Źródłosłów to opowieść o tym, skąd pochodzi dane słowo i jaką drogę przeszło, zanim trafiło do współczesnej polszczyzny. To seria miniesejów o etymologii, w których sprawdzam, co tak naprawdę kryje się za wyrazami i udowadniam, że są autentycznym zapisem dawnych wierzeń, codziennych doświadczeń i zmian zachodzących w świecie.
kostka Rubika
Skoro dziś, 17 kwietnia i Dzień Kostki Rubika, to kilka słów o Rubiku – wypada zaklaskać (przepraszam za suchar) — a właściwie o „kostce Rubika”. Nazwa to połączenie rzeczownika pospolitego z nazwiskiem wynalazcy w dopełniaczu, dlatego poprawnie mówimy: „kostka Rubika”, „kostki Rubika”, „układam kostkę Rubika”.
Sama nazwa jest więc eponimem, czyli wyrazem utworzonym od nazwiska. Chodzi oczywiście o Ernő Rubika, węgierskiego architekta i wykładowcę, który stworzył prototyp tej łamigłówki w 1974 roku. Patent zgłosił w 1975 roku, a początkowo układanka nazywała się po węgiersku „Bűvös kocka”, czyli „magiczna kostka”. Międzynarodową nazwę „Rubik’s Cube” otrzymała dopiero w 1980 roku, kiedy ruszyła jej światowa kariera.
Z kolei „kostka”, to zdrobnienie od „kości”. Dawniej kość była nie tylko częścią szkieletu, lecz także małym twardym przedmiotem używanym w grze (grano kośćmi ze stawu skokowego zwierząt). Kości te wyglądem przypominają kostkę. Z czasem „kostką” zaczęto nazywać każdy niewielki sześcian: kostkę cukru, lodu, brukową, a w końcu także tę najsłynniejszą, kolorową.
Kostka Rubika okazała się nie tylko zabawką, lecz także problemem matematycznym. Klasyczna kostka 3×3×3 ma ponad 43 tryliony możliwych ustawień, ale w 2010 roku udowodniono, że każde z nich można rozwiązać w najwyżej 20 ruchach. Tę granicę nazwano „liczbą Boga”.
A skoro mowa o układaniu, to piękna wiadomość na dziś jest taka, że aktualny oficjalny rekord świata w pojedynczym ułożeniu kostki 3×3 należy do Polaka, Teodora Zajdera, i wynosi 2,76 sekundy. Ustanowił go w lutym 2026 roku w Gdańsku. Mistrz ma 9 lat.
Mało kto na co dzień myśli o profesorze z Budapesztu, a przecież kiedy mówimy „kostka Rubika”, w każdym przypadku gramatycznym przypominamy właśnie jego nazwisko. I to chyba najpiękniejszy rodzaj nieśmiertelności.

Możesz zostać moim patronem/moją patronką: