, Kino Świat
nazwa motywu 

Najważniejszym motywem filmu jest wyobraźnia. Jest ukazana jako siła, którą można oswoić. Dzieci wchodzą w świat fantastyczny, ale wychodzą z niego z bardzo realnymi doświadczeniami: uczą się odwagi, odpowiedzialności, współpracy i uważności na innych.


Jak wykorzystać ten motyw w szkole?
– porozmawiać z uczniami o tym, do czego przydaje się wyobraźnia;
– zapytać, kiedy fantazja pomaga człowiekowi, a kiedy może przeszkadzać;
– poprosić dzieci o zaprojektowanie własnej magicznej krainy, która pomaga rozwiązać konkretny problem;
– zestawić film z baśniami, w których bohater musi przejść próbę, zanim wróci do zwykłego świata.

Drzewo magii
„Drzewo magii”, reż. Ben Gregor, Kino Świat
Technologia i życie poza ekranem

„Drzewo magii” nie jest filmem antytechnologicznym. To raczej opowieść antyizolacyjna. Dzieci są przyklejone do ekranów, Wi-Fi urasta do rangi najważniejszej potrzeby, a cyfrowe gadżety zastępują rozmowę, nudę, zabawę i samodzielne odkrywanie świata. Dopiero prowincja, las i brak natychmiastowego dostępu do sieci zmuszają bohaterów do tego, by zobaczyli siebie nawzajem.


Jak wykorzystać ten motyw w szkole?
– zapytać uczniów, co daje im telefon, a czego telefon nie może zastąpić;
– porównać świat technologii i świat natury pokazany w filmie;
– porozmawiać o nudzie jako początku zabawy i twórczości;
– zaproponować uczniom stworzenie listy rzeczy, które można robić razem bez ekranu.

„Drzewo magii”, reż. Ben Gregor, Kino Świat
„Drzewo magii”, reż. Ben Gregor, Kino Świat
Dziwacy i lęk przed nieznanym

Film świetnie nadaje się do rozmowy o tym, jak oceniamy ludzi i miejsca, których nie znamy. Lokalni mieszkańcy, fantastyczne istoty, wiejska przestrzeń i dziwaczne reguły magicznych krain najpierw budzą nieufność, ale z czasem okazują się częścią świata, który ma własny sens, rytm i piękno.
To bardzo dobry punkt wyjścia do rozmowy o stereotypach, pierwszym wrażeniu i otwartości. Dzieci mogą zobaczyć, że „dziwny” nie musi znaczyć „gorszy”, a obce miejsce nie zawsze jest zagrożeniem. Czasem to właśnie ono pozwala bohaterowi sprawdzić, kim naprawdę jest.


Jak wykorzystać ten motyw w szkole?
– zapytać uczniów, czy zdarzyło im się źle ocenić kogoś po pierwszym wrażeniu;
– porozmawiać o tym, dlaczego nowe miejsca mogą budzić lęk;
– omówić, które postacie w filmie są dziwne, ale dobre, a które eleganckie lub wpływowe, lecz moralnie wątpliwe;
– stworzyć z uczniami mapę „obcego świata”, który z czasem staje się przyjazny.

Drzewo magii
„Drzewo magii”, reż. Ben Gregor, Kino Świat
Rodzina, wspólne rytuały

W „Drzewie magii” rodzina odbudowuje przez drobiazgi i wspólne działanie: śpiewanie, taniec, zabawę, rozmowę, kłótnie, przeprosiny i decyzję, że mimo trudności nadal trzymają się razem. Film przypomina, że bliskość nie polega na braku konfliktów, lecz na gotowości do rozmowy, powrotu do bliskich.
To bardzo cenny temat wychowawczy, bo pozwala mówić o rodzinie bez lukru. Thompsonowie mają swoje słabości, bywają chaotyczni, podejmują ryzykowne decyzje, ale nie rezygnują z siebie. Czułość i wspólne marzenie są ich siłą. Wielką siłą.


Jak wykorzystać ten motyw w szkole?
– poprosić uczniów, aby wskazali sceny, w których bohaterowie naprawdę są razem;
– porozmawiać o tym, czym różni się wspólne mieszkanie od wspólnego życia;
– zapytać, jakie rodzinne rytuały pomagają ludziom poczuć bliskość;
– omówić, dlaczego rodzina potrafi obronić się przed szantażem emocjonalnym bogatej krewnej.

Drzewo magii
„Drzewo magii”, reż. Ben Gregor, Kino Świat
Zachłanność i konsekwencje

Film pokazuje, że marzenia są potrzebne, ale nie każde pragnienie jest dobre. Magiczne krainy kuszą spełnieniem życzeń, lecz jednocześnie uczą, że pragnienie bez umiaru może prowadzić do kłopotów. Bohaterowie muszą zrozumieć, że życzenie wypowiedziane bez namysłu też ma swoje skutki.
To bardzo ważny motyw edukacyjny, bo pozwala rozmawiać z dziećmi o różnicy między marzeniem, zachcianką, potrzebą i chciwością. „Drzewo magii” mówi jasno: wyobraźnia daje wolność, ale wolność wymaga odpowiedzialności.


Jak wykorzystać ten motyw w szkole?
– zapytać uczniów, czym różni się marzenie od zachcianki;
– omówić sceny, w których bohaterowie ignorują ostrzeżenia;
– porozmawiać o tym, dlaczego w baśniach często trzeba uważać na wypowiadane życzenia;
– zaproponować ćwiczenie: „Gdybym mógł/mogła wypowiedzieć jedno życzenie, najpierw musiałbym/musiałabym pomyśleć o…”.

Drzewo magii
„Drzewo magii”, reż. Ben Gregor, Kino Świat

RECENZJA

„Drzewo magii” to film jak plaster miodu, na dodatek wchodzi do kin 29 maja, więc idealnie na Dzień Dziecka. To film ciepły, gęsty od baśniowych obrazów, lepki od rodzinnej czułości i przytulny w najlepszym znaczeniu tego słowa. Ma kolory pamiętane z dawnych, najlepszych fabuł dla dzieci — jeszcze sprzed czasu, w którym wszystko zaczęła przykrywać komputerowa gładkość. Owszem, są tu efekty specjalne, cyfrowe światy i fantastyczne krainy, ale nie one są najważniejsze. Najważniejsze są twarze bohaterów, ich lęki, zachwyty, konflikty, nieporadne próby bliskości i magia, która zaczyna działać wtedy, kiedy rodzina znów próbuje być razem.


Film Bena Gregora, inspirowany książkami Enid Blyton o Niebosiężnym Drzewie, opowiada o rodzinie Thompsonów, która po zawodowym kryzysie przenosi się z nowoczesnego, technologicznego świata na angielską prowincję. Dzieci tracą Wi-Fi, ekrany i codzienne wygody, a w zamian dostają las, nudę, dziwaków, nieznane miejsca i drzewo, które prowadzi do fantastycznych krain. 

Z początku ojciec rodziny może sprawiać wrażenie niewyrośniętego chłopaczka, marzyciela, człowieka, który bardziej nadaje się do śpiewania i marzenia o niebieskich migdałach, niż do praktycznego ogarniania życia. Ale im dłużej oglądamy film, tym wyraźniej widać, że razem z Polly tworzy on parę przeuroczych idealistów. Ona jest zaradna, twórcza, wynalazcza i technicznie sprawna, on wnosi do tej rodziny czułość, rytuał, zabawę i wiarę w marzenia. To bardzo odświeżające odwrócenie schematu: tata nie kojarzy się  z „technicznym rozsądkiem”, a mama „domowym ciepłem”. Oboje po swojemu budują rodzinę i oboje uczą dzieci, że życie można wymyślać na nowo.

Bardzo ciekawa jest Beth — młoda nastolatka jedną nogą jeszcze w dzieciństwie, drugą już w świecie buntu, samodzielności. Jest przywiązana do telefonu, nie chce przeprowadzki, ma własne zdanie i nie przyjmuje świata dorosłych bezkrytycznie. To świetna bohaterka do rozmowy z dziećmi z klas 3–4, bo pozwala porozmawiać o tym, czym różni się bunt od samolubstwa, a niezależność od braku odpowiedzialności.

Największym urokiem filmu są jednak postacie fantastyczne i krainy. Nie są tylko ozdobą. Mają charakter, kostium, rytm i cielesność. Praczka wysoko w gałęziach drzewa, z kołnierzem z gumowych rękawiczek, decyduje o tym, jaka będzie kolejna przygoda, trochę jak ktoś obracający baśniowe koło fortuny. Kraina urodzin wygląda jak spełniony sen dziecka, ale ma też współczesne, zabawne mrugnięcia do widza — choćby elfy na wrotkach, zanurzone w estetyce lat 80. Z kolei kraina więzień i kar zbiera wszystkie dziecięce koszmarki: wredną nauczycielkę, absurdalne kary, dziwaczne reguły i groteskowe postacie, które są jednocześnie śmieszne i trochę niepokojące.

„Drzewo magii” przypomina klimatem najlepsze produkcje Tima Burtona, ale bez nadmiaru kiczu i bez mroku, który mógłby przytłoczyć młodszych widzów. Jest tu groteska, dziwność, przesada, teatralny kostium i świat, w którym wszystko może się zdarzyć, ale film pozostaje bezpieczny emocjonalnie. To kino familijne w starym, dobrym sensie: dzieci mogą przeżyć przygodę, a dorośli nie muszą się nudzić.

Ważnym elementem filmu jest piosenka przewodnia i cały motyw wspólnego śpiewania, tańczenia, odgrywania rodzinnych rytuałów. Te sceny pokazują, że magia nie zawsze polega na zaklęciach. Czasem jest nią właśnie wspólne śpiewanie, próba przyjaźni, taniec, powrót do rozmowy, odwaga przeproszenia albo decyzja, że nie damy się komuś, kto próbuje nami manipulować.

W tej ostatniej funkcji świetnie działa postać bogatej krewnej, babci — „pańci” z limuzyny, przylatującej helikopterem na wieś i traktującej wszystkich z wyższością. To mistrzyni hipokryzji i szantażu emocjonalnego. Co ciekawe, film nie robi z niej na siłę przemienionej bohaterki. Ona do końca zostaje sobą. I to także jest wartościowe edukacyjnie: dzieci widzą, że nie każdy bohater musi się poprawić, a rodzina może wygrać nie dlatego, że zmieni toksyczną osobę, lecz dlatego, że przestanie jej ulegać.

Najważniejsze przesłanie filmu jest proste: magia zwycięża, ale nie zwalnia z odpowiedzialności. Kiedy bohaterowie wypowiadają nieprzemyślane życzenie, muszą ponieść jego konsekwencje. Kiedy ktoś jest zbyt zachłanny i ignoruje ostrzeżenia, spotyka go kara. To bardzo baśniowa logika, a jednocześnie świetny punkt wyjścia do rozmowy z dziećmi o tym, że marzenie, zachcianka i chciwość to nie to samo.

To film przytulny, ale nie głupi. Baśniowy, ale mocno osadzony w doświadczeniu współczesnego dziecka. Trochę staroświecki, ale dzięki temu odświeżający. Pozwala na chwilę wrócić do kina, w którym magia jest sposobem opowiadania o tym, że wszyscy potrzebujemy wyobraźni, by być odważnymi ludźmi.

Jeśli to czytasz — daj mi znać 🧡 na swoim ulubionym kanale: