Jeśli to czy­tasz — daj mi znać 🧡 na swo­im ulu­bio­nym kanale:

Zosta­łam amba­sa­dor­ką serii Wydaw­nic­twa Świat Książ­ki “SKARBY POLSKIEJ LITERATURY” – czy­li kolek­cjo­ner­skich wydań w bar­dzo niskiej cenie, któ­re znaj­dzie­cie w skle­pach Bie­dron­ka. Zaczę­li­śmy 22 stycz­nia 2024 r. Co mie­siąc poja­wia­ły się 2 kolej­ne tomy, wszyst­kie zosta­ły omó­wio­ne i opra­co­wa­ne na mojej stro­nie www​.baba​od​pol​skie​go​.pl, by moż­na je było wyko­rzy­sty­wać np. pod­czas lek­cji (i zasi­lić tymi pięk­ny­mi wyda­nia­mi szkol­ne biblio­te­ki). W kolek­cji “Zna­chor”, “Dewaj­tis”, “Chło­pi”, “Przed­wio­śnie”, “Pro­fe­sor Wil­czur”, “Wese­le” “Hra­bi­na Cosel”, “Pan Tade­usz”, “Karie­ra Niko­de­ma Dyz­my”.

Jeśli to czy­tasz — daj mi znać 🧡 na swo­im ulu­bio­nym kanale:

Jeśli to czy­tasz — daj mi znać 🧡 na swo­im ulu­bio­nym kanale:

Korzy­stasz z przy­go­to­wa­ne­go prze­ze mnie stresz­cze­nia i opra­co­wa­nia lektury.

            ZNACHOR

autor:

Tade­usz Dołęga-Mostowicz

tytuł:

Zna­chor

rodzaj lite­rac­ki:

epi­ka 

gatu­nek literacki:

powieść oby­cza­jo­wa 

data wyda­nia:

1937

epo­ka literacka:

dwu­dzie­sto­le­cie międzywojenne 

miej­sce wydania:

Poznań 

czas akcji:

XX wiek 

miej­sce akcji:

War­sza­wa, Rado­lisz­ki, Pusz­cza Odryniecka 

gene­za:

- Począt­ko­wo powstał jako sce­na­riusz fil­mo­wy albo szkic sce­na­riu­sza. Autor dostar­czył ten tekst jakie­muś pro­du­cen­to­wi fil­mo­we­mu i dostał odmo­wę; póź­niej prze­ro­bił go na powieść, któ­ra zosta­ła opu­bli­ko­wa­na w odcin­kach w gaze­cie „Wie­czór War­szaw­ski”, potem nastą­pi­ły prze­dru­ki w gaze­tach regionalnych.

- W 1936 roku Tade­usz Dołę­ga-Mosto­wicz prze­by­wał w Siko­rzu w mająt­ku Piw­nic­kich. Wraz z gospo­da­rza­mi odwie­dził w ramach wyciecz­ki wieś Radot­ki (odda­lo­ną o 10 km), w któ­rej znaj­do­wał się młyn wod­ny. Przyj­mo­wał w nim miej­sco­wy zie­larz i zna­chor Różyc­ki (pra­cow­nik mły­na) – wszy­scy dooko­ła wole­li się leczyć u nie­go niż u dro­gich i mało sku­tecz­nych lekarzy.


pro­ble­ma­ty­ka:

Wąt­ki: 

dra­ma­tycz­ne – dra­mat czło­wie­ka dotknię­te­go amnezją 

oby­cza­jo­we – ety­ka lekar­ska; nie­na­wiść dyplo­mo­wa­nych leka­rzy do zna­cho­rów; nie­spra­wie­dli­wość prze­pi­sów praw­nych (Wil­czu­ra wie­lo­krot­nie aresz­to­wa­no za włó­czę­go­stwo i za brak doku­men­tów, któ­rych nie dało się wyro­bić, bo nie znał swo­je­go imie­nia i nazwiska)

kry­mi­nal­ne – poszu­ki­wa­nie zagi­nio­ne­go profesora

roman­so­we – zdra­da i uciecz­ka żony 

typ nar­ra­cji:

nar­ra­cja trzecioosobowa 

język:

powieść cha­rak­te­ry­zu­je się bar­dzo dokład­ny­mi opi­sa­mi, autor skru­pu­lat­nie wyja­śnia czy­tel­ni­ko­wi róż­no­rod­ne niuanse

boha­te­ro­wie:

Beata Wil­czur (Beata Okszy­na) z Gon­tyń­skich – żona głów­ne­go boha­te­ra, mło­da i pięk­na. Nie kocha męża, czu­je się zmę­czo­na i przy­tło­czo­na jego karie­rą – mąż pra­co­wał dnia­mi i noca­mi, by zapew­nić jej wygo­dy, zbyt­ki, zna­cze­nie w świe­cie. Pozna­je mło­de­go leśni­cze­go i wypro­wa­dza się do nie­go wraz z cór­ką Mario­lą. Umie­ra na gruźlicę. 


Jan Oksza – leśni­czy, któ­ry objął sta­no­wi­sko po swo­im ojcu w Pusz­czy Ody­niec­kiej, doma­tor, stro­nił od sąsia­dów, to do nie­go ucie­kła Beata z córeczką. 


Jano­wi­czów­na – sekre­tar­ka pro­fe­so­ra Wil­czu­ra, któ­rą póź­niej zwol­nił Dobraniecki. 


K. Dobra­niec­ki – wyso­ki, z orlim nosem, wyso­kim dum­nym czo­łem, świet­ny chi­rurg, docent, zim­ny karie­ro­wicz, polu­ją­cy na boga­te mał­żeń­stwo Po zagi­nię­ciu Wil­czu­ra prze­jął kli­ni­kę, został pre­ze­sem, a rok póź­niej otrzy­mał kate­drę i tytuł profesora. 


Droż­dżyk – wła­ści­ciel knaj­py, w któ­rej opił się Wilczur. 


Leszek Czyń­ski – wyso­ki, smu­kły, czar­ny jak smo­ła, opa­lo­ny na brąz; ruchli­wy, weso­ły, hała­śli­wy. 7 lat star­szy od Mary­si, panicz, syn wła­ści­cie­la fabry­ki z Ludwi­ko­wa. Uczył się za inży­nie­ra za gra­ni­cą, miał objąć posa­dę po ojcu. Jeź­dzi na motocyklu.


Lokaj Bro­ni­sław i sta­ra gospo­sia Micha­ło­wa – oby­dwo­je pra­cu­ją u pro­fe­so­ra Wilczura. 


Mario­la (Mary­sia) Wil­czu­rów­na – począt­ko­wo pozna­je­my ją jako kil­ku­let­nią dziew­czyn­kę, któ­ra bawi sie z ojcem. Potem opusz­cza dom wraz z mat­ką. Po śmier­ci przy­bra­ne­go ojca Jan­ka i mat­ki Beaty musi sobie radzić w życiu. Zaprzy­jaź­nia się z Kosi­bą, któ­re­go nazy­wa stryj­ciem. Zako­chu­je się z wza­jem­no­ścią w boga­tym mło­dzień­cu Lesz­ku Czyń­skim. Zarę­cza­ją się. 


Micha­le­sia – gospo­dy­ni w domu Czyń­skich, wyzna­je praw­dę Lesz­ko­wi o tym, że Mary­sia żyje.


Pro­kop Sza­piel, zwa­ny Pro­ko­pem Miel­ni­kiem – wła­ści­ciel mły­na, miał trzech synów (Wasil miał poła­ma­ne nogi; wyle­czył go Wilczur).


Mat­ka Aga­ta – żona u Prokopa. 


Paw­lic­ki – dok­tor w Rado­lisz­kach, nie umie leczyć. Rodzi­na wią­za­ła przy­szłość z jego zawo­dem, ale nie osią­gnął tak napraw­dę nic. Żyje w nędzy w jed­nym małym miesz­kan­ku z rodzicami.


Rafał Wil­czur – wzię­ty, boga­ty, sław­ny chi­rurg; żona­ty ze znacz­nie od sie­bie młod­szą i pięk­ną Beatą, szczę­śli­wy ojciec małej córecz­ki Mario­li. Przy­stoj­ny, po czter­dzie­st­ce. Posia­da wła­sną kli­ni­kę. Pra­co­wi­ty, mądry, odda­ny żonie i cór­ce. Zapew­nia jej wszyst­ko, bar­dzo się sta­ra. Kie­dy tra­ci pamięć, przez kil­ka lat się włó­czy, aż tra­fia do wsi Rado­lisz­ki, gdzie zaczy­na poma­gać cho­rym oso­bom. Przyj­mu­je nazwi­sko Anto­ni Kosi­ba. Zaprzy­jaź­nia się ze skle­pi­kar­ką Mary­sią, któ­ra tak napraw­dę jest jego cór­ką. Ratu­je jej życie, gdy ule­ga wypad­ko­wi. Pod koniec utwo­ru odzy­sku­je pamięć. 


Sła­wo­mir i Ele­ono­ra Czyń­scy – boga­ci rodzi­ce Leszka.


Sobek – mło­dy, przy­stoj­ny, na rzą­do­wym sta­no­wi­sku, z per­spek­ty­wą karie­ry, mistrzow­sko grał na man­do­li­nie; kocha się w Marysi. 


Zenon Woj­dył­ło – eks­kle­ryk; miej­sco­wy pijak i awanturnik. 


Zonia – wyso­ka kobie­ta, ma ogrom­ne pier­si; chcia­ła­by się oże­nić z Kosi­bą, ale on nie jest nią zain­te­re­so­wa­ny. Jest zazdro­sna o przy­jaźń Anto­nie­go z Marysią. 


Zyg­munt Wil­czur – pre­zes sądu ape­la­cyj­ne­go, dale­ki krew­ny Wilczura.

stresz­cze­nie: 

KRÓTKIE


W dniu ósmej rocz­ni­cy ślu­bu Rafał Wil­czur (zna­ny chi­rurg, któ­ry prze­pro­wa­dził wła­śnie bar­dzo skom­pli­ko­wa­ną ope­ra­cję) powra­ca do swe­go luk­su­so­we­go domu wraz z pre­zen­tem dla żony Beaty. Jed­nak zamiast uko­cha­nej znaj­du­je na sto­le list, w któ­rym wyja­śnia mu ona, dla­cze­go odcho­dzi i zabie­ra ze sobą córecz­kę Mario­lę. Przy­czy­ną jest uczu­cie nie­speł­nie­nia w mał­żeń­stwie, nie­chęć do towa­rzy­sze­nia zna­ko­mi­te­mu i zaję­te­mu pra­cą chi­rur­go­wi, a tak­że chęć spo­koj­ne­go życia na łonie natu­ry i nowe uczu­cie miło­sne. Beata nie poda­je adre­su, pro­si, aby ich nie szu­kał. Póź­niej czy­tel­nik dowie się, że ucie­kła do ukry­tej w lasach leśni­czów­ki i zwią­za­ła się z leśni­kiem Jan­kiem, któ­re­go Mario­la zacznie uwa­żać za swo­je­go ojca. 

Przy­bi­ty Wil­czur wybie­ga z domu. Błą­ka się po mie­ście, nie wie, co ze sobą zro­bić, wstę­pu­je więc do obskur­nej knaj­py. Upi­ja się, a po wyj­ściu sta­je się obiek­tem napa­ści rabun­ko­wej, ude­rzo­ny sil­nie w gło­wę, pozba­wio­ny doku­men­tów i pie­nię­dzy, dozna­je cał­ko­wi­tej amne­zji. Nie potra­fi okre­ślić, kim jest. 

W tym cza­sie poli­cja bez­sku­tecz­nie pró­bu­je odna­leźć chi­rur­ga Wilczura. 

Mija­ją trzy lata. Na poste­run­ku zosta­je zatrzy­ma­ny włó­czę­ga, któ­ry stra­cił pamięć. Krad­nie metry­kę i przyj­mu­je nazwi­sko Anto­nie­go Kosi­by. Zamiesz­ku­je w małej, poło­żo­nej na wscho­dzie osa­dzie Rado­lisz­ki i znaj­du­je zatrud­nie­nie przy pra­cach fizycznych. 

Jeden z miesz­kań­ców Rado­li­szek, Wasil, tra­ci wła­dzę w nogach po źle prze­pro­wa­dzo­nej ope­ra­cji przez miej­sco­we­go leka­rza. Kosi­ba nie wie dla­cze­go, ale czu­je wewnętrz­ny nakaz lekar­skiej pomo­cy i podej­mu­je się skom­pli­ko­wa­nej ope­ra­cji pry­mi­tyw­ny­mi narzę­dzia­mi w warun­kach abso­lut­nie nie­do­pusz­czal­nych. Ope­ra­cja się uda­je, a Kosi­ba wkrót­ce nie może się opę­dzić od wiej­skich pacjen­tów, któ­rzy potrze­bu­ją pora­dy i pomo­cy od znachora. 


W tym cza­sie w Rado­lisz­kach prze­by­wa mło­da dziew­czy­na Mary­sia, któ­ra pra­cu­je w wiej­skim skle­pi­ku. Tak napraw­dę Mary­sia to Mario­la, cór­ka Wil­czu­ra, któ­ra po śmier­ci naj­pierw przy­bra­ne­go ojca, a póź­niej mat­ki zda­na jest sama na siebie. 

Wil­czur-Kosi­ba i Mary­sia-Mario­la nie pozna­ją sie­bie, ale ser­decz­nie się zaprzy­jaź­nia­ją, bo coś ich do sie­bie ciągnie. 

Mary­sia kocha się w Lesz­ku Czyń­skim, boga­tym hra­bim. Rodzi­ce mło­dzień­ca nie chcą sły­szeć o per­spek­ty­wie mał­żeń­stwa z bied­ną skle­pi­kar­ką. Mło­dzi cze­sto spo­ty­ka­ja sie w skle­pie i spę­dza­ją wspól­nie czas, co nie podo­ba się Zen­ko­wi Woj­dyl­le (miej­sco­we­mu pija­ko­wi i awan­tur­ni­ko­wi, któ­ry robi przy­krość Mary­si, w związ­ku z czym zosta­je pobity). 

Wście­kły Zenon szu­ka zemsty i wkrót­ce docho­dzi do tra­ge­dii. Przy­czy­nia się do wypad­ku moto­cy­klo­we­go z udzia­łem Lesz­ka i Mary­si. Dzię­ki szyb­kiej inter­wen­cji Kosi­by i wyko­na­niu skom­pli­ko­wa­nej ope­ra­cji tre­pa­na­cji czasz­ki ratu­je jej życie. Miej­sco­wy lekarz nie chciał się pod­jąć ope­ra­cji; stwier­dził, że Mary­sia i tak umrze, więc zna­chor w mię­dzy­cza­sie krad­nie mu tor­bę z narzę­dzia­mi chirurgicznymi. 

Miej­sco­wy lekarz Paw­lic­ki oskar­ża Kosi­bę o kra­dzież narzę­dzi, więc zosta­je on posta­wio­ny przed sądem. W trak­cie pro­ce­su zosta­je ujaw­nio­na praw­dzi­wa toż­sa­mość zna­cho­ra – roz­po­zna­je go jego kole­ga z kli­ni­ki, pro­fe­sor Dobraniecki. 

Miłość Mary­si i Lesz­ka znaj­du­je szczę­śli­wy finał. Wil­czur odzy­sku­je pamięć, gdy widzi nagro­bek swo­jej żony Beaty. W ten spo­sób odnaj­du­ją się nawza­jem cór­ka i ojciec. 



SZCZEGÓŁOWE:


Roz­dział I

Pro­fe­sor Wil­czur (lat 43) ope­ru­je wrzód na ser­cu. Ope­ra­cja trwa już 46 minut. Żaden chi­rurg, ani z Pary­ża, ani z Lon­dy­nu, ani z Ber­li­na, nie chciał się pod­jąć ryzy­kow­nej ope­ra­cji. Miał za nią otrzy­mać tak duże hono­ra­rium, że dobu­do­wał­by nowy pawi­lon lecz­ni­czy, a jego żona mogła zimą wyje­chać na waka­cje na Wyspy Kana­ryj­skie. Pro­fe­sor Wil­czur ode­tchnął z ulgą, ponie­waż ope­ra­cja się uda­ła, ale jed­no­cze­śnie wie, że zno­wu spóź­ni się na obiad, i to w ósmą rocz­ni­cę ślu­bu. Co roku daje żonie pre­zent, coraz droż­szy, w mia­rę jak rośnie jego sła­wa i mają­tek (w tym roku kupił futro z czar­nych sobo­li od Porajskiego). 

Dzwo­ni lokaj, aby pro­fe­sor jak naj­szyb­ciej wró­cił do domu. Pra­cow­ni­cy szpi­ta­la gra­tu­lu­ją pro­fe­so­ro­wi uda­nej ope­ra­cji, po czym Wil­czur wsia­da w limu­zy­nę i szo­fer wie­zie go do domu. W dro­dze pro­fe­sor zasta­na­wia się nad swo­im mał­żeń­stwem, roz­my­śla o Beacie, któ­rą kocha nad życie, a któ­ra nie do koń­ca jest szczęśliwa:

Auto sta­nę­ło przed pięk­ną, bia­łą wil­lą, naj­ład­niej­szą w całej Alei Bzów, jed­ną z naje­le­gant­szych w Warszawie”. 


W hal­lu zasta­je Bro­ni­sła­wa i sta­rą gospo­się Micha­ło­wą. Bro­ni­sław pró­bu­je mu coś powie­dzieć, ale pro­fe­sor prze­bie­ra się w futro i szu­ka żony i córecz­ki. Zaczy­na wrzesz­czeć, pyta­jąc, gdzie jest. Na sto­le zauwa­ża bla­do­nie­bie­ską koper­tę z wysre­brzo­ny­mi brzegami. 

Bro­ni­sław oznaj­mia, że pani zabra­ła córecz­kę oraz dwie waliz­ki i odje­cha­ła taksówką. 

Beata wyja­śnia w liście, że przy­czy­ną jest uczu­cie nie­speł­nie­nia w mał­żeń­stwie, nie­chęć do towa­rzy­sze­nia zna­ko­mi­te­mu i zaję­te­mu pra­cą chi­rur­go­wi, a tak­że chęć spo­koj­ne­go życia na łonie natu­ry i nowe uczu­cie miło­sne. Beata nie poda­je adre­su, pro­si, aby ich nie szukał.

Na dwo­rze zaczy­na się wcze­sny, jesien­ny zmierzch. 

Do gabi­ne­tu Rafa­ła Wil­czu­ra wcho­dzi jego dale­ki krew­ny, Zyg­munt Wil­czur, pre­zes sądu ape­la­cyj­ne­go. Pro­si, aby Bro­ni­sław roz­pa­lił, bo jest bar­dzo zim­no. Mówi, że boli go noga i przy­szedł się pora­dzić. Pyta o Beatę. Pro­fe­sor mówi, że wyje­cha­ła za gra­ni­cę, ale kuzyn odpo­wia­da, że to dziw­ne, ponie­waż wcze­śniej roze­sła­li zapro­sze­nia na wieczór. 

Kuzyn wycho­dzi.

Pro­fe­sor Wil­czur nie może wytrzy­mać i rów­nież wybie­ga na uli­cę. Zapo­mniał ręka­wi­czek, ale nawet tego nie zauwa­żał, mimo że jest paź­dzier­nik i tyl­ko pięć stop­ni. Zasta­na­wia się, kogo poko­cha­ła Beata, czy ktoś ją otu­ma­nił, czy on sam ją kie­dyś skrzyw­dził, cze­mu tak zro­bi­ła. Docie­ra do śródmieścia. 

Przy­po­mi­na sobie począt­ki ich związ­ku. Była pierw­szą kobie­ta, któ­rą poko­chał, a bylo to 10 lat temu. Poznał ją przy­pad­ko­wo, ponie­waż wóz cię­ża­ro­wy potrą­cił jej dziad­ka i zła­mał mu oby­dwie nogi. Kil­ka mie­się­cy póź­niej Beata i pro­fe­sor Wil­czur byli już zarę­cze­ni. Ona mia­la 17 lat. Była szczu­pła, bla­da, nosi­ła tanie poce­ro­wa­ne sukien­ki. W domu pano­wa­ła bie­da. Dzia­dek utrzy­my­wał wnucz­kę i swo­ją, cho­rą na ser­ce, żonę, udzie­lał korepetycji. 

W wie­ku 37 lat otrzy­mał kate­drę, a póź­niej Beata uro­dzi­ła córecz­kę – Marię Jolan­tę (zdrob­nia­le Mario­la). Kie­dy cór­ka zaczę­ła mówić, nazwa­ła pro­fe­so­ra Wil­czu­ra „tapu­siem”. Od tego momen­tu leczył wszyst­kie dzie­ci za darmo. 

Nagle ktoś zastę­pu­je mu dro­gę i pro­si o poży­cze­nie pie­nię­dzy. Pro­fe­sor daje męż­czyź­nie kil­ka monet. Wybie­ra się z nim do knaj­py na rogu Poła­niec­kiej i Witeb­skiej. Pro­fe­sor pije. Pewien czło­wiek, Samu­el Obie­dziń­ski, zaczy­na filo­zo­fo­wać mię­dzy inny­mi na temat kobiet. Wil­czur zasy­pia, nagle zaczy­na go budzić wła­ści­ciel. Chce wyjść, ale musi naj­pierw zapła­cić. Trzech nie­zna­jo­mych zwra­ca uwa­gę, że ma bar­dzo dużo pie­nię­dzy w port­fe­lu, i przy­łą­cza­ją się odni do nie­go, kie­dy wycho­dzi. Wil­czur wcho­dzi z nimi do innej knaj­py. O 11 zosta­je zamknię­ta, ale Wil­czur nie daje rady iść o wła­snych siłach. Kom­pa­ni wcho­dzą razem z nim do doroż­ki. Wysia­da­ją przy pierw­szej gli­nian­ce. Wycią­ga­ją mu pie­nią­dze, zdej­mu­ją pal­to, mary­nar­kę i kami­zel­kę. Zada­ją mu cios w tył gło­wy i cia­ło osu­wa się na brzeg wiel­kie­go dołu. Nie­zna­jo­mi wska­ku­ją do dorożki. 


Sta­ry Paweł Bań­kow­ski, gospo­darz z Brzo­zo­wej Wól­ki, sły­szy stę­ka­nie. Myśli, że to jego zna­jo­my. Woła dwóch męż­czyzn, któ­rzy poma­ga­ją wycią­gnąć Wil­czu­ra. Wsa­dza go na wóz i jadą. Ale w pew­nym momen­cie Paweł nie może się z nim doga­dać, bo Wil­czur nie wie, kim jest, każe mu zejść z wozu i odjeżdża. 


Roz­dział II 

Znik­nię­cie pro­fe­so­ra Rafa­ła Wil­czu­ra wstrzą­sa całym mia­stem. Jed­ni zasta­na­wia­ją się, czy popeł­nił samo­bój­stwo, ale zosta­je to wyklu­czo­ne ze wzglę­du na jego repu­ta­cję. Do zabój­stwa też nie mogło dojść, ponie­waż nie miał żad­nych wro­gów. Pozo­sta­je rabu­nek lub zanik pamię­ci. Dzien­ni­ka­rze kon­tak­tu­ją się ze służ­bą, a tak­że z Zyg­mun­tem. Depe­sze o zagi­nię­ciu poda­je pra­sa zagra­nicz­na oraz radio. Poli­cja rów­nież zaj­mu­je się sprawą. 

Poli­cjant usta­la, że każ­de­go dnia pani Beata w godzi­nach poran­nych uda­wa­ła się samo­cho­dem na dłuż­szy spa­cer do Par­ku Łazien­kow­skie­go. Szo­fer zosta­wał z wozem przed bra­mą, nato­miast stró­że powie­dzie­li, że codzien­nie spo­ty­ka­ła się z mło­dym, szczu­płym blon­dyn­kiem w dość znisz­czo­nym ubra­niu. Nie zabra­ła ze sobą biżu­te­rii. W domu zna­le­zio­no tak­że nabi­ty rewolwer. 

Zna­le­zio­no u pase­ra ubra­nia Wil­czu­ra, a ten nabył je od Felik­sa Żubrow­skie­go, ale nie moż­na mu nic udo­wod­nić i zosta­je wypusz­czo­ny z aresz­tu. Poli­cja szu­ka tru­pa tak­że w Wiśle. Mija­ją mie­sią­ce i stop­nio­wo wszy­scy zapo­mi­na­ją o pro­fe­so­rze. Kli­ni­kę przej­mu­je dok­tor Dobraniecki. 


Roz­dział III

Na poste­ru­nek w Cho­ty­mo­wie zosta­je przy­pro­wa­dzo­ny wyso­ki, chu­dy bro­dacz (pro­fe­sor Wil­czur), któ­ry chciał przy­jąć się do pra­cy w tar­ta­ku, ale nie ma żad­nych doku­men­tów i nie wie, jak się nazy­wa. Mówi, że przy­szedł z Czum­ki w powie­cie suskim, bo tam pra­co­wał pół roku, a tak­że że był kara­ny sądow­nie w zeszłym roku w Rado­miu i trzy lata temu w Byd­gosz­czy za włó­czę­go­stwo. Naza­jutrz zosta­je zabra­ny do sądu, gdzie zauwa­ża metry­kę Anto­nie­go Kosi­by uro­dzo­ne­go w Kali­szu, lat 52, któ­rą zabie­ra i cho­wa do kie­sze­ni. Zosta­je ska­za­ny na trzy tygo­dnie za upra­wia­nie włó­czę­gi, ale przyj­mu­je skra­dzio­ne nazwisko. 


Roz­dział IV

Odry­ny (Pusz­cza Odry­niec­ka). Miesz­ka tutaj leśni­czy Jan Oksza, któ­ry objął posa­dę po swo­im ojcu. Uczył się w Wil­nie, póź­niej został wysła­ny do War­sza­wy, wró­cił po latach z dyplo­mem, żoną i córecz­ką (to wła­śnie Beata i cór­ka Wil­czu­ra). Jest mło­dy, ale wątły i czę­sto choruje. 

Jan zimę dobrze prze­trzy­mał, ale zaczął cho­ro­wać w mar­cu (krwio­plu­cie). Beata pła­cze i lamen­tu­je, żeby Bóg nie uka­rał go za to, że zgrze­szy­ła ona. Wyzna­ją sobie miłość, mówią, że ich życie było peł­ne szczę­ścia. Beata woła Mary­się, żeby zoba­czy­ła tatu­sia, ale dziew­czyn­kę prze­ra­ża jego wygląd. Janek pyta o to, ile wyda­ła na lekar­stwa, i mówi, że jeśli umrze, to nie zosta­nie jej zbyt wie­le pie­nię­dzy. Radzi, aby ode­zwa­ła się w spra­wie ren­ty po Wil­czu­rze, bo pew­nie on się nie odna­lazł, a Mary­sia ma pra­wo do mająt­ku. Ona mówi, że umie szyć, hafto­wać, może dawać lek­cje i na pew­no sobie jakoś pora­dzą. Wyszła z poko­ju, a gdy wró­ci­ła po kwa­dran­sie z lekar­stwem dla Jan­ka – on już nie żył. 


Roz­dział V

W Rado­lisz­kach stoi młyn nale­żą­cy do Pro­ko­pa Sza­pie­la, zwa­ne­go Pro­ko­pem Miel­ni­kiem, któ­ry ma trzech synów (Wasil zła­mał oby­dwie nogi) i któ­re­go cór­ka uro­dzi­ła cho­re dziecko. 

Pew­ne­go dnia przy­był do nich Kosi­ba (z Grod­na). Mówi, że już dwa­dzie­ścia lat po świe­cie cho­dzi. Szu­ka pra­cy, nigdzie nie zagrzał miej­sca, nie ma rodzi­ny. Pro­kop szu­ka mło­de­go i sil­ne­go do pra­cy w mły­nie. Ale Kosi­ba pod­no­si ogrom­ny kamień, czym go prze­ko­nu­je. Zapra­sza go do domu na obiad, a póź­niej zatrud­nia w młynie. 


Roz­dział VI 

Anto­ni Kosi­ba zado­mo­wił się u Pro­ko­pa Miel­ni­ka i czu­je się w koń­cu bar­dzo dobrze. 

Pew­ne­go dnia Kosi­ba widzi, jak Wasil­ka leży w łóż­ku i pła­czeł. Chło­pak odsła­nia cho­re nogi i wte­dy Kosi­ba stwier­dza, że kości źle się zro­sły, więc pro­po­nu­je, że prze­pro­wa­dzi ope­ra­cję. Kła­mie, że robił to wie­le razy. Ale Pro­kop zga­dza się. Ope­ra­cja prze­bie­ga pomyśl­nie, Wasil się budzi. 


Roz­dział VII

Anto­ni każe Wasi­lo­wi zdjąć opa­trun­ki koło stycz­nia i jesz­cze tydzień leżeć w łóż­ku. Już po dwóch tygo­dniach chło­pak może przejść po poko­ju bez laski. 

Pro­kop chce zapła­cić Anto­nie­mu, ale ten się nie zga­dza. Wia­do­mość o czy­nie Kosi­by roz­cho­dzi się po oko­li­cy. Ludzie zaczy­na­ją się zjeż­dżać, aby ich leczył. 

Dok­to­ro­wi Paw­lic­kiew­mu nie przy­by­wa pacjen­tów, więc pisze donie­sie­nie na temat zna­cho­rów. Póź­niej jedzie do Kosi­by i wsz­czy­na awan­tu­rę. Kie­dy Paw­lic­ki wra­ca do domu, zda­je sobie spra­wę, że ota­cza go nędza. Wszy­scy wią­za­li nadzie­ję z jego przy­szło­ścią, a tu już sie­dzi rok w zapa­dłej dziu­rze. Chciał­by wyje­chać gdzie­kol­wiek, bo uwa­ża, że w sze­ro­kim świe­cie cze­ka go karie­ra. Fru­stra­cję pogłę­bia jed­nak fakt, że nawet zna­chor ma wię­cej pacjentów. 


Roz­dział VIII

Mary­sia pra­cu­je w skle­pie Micha­li­ny Szkop­ko­wej. Każ­dy ją lubi, bo jest miła, szcze­gól­nie Anto­ni Kosi­ba. Opo­wia­da mu, że jej mat­ka zmar­ła czte­ry lata temu na gruź­li­cę (mowa o Beacie). Po jej śmier­ci Mary­sią zaopie­ko­wał się ksiądz pro­boszcz. Dziew­czy­na od dzie­ciń­stwa marzy o tym, by zostać lekarką. 

Anto­ni kupu­je Mary­si suro­wy jedwab na sukien­kę i sze­ro­ką bransoletkę. 

Mary­si bar­dzo podo­ba się Leszek Czyń­ski, syn wła­ści­cie­la Ludwi­ko­wa. Czę­sto przy­jeż­dża do skle­pi­ku i spę­dza razem z Mary­sią dłu­gie godzi­ny. Ale pew­ne­go dnia docho­dzi mię­dzy nimi do kłót­ni i Leszek wyjeż­dża na całe trzy tygo­dnie. Kie­dy wra­ca, znów docho­dzi mię­dzy nimi do nie­po­ro­zu­mie­nia. Mija rok.

Mary­sia czy­ta wier­sze Mus­se­ta i nagle zna­chor zaczy­na recy­to­wać frag­ment z pamię­ci. Czu­je się jak drze­wo wyrwa­ne z korzeniami. 


Roz­dział IX 

Poło­wa czerw­ca. Do Rado­li­szek przy­jeż­dża­ją pań­stwo Czyń­scy z synem. Ale Leszek w ogó­le nie przy­szedł do Marysi. 

Pan Sobek pod­ko­chu­je się w Mary­si, ale ona nie odwza­jem­nia jego uczuć. Jed­nak wybie­ra się z nim na spacer. 

24 czerw­ca Leszek przy­cho­dzi do skle­pu. Jest obra­żo­ny, bo Mary­sia go lek­ce­wa­ży. Wyja­śnia­ją sobie wszyst­ko i od tego dnia przy­jeż­dża codziennie. 

Zenon Woj­dył­ło wraz z kole­ga­mi naśmie­wa się z Mary­si, że sie­dzi sama z męż­czy­zną w skle­pie. Mary­sia zaczy­na pła­kać. Spra­wie­dli­wość wymie­rza pan Sobek, łamiąc na Woj­dyl­le swo­ją mandolinę. 

Cala wieś zaczy­na plot­ko­wać. Micha­le­sia naskar­ży­ła o wszyst­kim rodzi­com Lesz­ka. Ci prze­pro­wa­dza­ją z nim roz­mo­wę i nie zga­dza­ją się na zaist­nia­łą sytu­ację. On sam zaczy­na mieć rów­nież wąt­pli­wo­ści w kwe­stii tego, co czu­je do Marysi. 


Roz­dział X

Ojciec Zeno­na prze­pra­sza Mary­się za zacho­wa­nie syna. Nie­ste­ty nie ma już dla nie­go (ojca) pra­cy w fabry­ce u Czyń­skich. Woj­dył­ło wypę­dza tak­że syna z domu i całe mia­stecz­ko twier­dzi, że to wina Marysi. 

Dziew­czy­na pła­cze w ramio­nach Anto­nie­go. Twier­dzi on, że Mary­sia powin­na dać sobie spo­kój z Leszkiem. 

Zenon upi­ja się w karcz­mie i krzy­czy, że pod­pa­li dom ojca, że wystrze­la wszyst­kich Czyń­skich, że roz­wa­li gło­wę Marysi. 

Leszek bar­dzo tęsk­ni za Mary­sią. Docho­dzi do wnio­sku, że nigdy nie poda­ro­wał jej żad­ne­go pre­zen­tu, i kupu­je jej pier­ścio­nek z bla­do­nie­bie­skich sza­fi­rów (kolor jej oczu). Leszek wra­ca do domu, roz­ma­wia z rodzi­ca­mi. Mówi, że się zmie­nił. Na dru­gi dzień z rana uda­je się do Radoliszek. 


Roz­dział XI 

Leszek wyzna­je miłość Mary­si i pro­si ją o rękę. Dziew­czy­na się zga­dza. Leszek, ku ucie­sze rodzi­ców, zaczy­na pra­cę w fabry­ce. Każ­de­go dnia przy­jeż­dża na chwi­lę do Mary­si do sklepu. 

Któ­re­goś dnia Mary­sia wspo­mi­na Lesz­ko­wi, że Kosi­ba zna chy­ba język fran­cu­ski. Nie wie­dzą, czy to czło­wiek inte­li­gent­ny, któ­ry ukry­wa się w prze­bra­niu chło­pa. Posta­na­wia­ją go prze­te­sto­wać i z roz­mo­wy wyni­ka, że Anto­ni Kosi­ba nie jest pro­stym chłopem. 

Mary­sia przy­no­si Lesz­ko­wi pamięt­nik, któ­ry pro­wa­dzi od dzieciństwa. 


Roz­dział XII

Leszek oznaj­mia Mary­si, że ogło­szą zarę­czy­ny. Jadą moto­cy­klem. Dziew­czy­nie zda­je się, że widzia­ła Zeno­na Woj­dył­łę. Zatrzy­mu­ją się nie­da­le­ko wąwo­zu, po któ­rym czę­sto lubią spa­ce­ro­wać. Roz­ma­wia­ją o przy­szło­ści, o tym, że Mary­sia wymó­wi pra­cę u Szkop­ko­wej. Dłu­go cho­dzą po lesie, już się ściem­ni­ło. Uzna­ją, że czas wracać.

Na zakrę­cie cze­ka pija­ny eks­kle­ryk Zenon, któ­ry naszy­ko­wał dwa gru­be spróch­nia­łe klo­ce, kupę kamie­ni i zata­ra­so­wał prze­jazd. Obser­wu­je z dale­ka, jak Mary­sia i Leszek ule­ga­ją wypad­ko­wi. Potem oglą­da ich cia­ła i i ucie­ka z miej­sca zbrod­ni. W gło­wie sły­szy głos mówią­cy: „Mor­der­ca” i nagle zaczy­na biec, krzy­cząc „Ratun­ku”.  


Roz­dział XIII

W mły­nie poja­wia się Zenon i pro­si, żeby Kosi­ba rato­wał Mary­się i Lesz­ka, któ­rych przy­wiózł chłop na fur­man­ce. Anto­ni mówi, że sam nie da rady i trze­ba poje­chać po dok­to­ra. Zna­chor bada nie­przy­tom­ną Mary­się. Potrzeb­na jest natych­mia­sto­wa ope­ra­cja czasz­ki. Czyń­ski odzy­sku­je przy­tom­ność. Ma pęk­nię­tą czasz­kę i zła­ma­ną lewą rękę, któ­rą zna­chor od razu operuje. 

Przy­jeż­dża dok­tor i rodzi­ce Czyń­skie­go. Dok­tor nie chce rato­wać Mary­si. Daje jej zastrzyk na wzmoc­nie­nie ser­ca. Zna­chor pro­si go o rato­wa­nie dziew­czy­ny. Ten sta­now­czo odmawia. 

Korzy­sta­jąc z zamie­sza­nia, jakie wytwo­rzy­ło się pod­czas prze­no­sze­nia Lesz­ka, zna­chor zabie­ra waliz­kę z narzę­dzia­mi chi­rur­gicz­ny­mi. Następ­nie rodzi­ce Lesz­ka i dok­tor Paw­lic­ki zabie­ra­ją cho­re­go do szpitala.

Zna­chor nie tra­ci cza­su, koń­czy ope­ra­cję dopie­ro rano, kie­dy pie­ją kogu­ty. Zbie­ra narzę­dzia, myje i je cho­wa w sto­do­le. Wyczer­pa­ny kła­dzie się spać. 

Do drzwi dobi­ja się komen­dant poste­run­ku. Każe dać znać w razie śmier­ci Mary­si. Kosi­ba opie­ku­je się Mary­sią, trzy razy dzien­nie zmie­nia jej okła­dy na roz­pa­lo­nej gło­wie. Czu­je, że już kie­dyś prze­żył podob­ną stra­tę. Nie potra­fi sobie przy­po­mnieć. Nagle wyma­wia imię: „Beata”. Mary­sia otwie­ra oczy i natych­miast z powro­tem zasypia. 


Roz­dział XIV

Po dwu­ty­go­dnio­wej nie­obec­no­ści w Rado­lisz­kach powra­ca Paw­lic­ki i zauwa­ża, że nie ma nese­se­ra. Zgła­sza kra­dzież na policję. 

Mary­sia ocze­ku­je, że Leszek napi­sze do niej list. Do mły­na przy­jeż­dża Paw­lic­ki z przo­dow­ni­kiem Ziom­kiem. Kosi­ba przy­zna­je się, że zabrał narzę­dzia, któ­re od razu zwra­ca dok­to­ro­wi. Przo­dow­nik koń­czy pisać pro­to­kół. Mary­sia dzię­ku­je Kosi­bie za ura­to­wa­nie jej życia i prze­pra­sza, że przez nią miał przykrości. 


Roz­dział XV

Zenon zosta­je ska­za­ny na dwa lata wię­zie­nia. W pierw­szych dniach listo­pa­da Mary­sia wsta­je z łóż­ka. Ter­min roz­pra­wy Kosi­by został wyzna­czo­ny na koniec listo­pa­da. W sądzie zja­wia się Paw­lic­ki oraz dele­gat Izby Lekar­skiej. Świad­ka­mi są wszy­scy cho­rzy wyle­cze­ni przez Anto­nie­go – jest ich dwu­dzie­stu kil­ku. Kosi­bę oskar­ża pro­ku­ra­tor, dok­tor pra­wa, Zgier­ski, a obroń­cą jest adwo­kat Makłaj. Anto­ni zosta­je ska­za­ny na trzy lata więzienia. 

Mary­sia szy­ku­je rze­czy dla Anto­nie­go do wię­zie­nia. Zonia mówi, że prze­cież nie będzie tu miesz­kać, aż trzy lata kątem u jej bra­ta. Wasil (któ­ry kocha się w Mary­si) zauwa­ża, że Mary­sia roz­pa­cza w poko­ju przez Zonię. Każe ją prze­pro­sić i zawo­łać na obiad.

Pani Szkop­ko­wa nie chce przy­jąć z powro­tem Marysi. 


Roz­dział XVI

We Fran­cji w sana­to­rium odpo­czy­wa Leszek, któ­ry jest już zupeł­nie zdrów. Rodzi­ce zabie­ra­ją go na świę­ta do domu. Ale jest obo­jęt­ny, nic go nie obchodzi. 

Przy­po­mi­na sobie moment, kie­dy mat­ka mu powie­dzia­ła, że Mary­sia nie żyje, a potwier­dził to dok­tor Paw­lic­ki. Pra­gnął tyl­ko śmierci. 

Dopie­ro Micha­le­sia mówi mu, że Mary­sia żyje (gdy chciał iść na jej grób). Szyb­ko uda­je się do mły­na, a tam wyzna­je dziew­czy­nie prawdę. 


Roz­dział XVII 

Sła­wo­mir Czyń­ski czy­ta list Lesz­ka, w któ­rym pisze o samo­bój­czych zamia­rach. Po roz­mo­wie z żoną wyru­sza­ją za Lesz­kiem do mły­na. Godzą się z nim, pada­ją sobie w ramio­na, akcep­tu­ją Mary­się. Wyru­sza­ją wspól­nie w podróż, aby zała­twić róż­ne sprawunki. 



Roz­dział XVIII 

Anto­ni Kosi­ba pra­cu­je cięż­ko w wię­zie­niu, aby tyl­ko nie myśleć. 

Pew­ne­go dnia odwie­dza­ją go Mary­sia i Leszek. Infor­mu­ją go, że wkrót­ce wyj­dzie na wol­ność. Ale Kosi­ba zasta­na­wia się, po co ma być wol­nym czło­wie­kiem, sko­ro nic go nie czeka. 

Mija­ją świę­ta. Poja­wia się tak­że nowy obroń­ca, adwo­kat Kor­czyń­ski, któ­ry wziął tę spra­wę, ponie­waż przy­jaź­ni się z Lesz­kiem. Wypy­tu­je Kosi­bę o jego prze­szłość, ale ten nie chce współ­pra­co­wać. Posta­na­wia skon­tak­to­wać się z pro­fe­so­rem Dobranieckim. 


Roz­dział XIX 

Sala sądu się zapeł­ni­ła. Pro­ces wzbu­dza ogrom­ne zain­te­re­so­wa­nie. Na samym począt­ku popro­szo­ny zosta­je Kosi­ba, póź­niej przo­dow­nik Zio­mek, dok­tor Paw­lic­ki. Zezna­je tak­że sta­ry mły­narz, jego syn, pań­stwo Czyń­scy, cała seria byłych pacjen­tów Anto­nie­go, a na samym koń­cu prof. Dobra­niec­ki. Stwier­dza, że zna­chor ma rzad­ko spo­ty­ka­ną intu­icję chirurgiczną. 

Pro­fe­sor sia­da w pierw­szym rzę­dzie i zaczy­na się przy­glą­dać bro­da­czo­wi po sześćdziesiątce. 

Mece­nas wygła­sza mowę. Kosi­ba nie ma wię­cej do dodania. 

Dobra­niec­ki pozna­je Rafa­ła Wil­czu­ra. Wpa­da na to, że ma on amne­zję. Gry­zie się, czy wyja­wić praw­dę i tym samym stra­cić wszyst­ko, co do tej pory osią­gnął. Nie wie, co zrobić. 

W koń­cu wyja­wia praw­dę mece­na­so­wi – mówi, że Anto­ni Kosi­ba to Rafał Wil­czur, a Mary­sia to jego córka. 


Roz­dział XX

Prof. Dobra­niec­ki wybie­ra się do Ludwi­ko­wa, aby poroz­ma­wiać z Czyń­skim i Mary­sią, ale ich nie zasta­je. We mły­nie Leszek i Mary­sia chcą zabrać ze sobą Kosi­bę do Ludwi­ko­wa. Za czte­ry tygo­dnie odbę­dzie się ich ślub. Wybie­ra­ją się na cmen­tarz na grób mamy Mary­si, na któ­rym jest napi­sa­ne: „Śp. Beata z Gon­tyń­skich”. Kosi­ba zaczy­na wołać: „Mario­la… córecz­ka moja”. 

Poja­wia się Dobra­niec­ki, któ­ry wyja­wia im praw­dę na temat pro­fe­so­ra Rafa­ła Wilczura. 

style/kierunki: 

Autor posta­no­wił uczy­nić ze „Zna­cho­ra” taką książ­kę – i taką fabu­łę – któ­ra dotrze do chło­pów, nale­żał on do tych pisa­rzy, któ­rzy sku­pia­li się na czy­tel­ni­ku, a nie liczył na zarobek.

sym­bo­li­ka:

Zna­cho­ro­ma­nia” – Wil­czur stał się boha­te­rem ludo­wym, ponie­waż uwa­żał, że opie­ka medycz­na powin­na ona być ogól­nie dostępna.

moty­wy literackie:

samot­ność, cier­pie­nie, zdra­da, porzu­ce­nie, mał­żeń­stwo, miłość, ojciec, lekarz, utra­ta pamięci 

kon­tek­sty:

Kon­tekst bio­gra­ficz­ny – wątek pobi­cia dok­to­ra Wil­czu­ra mógł nawią­zy­wać do prze­żyć pisa­rza, któ­ry za kry­ty­kę władz został pobi­ty w 1927 roku. Dołę­ga-Mosto­wicz w 1936 roku zaczął sta­rać się o wzglę­dy cór­ki pań­stwa Piw­nic­kich – wów­czas 15-let­niej Kasi (Kate). Pisarz powie­dział rodzi­com dziew­czy­ny o swo­im uczu­ciu do ich cór­ki. Przez kolej­ne lata, aż do śmier­ci Mosto­wi­cza w 1939 roku, Kasia była jego „ofi­cjal­ną kan­dy­dat­ką na narze­czo­ną”. Mówio­no, że zarę­czą się, kie­dy Kasia skoń­czy 18 lat i będzie mogła pod­jąć suwe­ren­ną decy­zję. To mia­ło przy­paść na listo­pad 1939 roku, nie­ste­ty pisarz tego nie dożył.

co jesz­cze się oma­wia przy tej lekturze? 

Suk­ces powie­ści zachę­cił auto­ra do napi­sa­nia kon­ty­nu­acji losów pro­fe­so­ra Wil­czu­ra – „Pro­fe­sor Wil­czur” (1938).


Fil­my:

Zna­chor (1937), reż. Michał Waszyński 

Zna­chor (1982), reż. Jerzy Hoffman 

Zna­chor (2023), reż. Michał Gazda 



Zosta­łam amba­sa­dor­ką serii Wydaw­nic­twa Świat Książ­ki “SKARBY POLSKIEJ LITERATURY” – czy­li kolek­cjo­ner­skich wydań w bar­dzo niskiej cenie, któ­re znaj­dzie­cie w skle­pach Bie­dron­ka. Zaczę­li­śmy 22 stycz­nia 2024 r. Co mie­siąc poja­wia­ły się 2 kolej­ne tomy, wszyst­kie zosta­ły omó­wio­ne i opra­co­wa­ne na mojej stro­nie www​.baba​od​pol​skie​go​.pl, by moż­na je było wyko­rzy­sty­wać np. pod­czas lek­cji (i zasi­lić tymi pięk­ny­mi wyda­nia­mi szkol­ne biblio­te­ki). W kolek­cji “Zna­chor”, “Dewaj­tis”, “Chło­pi”, “Przed­wio­śnie”, “Pro­fe­sor Wil­czur”, “Wese­le” “Hra­bi­na Cosel”, “Pan Tade­usz”, “Karie­ra Niko­de­ma Dyz­my”.

Jeśli to czy­tasz — daj mi znać 🧡 na swo­im ulu­bio­nym kanale:

Chcesz zapisać się na korepetycje?