Jeśli to czy­tasz — daj mi znać 🧡 na swo­im ulu­bio­nym kanale:

Skąd wzię­ło się powie­dze­nie: ch*je muje, dzi­kie węże?

Powie­dze­nie to ozna­cza róż­ne rze­czy w dużych ilościach.

Dzi­siej­sza cie­ka­wost­ka ety­mo­lo­gicz­na jest jedy­nie hipo­te­zą, żaden słow­nik nie potwier­dza tej historii❗️

Popa­trz­my na mapę. Na zachód od War­sza­wy mamy Haar­lem w Holan­dii, w cza­sach PRL czę­ste miej­sce emi­gra­cji zarob­ko­wej Pola­ków.
Wów­czas w kra­ju bra­ko­wa­ło w skle­pach wszyst­kie­go, więc pra­cu­ją­cy w Haar­lem przy­wo­zi­li do kra­ju wszyst­ko to, co mogli kupić w roz­sąd­nych cenach. Jeden ze skle­pów miał wszyst­kie przy­bo­ry kuchen­ne, towa­ru w bród, ucho­dził wśród Polo­nii za dobry i tani oraz łatwy do zlo­ka­li­zo­wa­nia na ryn­ku mia­sta, moż­na tam było kupić nie­mal wszyst­ko.
Miał on w logo­ty­pie mysz, a przez pewien czas
tak­że serię z myszą więk­szą od węża.
Sklep nazy­wał się „mysz polna/mysz domo­wa”, czy­li De Huismu­is, co w wer­sji spo­lsz­czo­nej dało począ­tek powie­dze­niu: ch*je muje dzi­kie węże.
Sklep ist­nie­je do dziś 🙂

Chcesz zapisać się na korepetycje?