Magdalena Woźniak eDziec​ko​.pl: Jakie było źródło twojej alternatywnej drogi zawodowej? Skąd inspiracja do stworzenia własnej firmy? Z czego narodziła się “Baba od Polskiego”?

Ane­ta Kory­ciń­ska: Zło­ży­ło się na to wie­le czyn­ni­ków, cza­ra gory­czy się prze­la­ła. Mia­ło to bez­po­śred­ni zwią­zek z mob­bin­giem i mole­sto­wa­niem w szko­le, w któ­rej pra­co­wa­łam. Prze­szłam dro­gę od szko­ły publicz­nej do spo­łecz­nej i nie jestem w sta­nie powie­dzieć, że któ­raś z nich była lep­sza. W szko­le spo­łecz­nej zosta­łam wtło­czo­na w ramy kor­po­ra­cji, nato­miast w publicz­nej mob­bing jest na porząd­ku dzien­nym. Nauczy­cie­le naj­czę­ściej sły­szą: jak ci nie pasu­je, idź dalej.

To two­rzy taką nar­ra­cję, że ta pra­ca jest jedy­ną, na jaką mogę sobie pozwo­lić, więc muszę się jej trzy­mać. Myślę, że jest to jeden z głów­nych powo­dów, dla któ­rych nauczy­cie­le nie odcho­dzą ze swo­jej pra­cy. W pew­nym momen­cie swo­jej dro­gi zawo­do­wej zaczę­łam uczyć po swo­je­mu. Ofi­cjal­nie nikt nie powie­dział, że to nie było w porząd­ku, ale wie­dzia­łam, że jestem tym “dzi­wa­kiem” w poko­ju nauczy­ciel­skim. Spo­ty­ka­łam się z dużą nie­chę­cią, w kadrach szkół jest bar­dzo dużo zawi­ści. Zamiast wspie­rać się, jako nauczy­cie­le, pra­co­wać nad zmia­ną spo­so­bów naucza­nia, wal­czy­my ze sobą.

Mnie for­mu­ły naucza­nia nie­zwy­kle inte­re­su­ją, to moja pra­ca i wiel­ka pasja. Zada­ję sobie pyta­nie: jak wytłu­ma­czyć świat, żeby on był zro­zu­mia­ły dla danej oso­by, a nie dla kla­sy. Nauka w szko­łach powin­na stać się bar­dziej “dzi­siej­sza” a nie pole­gać tyl­ko na odtwa­rza­niu wie­dzy, któ­ra już nas nie doty­czy. Chcia­ła­bym, żeby ucznio­wie, zamiast “zaku­wać”, pozna­wa­li pro­ce­sy — co z cze­go wynika.

Nie twier­dzę, że mam jedy­ną słusz­ną meto­dę, wciąż eks­plo­ru­ję, roz­wi­jam się, uczę. Chcia­ła­bym móc spo­ty­kać się z inny­mi ludź­mi, z nauczy­cie­la­mi, two­rzyć krąg, w któ­rym będzie­my mogli roz­ma­wiać, wymie­niać się doświad­cze­nia­mi. To było dla mnie zawsze ważne.

Mówisz o skostniałych strukturach edukacji, coraz głośniej zaznaczymy w opinii publicznej, że edukacja wymaga reform lub alternatywnych rozwiązań. Jak je znaleźć, jak szukać? Pytam, jako rodzic, w imieniu rodziców, którzy chcą czegoś więcej dla swoich dzieci.

Dobrze, że narze­ka­my na sys­tem edu­ka­cji, bo to spra­wia, że szu­ka­my innych roz­wią­zań. Alter­na­tyw jest spo­ro, ale jak wszyst­ko, one wią­żą się z tym, czy kogoś na to stać. W sie­ci spo­ty­ka­my się jako gru­pa ludzi, któ­rym się chce, m.in. Tomasz Pin­tal, Prze­mek Sta­roń, Agniesz­ka Jan­ko­wiak-Maik. Chcia­ła­bym, żeby­śmy sta­no­wi­li taki “mega­fon” dla mło­dych ludzi, żeby to oni mówi­li, cze­go potrze­bu­ją, co ich męczy w edukacji.

Rodzic i nasto­let­nie dziec­ko mogą na wła­sną rękę poszu­ki­wać, roz­ma­wiać, eks­plo­ro­wać wspól­nie. Ist­nie­je sys­tem edu­ka­cji domo­wej, jed­nak wciąż to wyjąt­ki. Ludzi nie stać na to, by same­mu się kształ­cić i roz­wi­jać, a potem prze­ka­zy­wać tę wie­dzę dzie­ciom. Po to jest edu­ka­cja pań­stwo­wa, żeby z niej korzystać.

To, że roz­ma­wia­my o edu­ka­cji, że wyra­ża­my złość na to, jak ona teraz wyglą­da, jest nie­zwy­kle waż­ne. Mło­dzi ludzie nie są ucze­ni kry­tycz­ne­go myśle­nia, są nasta­wia­ni na odtwa­rza­nie. W kom­plet­nym zanie­dba­niu jest nauka o regu­la­cji emo­cjo­nal­nej, o tym, jak wyra­żać je świa­do­mie i mądrze i się ich nie wsty­dzić. To wszyst­ko powin­ny być zada­nia szkoły.

Nauczy­cie­le powin­ni oddol­nie zmie­niać sys­tem, edu­ko­wać się i wdra­żać zmia­ny. Nie­ste­ty, wie­lu nie ma takich moty­wa­cji, są zgorzk­nia­li. Idąc na łatwi­znę, odtwa­rza­ją to, co mają poda­ne na tacy, bez zaan­ga­żo­wa­nia. I tym moim zda­niem, war­to było­by się zająć. Całą gru­pą zawo­do­wą i inspi­ro­wa­niem ich ku roz­wo­jo­wi. Z dru­giej stro­ny trud­no inwe­sto­wać w sie­bie, kie­dy zara­biasz mini­mal­ną krajową.

No właśnie. Ruchy, które wykonuje w tym momencie Ministerstwo Edukacji Narodowej, nie popchną raczej nauczycieli ku tej inspiracji.

Nie. Jed­nak mam cichą nadzie­ję, że jak będzie­my pod­no­sić ten temat, rów­nież zarob­ków, do pra­cy będą anga­żo­wać się oso­by, któ­re napraw­dę robią to z powo­ła­nia. Jeże­li będą czuć pasję, stwo­rzą sobie dodat­ko­we pola do zarobku.

Ja sama wciąż uczę, robiąc masę dodat­ko­wych rze­czy. Stwo­rzy­łam swo­ją fir­mę kil­ka lat temu, ale wciąż przede wszyst­kim — uczę. I to daje mi naj­więk­szą radość, pra­ca indy­wi­du­al­na z każ­dym z moich uczniów, z kla­sa­mi, do któ­rych jeż­dżę w ramach warsz­ta­tów. Mam nadzie­ję, że takich nauczy­cie­li będzie wię­cej, na tyle przed­się­bior­czych, by potra­fi­li w sie­bie inwestować.

Pra­ca nauczy­cie­la to wiel­ka odpo­wie­dzial­ność. Uwa­żam, że każ­dy z nauczy­cie­li powi­nien przejść tera­pię oraz zosta­wać pod­da­wa­ny super­wi­zjom w trak­cie pra­cy. Nie zda­je­my sobie spra­wy, z jaki­mi pro­ble­ma­mi mło­dych ludzi muszą się czę­sto mie­rzyć peda­go­dzy. Powin­ni być na to przy­go­to­wa­ni, po to wła­śnie by móc komuś pomóc, zanim będzie za póź­no. Nie sądzę nie­ste­ty, by w naszym kra­ju zmie­ni­ło się podej­ście do pra­cy nauczy­cie­li w szko­łach, że zawód ten sta­nie się pre­sti­żo­wy, dla­te­go też na razie nie widzę inne­go roz­wią­za­nia niż oddol­ne ini­cja­ty­wy i budo­wa­nie wspól­no­ty nauczy­ciel­skiej, byśmy mogli dzia­łać mimo kłód rzu­ca­nych nam pod nogi.

Wsparcia psychologicznego nie ma nawet dla uczniów, najczęściej to są stanowiska widma, pedagodzy w szkołach, psycholodzy. Ten system wsparcia nie działa i wiemy o tym.

Tak, wyma­ga zmian fundamentalnych.

Kilka dni temu popełniłaś post o depresji. Jest coś, co chciałabyś powiedzieć młodym ludziom, którzy doświadczają problemów o podłożu psychicznym?

Depre­sja i inne cho­ro­by psy­chicz­ne po pro­stu do nas przy­cho­dzą i nie są sła­bo­ścią. Od tego powin­ny­śmy wyjść, by zmie­nić tę nar­ra­cję prze­ciw­ni­ków wspar­cia psy­cho­lo­gicz­ne­go w szko­łach. Są tacy ludzie, któ­rzy uwa­ża­ją, że kie­dyś jak była dys­cy­pli­na, to takich rze­czy nie było. Trze­ba z tym wal­czyć, bo tak myślą rów­nież nie­któ­rzy rodzice.

Trze­ba się nagim­na­sty­ko­wać, żeby zała­twić takie­mu ucznio­wi tera­pię, jest to wła­ści­wie nie­wy­ko­nal­ne. Po pierw­sze, musi­my mieć zgo­dę opie­ku­na praw­ne­go, po dru­gie taka tera­pia jest zazwy­czaj płat­na. Kto ma za nią zapła­cić, jeśli nie rodzic? Dziec­ko zosta­je więc ska­za­ne na poraż­kę, czę­sto koń­czy się tragicznie.

Szko­ła powin­na zapew­niać bez­pie­czeń­stwo, wymia­nę poglą­dów, tole­ran­cję. To jest wła­śnie miej­sce, w któ­re mło­dzi ludzie zaczy­na­ją mieć pierw­sze poglą­dy, szu­ka­ją swo­je­go miej­sca w świe­cie. Do tego docho­dzą burze hor­mo­nal­ne i wie­le innych czyn­ni­ków. Jest to czas pew­ne­go nie­po­ko­ju i w nie­go jest wpi­sa­ny spa­dek nastro­ju. Ten spa­dek nastro­ju może się prze­ro­dzić w depre­sję. Co może­my zro­bić? Cóż, po pierw­sze wspar­cie win­no iść od wyedu­ko­wa­nych nauczy­cie­li. Na depre­sję nie ist­nie­ją inne meto­dy niż tera­pia i/lub leki. Mówi się, że niko­go nie moż­na zmu­sić do tera­pii, jed­nak jeśli widać nadzie­ję, jeśli ma się siłę, by wspo­ma­gać cho­rych, zwłasz­cza tych mło­dych, to trze­ba ura­to­wać to życie.

Czło­wiek cho­ry nie ma siły czę­sto wyko­nać pierw­sze­go tele­fo­nu do psy­cho­te­ra­peu­ty, oka­zu­je się to zbyt dużym wysił­kiem, kie­dy jest już napraw­dę źle. Dru­ga rzecz, trze­ba mieć na to pie­nią­dze. Tera­pia jest dro­ga, tj. obec­nie w War­sza­wie 200 zło­tych za godzi­nę. Do tego docho­dzi koszt leków, któ­re nie są refun­do­wa­ne. Wizy­ta u psy­chia­try to koszt rzę­du 400 zło­tych za kwa­drans. W mie­sią­cu mówi­my o kosz­tach oscy­lu­ją­cych wokół tysią­ca zło­tych. Kogo na to stać?

Tymczasem minister edukacji Przemysław Czarnek wprowadza nowe przedmioty, dzieciaki w szkołach mają uczyć się obsługi broni palnej. Do szkół wprowadzono kontrowersyjne publikacje, w których, na co drugiej stronie widnieje wizerunek Jana Pawła II, a i to nie jest najgorsze. O wsparciu psychologicznym nie ma nawet słowa. Co ty o tym myślisz?

Jed­no­cze­śnie dzie­je się dobrze i źle. Czar­nek nie jest odpo­wie­dzial­ny za całe zło edu­ka­cji. Trud­no mi to mówić, ale nie jest winien całe­go zepsu­cia sys­te­mu. Mam nadzie­ję, że ten wago­nik się nie­dłu­go wyko­lei, bo już się ryzy­kow­nie kiwa na boki.

Szko­ła powin­na być wspól­no­tą, doty­czą­cą całe­go spo­łe­czeń­stwa. Cały pro­ces edu­ka­cji powi­nien być wspól­ną pra­cą nauczy­cie­li i rodzi­ców. Jeże­li rodzi­ce nie będą wspie­rać nauczy­cie­li, nicze­go nie uda się zmie­nić. Te zmia­ny już są widocz­ne. W przy­pad­ku pod­ręcz­ni­ka prof. Rosz­kow­skie­go, po licz­nych publi­ka­cjach, rów­nież medial­nych, więk­szość szkół odmó­wi­ła korzy­sta­nia z pod­ręcz­ni­ka. To był ogrom­ny ruch spo­łecz­ny, któ­ry osią­gnął skutek.

Mamy inter­net, może­my pro­wa­dzić sie­bie we współ­pra­cy, roz­ma­wiać, wyra­żać swo­je zda­nie. Musi­my współ­dzia­łać i w momen­cie, w któ­rym poja­wi się coś, co będzie nie­zdro­we, nie­to­le­ran­cyj­ne, krzyw­dzą­ce, musi­my wszy­scy bar­dzo gło­śno reago­wać. W tym jest siła. Mamy pra­wo edu­ka­cyj­ne, któ­re stoi po stro­nie pro­ce­sów edu­ka­cji. Rodzi­ce o tym nie wie­dzą. Mamy pra­wo do dostę­pu do bar­dzo szcze­gó­ło­wych infor­ma­cji, doty­czą­cych tego, na co prze­zna­cza­ne są pie­nią­dze w szko­le nasze­go dziec­ka. Czy np. pie­nią­dze prze­ka­zy­wa­ne przez gmi­nę na każ­de dziec­ko z orze­cze­niem o nie­peł­no­spraw­no­ści są wyko­rzy­sty­wa­ne na zaję­cia rewa­li­da­cyj­ne, czy może jed­nak remon­tu­je się za nie łazienki.

Ludzie nie wie­dzą, tyl­ko że ta nie­wie­dza nie może być wytłu­ma­cze­niem, dla­cze­go pozwa­la­my się krzyw­dzić i pozwa­la­my na krzyw­dę kolej­nych poko­leń. Moim zda­niem naj­lep­szym roz­wią­za­niem i jed­no­cze­śnie moim wiel­kim marze­niem jest to, żeby edu­ka­cja wyszła spod władz kon­kret­nej par­tii rzą­dzą­cej. Żeby zaist­nia­ła oddziel­na Komi­sja Edu­ka­cji Naro­do­wej, któ­ra nie pod­le­ga par­tii rzą­dzą­cej. W obec­nym sys­te­mie, przy każ­dych kolej­nych wybo­rach pod­sta­wa pro­gra­mo­wa ule­ga zmia­nom. Wyrzu­ca­nie z niej kil­ku lek­tur to nie są refor­my, to deformacje.