Źródłosłów to opowieść o tym, skąd pochodzi dane słowo i jaką drogę przeszło, zanim trafiło do współczesnej polszczyzny. To seria miniesejów o etymologii, w których sprawdzam, co tak naprawdę kryje się za wyrazami i udowadniam, że są autentycznym zapisem dawnych wierzeń, codziennych doświadczeń i zmian zachodzących w świecie.

Jeśli to czytasz — daj mi znać 🧡 na swoim ulubionym kanale:

Koncept talerzykowy

Bardzo się staram być na czasie, ale czasami odczuwam dumę, że nie jestem. To się nazywa starość, ewentualnie higiena informacyjna. Od kilku miesięcy miga mi w sieci dziwna zbitka słów: „koncept talerzykowy”. Dla mnie koncept to pomysł: barokowa zabawa formą, błyskotliwy zwrot, językowa sztuczka. Tymczasem nie chodzi o figiel retoryczny, tylko o format jedzenia: zamiast jednego dania zamawia się kilka mniejszych porcji podanych na małych talerzach i dzieli się nimi przy stole. Chodzi o wspólne próbowanie, porównywanie, podawanie sobie i komentowanie, czyli o współczesne biesiadowanie, które w teorii nie tuczy, a na pewno odchudza portfel.

Najciekawsze jest to, że nie mamy tu „konceptu talerzowego”, lecz talerzykowy. Zdrobnienie „talerzyk” od razu sugeruje skalę i ton: lekkość, testowanie, zabawę. Sam „talerz” notujemy w polszczyźnie od XV wieku. To zapożyczenie z niemczyzny, z dalszym tłem włoskiego „tagliere”, czyli deski do krojenia, pierwotnie: do cięcia mięsa. Innymi słowy: zanim talerz stał się naczyniem do jedzenia, był narzędziem do porcjowania. To piękny paradoks, bo dzisiejszy „koncept talerzykowy” wraca właśnie do porcjowania, tylko w wersji, która dobrze wygląda na zdjęciu.

Warto jeszcze wspomnieć o różnicy między przystawką a przekąską. Dziś przystawka to potrawa podawana przed daniem głównym, zwykle po to, by pobudzić apetyt. Dawniej jednak przystawka była nazwą naczynia, małej miski, salaterki lub półmiska, które przystawiano do większych naczyń z mięsem, rybą czy pieczystym. W koncepcie całe jedzenie składa się z samych „przystawek”, tylko nikt nie chce ich tak nazwać, bo brzmi to zbyt skromnie. Przekąska z kolei to coś, co jemy między jednym a drugim daniem, często bez obrzędowości. Czy koncept byłby zatem takim miksem?

Oczywiście trochę sobie śmieszkuję, ale i w dawnej biesiadzie, i w „koncepcie talerzykowym” wybrzmiewa to samo: jedzeniem trzeba się dzielić i je wspólnie spożywać. Nowe jest słowo, nie zwyczaj. Nowa jest etykieta, nie potrzeba.

Jeśli to czytasz — daj mi znać 🧡 na swoim ulubionym kanale:

Chcesz zapisać się na korepetycje?