Źródłosłów to opowieść o tym, skąd pochodzi dane słowo i jaką drogę przeszło, zanim trafiło do współczesnej polszczyzny. To seria miniesejów o etymologii, w których sprawdzam, co tak naprawdę kryje się za wyrazami i udowadniam, że są autentycznym zapisem dawnych wierzeń, codziennych doświadczeń i zmian zachodzących w świecie.
Warszawa
Moje miasto to Warszawa, lecz tylko przez przypadek. Przez 130 kilometrów nikt nie mógł odebrać porodu, a ja postanowiłam wychodzić powoli, szesnaście godzin, i to niekoniecznie najpierw głową. A zatem zostałam Warszawianką, więc dziś składam hołd mojemu miastu.
„Warszawa” nie pochodzi od Warsa i Sawy, choć legenda jest tak piękna, że do dziś nie chce się odczepić od stolicy. Językoznawcy są jednak zgodni: pierwotnie była to nazwa dzierżawcza, czyli oznaczała po prostu osadę należącą do Warsza. „Warsz” było dawnym imieniem, najpewniej skróconą formą imion typu „Warcisław” albo „Wrocisław”. Najstarsze zapisy pokazują formy „Warszewa” i „Warszowa”, a dopiero później utrwaliła się „Warszawa”.
Ta zmiana też jest ciekawa, bo dużo mówi o języku Mazowsza. Dawne „Warszewa” przekształciło się w „Warszawę” pod wpływem wymowy dialektalnej i późniejszej hiperpoprawności. Innymi słowy: ludzie zaczęli poprawiać formę tak, by brzmiała bardziej „poprawnie”, choć z punktu widzenia etymologii wcale nie była ona pierwotna.
Legenda o Warsie i Sawie jest więc etymologią ludową, ale to nie znaczy, że jest bez znaczenia. Przeciwnie. Legenda mówi o tym, jak wspólnota chce myśleć o sobie. Warszawianie chcieli, by ich miasto kojarzono z miłością, gościnnością, a nie jako dawną własność jakiegoś Warsza. I trudno się temu dziwić.
Sama nazwa „Warszawa” obrosła też skojarzeniami kulturowymi. Jest „Warszawianka”, czyli mieszkanka miasta, a także „Warszawianka” jedna z najbardziej znanych pieśni patriotycznych z czasów powstania listopadowego, a także taniec wywodzący się z mazura, który przez Francję i europejskie salony wrócił do polskiej tradycji ludowej.
Jest również „warszawka” oznaczająca środowiskową pozę, elitarność, często nazwa jest stosowana prześmiewczo. Jest też warszawska syrenka, czyli symbol miasta, a nawet „warszafffka” – z pogardą o życiu w zbytecznym luksusie (i restauracjach z maskami kolagenowymi).

Możesz zostać moim patronem/moją patronką: