Jeśli to czy­tasz — daj mi znać 🧡 na swo­im ulu­bio­nym kanale:

Peł­ne opra­co­wa­nie i stresz­cze­nie “Mada­me” Anto­nie­go Libe­ry (czas akcji, miej­sce akcji, boha­te­ro­wie, język, moty­wy, kon­tek­sty) znaj­dziesz w moim skle­pie jedy­nie za 5 zł!

Jeśli to czy­tasz — daj mi znać 🧡 na swo­im ulu­bio­nym kanale:

STRESZCZENIE

Powieść skła­da się z sied­miu roz­dzia­łów podzie­lo­nych na mniej­sze (wszyst­kie zaty­tu­ło­wa­ne) oraz z postscriptum. 

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Daw­niej to były czasy!”

Boha­ter-nar­ra­tor (pocho­dzą­cy z inte­li­genc­kiej rodzi­ny) czu­je, że uro­dził się w nie­cie­ka­wych, nud­nych cza­sach, a na pew­no nie w takich, w jakich powi­nien. Od dzie­ciń­stwa doro­śli cią­gle mu opo­wia­da­li, że w cza­sach ich mło­do­ści świat był bar­dziej inte­re­su­ją­cy, ludzie mądrzej­si i bar­dziej uta­len­to­wa­ni. Nar­ra­tor marzył, aby się wzbić ponad prze­cięt­ność, odcza­ro­wać szarość.

Modern Jazz Quartet”

Nar­ra­tor posta­no­wił wraz z kole­ga­mi ze szko­ły zało­żyć zespół muzycz­ny, ponie­waż był zafa­scy­no­wa­ny muzy­ką jaz­zo­wą (szcze­gól­nie Leopol­dem Tyr­man­dem). Pró­by utwo­rów na sali gim­na­stycz­nej nie przy­po­mi­na­ły roman­tycz­ne­go świa­ta zachod­nich jazz­ma­nów, co bar­dzo roz­cza­ro­wa­ło głów­ne­go boha­te­ra (uno­sił się zapach mło­dzień­cze­go potu po ostat­nim WF-ie). Po kil­ku mie­sią­cach stwo­rzy­li reper­tu­ar, ale na uczniow­ski klub jaz­zo­wy nie chcia­ła zgo­dzić się dyrek­cja ani rada peda­go­gicz­na. Jedy­ną moż­li­wo­ścią wystę­pów było przy­go­to­wy­wa­nie opra­wy muzycz­nej do szkol­nych uro­czy­sto­ści, ale oka­za­ło się to roz­cza­ro­wu­ją­ce. Pew­ne­go dnia zespół brał udział w orga­ni­za­cji festi­wa­lu szkol­nych chó­rów i zespo­łów wokal­nych. Po zakoń­cze­niu mło­dzież mia­ła  posprzą­tać salę i wte­dy boha­ter zaczął grać szla­gier jaz­zo­wy „Hit the Road Jack”, przez co uda­ło mu się porwać do zaba­wy całą salę, ogar­nął wszyst­kich ist­ny szał. Nie­ste­ty ostat­nie sło­wa skie­ro­wał do zde­ner­wo­wa­ne­go nauczy­cie­la Eunu­cha (prze­zy­wa­ne­go tak ze wzglę­du na cien­ki gło­sik), któ­ry wbiegł do sali. Zacho­wa­nie to poskut­ko­wa­ło dys­cy­pli­nar­nym roz­wią­za­niem zespo­łu oraz obni­że­niem nar­ra­to­ro­wi oce­ny z zacho­wa­nia na trójkę. 

Cały świat to scena”

Kolej­nym pomy­słem nar­ra­to­ra było zało­że­nie zespo­łu teatral­ne­go i napi­sa­nie sztu­ki na pod­sta­wie frag­men­tów naj­więk­szych dra­ma­tów (zaty­tu­ło­wa­nej „Cały świat to sce­na”). Jed­nak dyrek­tor szko­ły, zwa­ny Soli­te­rem, nie zgo­dził się na wysta­wie­nie sztu­ki, ponie­waż uwa­żał, że jest ponu­ra i nie zawie­ra tek­stów rosyj­skie­go autor­stwa (Cze­cho­wa, Gogo­la, Toł­sto­ja). Nar­ra­tor posta­no­wił zgło­sić sztu­kę do War­szaw­skie­go Prze­glą­du Scen Ama­tor­skich i Szkol­nych. Przy­szedł jed­nak za póź­no i uda­ło mu się tyl­ko dla­te­go, że w biu­rze spo­tkał zna­ne­go akto­ra ES. Zyskał jego sym­pa­tię, roz­ma­wia­jąc z nim naj­pierw cyta­ta­mi z Szek­spi­ra, a potem impro­wi­zo­wa­nym wier­szem. Zespół wygrał kon­kurs, został też pochwa­lo­ny na ape­lu, mimo że Soli­ter ogło­sił, że zespół zdo­był pierw­sze miej­sce dzię­ki popra­wie­niu tek­stu według jego wska­zó­wek. Nagro­dy wrę­cza­no w Miej­skim Domu Kul­tu­ry. Boha­ter swo­im wystę­pem przy­kuł uwa­gę zebra­nej tam przy­mu­so­wo, nie­za­in­te­re­so­wa­nej widow­ni, ale potem dostał indy­wi­du­al­ną nagro­dę od owe­go zna­ne­go akto­ra ES – zega­rek mar­ki Ruh­la (zwa­ny Ener­do­wem), będą­cy przed­mio­tem szy­derstw w PRL‑u (niska jakość, niska cena). Poczuł się on upo­ko­rzo­ny, zaże­no­wa­ny, skom­pro­mi­to­wa­ny, upodlo­ny. Nar­ra­tor poło­żył zega­rek na torach tram­wa­jo­wych, po czym poła­ma­ny wrzu­cił do stu­dzien­ki w rynsztoku.

Chleb nasz powszedni”

Nar­ra­tor po  dozna­nych roz­cza­ro­wa­niach usu­nął się w cień, sta­jąc się obser­wa­to­rem zacho­wań nauczy­cie­li. Opi­su­je codzien­ne szkol­ne spra­wy (pale­nie papie­ro­sów, picie alko­ho­lu, cho­dze­nie na waga­ry, pod­ra­bia­nie pod­pi­sów, robie­nie ściąg; cho­dze­nie do kina na fil­my dla doro­słych, urzą­dza­nie i prze­bieg pry­wa­tek, opo­wia­da­nie spro­śnych dow­ci­pów) , kil­ka zabaw­nych sytu­acji z udzia­łem kole­gów (przy­nie­sie­nie do szko­ły przez Bysia dwóch bute­lek alko­ho­lu, ucznio­wie po pro­stu się upi­li; Fąfel ura­to­wał raz palą­cych w klo­ze­cie kole­gów; słyn­ny począ­tek wypra­co­wa­nia Roż­ka Golt­za „Antek po cięż­kim dniu pra­cy wyglą­dał jak geni­ta­lia męskie po stosunku”) .

Mada­me la Directrice”

Gdy nar­ra­tor koń­czył dzie­wią­tą kla­sę ( w latach 50. nauka w szko­le trwa­ła jede­na­ście lat, było sie­dem klas szko­ły pod­sta­wo­wej i czte­ry kla­sy liceum; nume­ra­cja klas była cią­gła, zatem liceum obej­mo­wa­ło kla­sy VIII – XI), zmie­ni­ły się wła­dze szko­ły. Nową dyrek­tor­ką zosta­ła nauczy­ciel­ka fran­cu­skie­go – trzy­dzie­sto­pa­ro­let­nia, pięk­na, odsta­ją­ca od resz­ty nauczy­cie­li (ele­ganc­ka, nosi­ła ubra­nia pro­duk­cji zachod­niej, mia­ła wypie­lę­gno­wa­ne dło­nie, nosi­ła biżu­te­rię, pach­nia­ła dobry­mi fran­cu­ski­mi per­fu­ma­mi; uma­lo­wa­na, z lśnią­cy­mi, krót­ko przy­cię­ty­mi, kasz­ta­no­wy­mi wło­sa­mi, zgrab­nie uło­żo­ny­mi ponad dłu­gą, smu­kłą szy­ją), cho­dzą­ca wypro­sto­wa­na, z nie­na­gan­ny­mi manie­ra­mi, zim­na, dum­na i nie­do­stęp­na kobie­ta niczym Kró­lo­wa Śnie­gu, zwa­na Mada­me. Roze­szła się wieść, że dyrek­tor­ka pla­nu­je prze­kształ­cić szko­łę w liceum dwu­ję­zycz­ne, z fran­cu­skim jako dru­gim języ­kiem wykła­do­wym, co nie nasta­wi­ło do niej przy­chyl­nie nauczy­cie­li, ponie­waż więk­szość z nich musia­ła­by odejść z powo­du nie­do­sta­tecz­nej zna­jo­mo­ści fran­cu­skie­go. Ucznio­wie jed­nak uwiel­bia­li ją i nie­na­wi­dzi­li jed­no­cze­śnie, plot­ko­wa­li na jej temat, usi­ło­wa­li cze­go­kol­wiek się o niej dowie­dzieć, chłop­cy się w niej kocha­li, dziew­czę­ta usi­ło­wa­ły ją naśla­do­wać (pro­wa­dzi­ły dzien­nicz­ki z zakre­su jej gar­de­ro­by, maki­ja­żu, nie­osią­gal­nych raj­stop czy tego, że nosi­ła czar­ny sta­nik). Wie­dzia­no jedy­nie, że jest nie­za­męż­na (inte­re­so­wa­no się, czy jest pan­ną, czy roz­wód­ką, czy z kimś sypia, czy się zabez­pie­cza przed nie­chcia­ną cią­żą, do jakiej par­tii nale­ży, czy ma na swo­im sumie­niu jakieś świń­stwo, czy zdra­dzi­ła, czy donio­sła ). W kla­sie matu­ral­nej prze­ję­ła kla­sę nar­ra­to­ra i mia­ła jąpo­pro­wa­dzić do egza­mi­nu dojrzałości.

Nar­ra­tor opo­wia­da tak­że o fascy­na­cji mło­dzie­ży fil­mem Andrze­ja Waj­dy „Popio­ły” (choć 3 tomy nie zachę­ca­ły do prze­czy­ta­nia powie­ści Żerom­skie­go) i odważ­ną sce­ną gwał­tu, a tak­że o zaczy­ty­wa­niu się w sce­nach ero­tycz­nych w powie­ści. Więk­szość wyobra­ża­ła sobie, że doty­czą one ich i nauczy­ciel­ki, a czy­ta­nie powie­ści było odbie­ra­ne jak dekla­ra­cja uczuć do niej. Nar­ra­tor odci­nał się od tego, ponie­waż nie chciał się przy­znać, że i on zako­chał się w Mada­me. Raz jed­nak zaczął czy­tać, nie­ste­ty na lek­cji bio­lo­gii, został przy­ła­pa­ny przez nauczy­ciel­kę (Żmi­ję) i wykpio­ny („nasz dum­ny szek­spi­ry­sta”), a cała kla­sa dowie­dzia­ła się, że i jemu Mada­me zła­ma­ła serce. 

ROZDZIAŁ DRUGI

Na począt­ku było Słowo”

Boha­ter po dema­ska­cji  jest obga­dy­wa­ny i wsku­tek nie­roz­trop­no­ści wyśmie­wa­ny. Posta­na­wia dzia­łać, zdo­być rze­tel­ną i dro­bia­zgo­wą wie­dzę na temat Mada­me. Na poczcie w książ­ce tele­fo­nicz­nej spraw­dził jej adres (przy nazwi­sku poja­wił się tytuł mgr, więc musia­ła ukoń­czyć stu­dia i napi­sać pra­cę dyplo­mo­wą [w PRL‑u nie było obo­wiąz­ku ukoń­cze­nia wyż­szych stu­diów przez nauczy­cie­la, wystar­czy­ło tzw. stu­dium nauczy­ciel­skie]) i poje­chał obej­rzeć osie­dle (miesz­ka­ła nie­da­le­ko szko­ły, na 2. pię­trze, mia­ła jeden pokój – moż­na się domy­ślać, że miesz­ka­ła sama [w PRL‑u wła­dze dokwa­te­ro­wy­wa­ły przy­mu­so­wo loka­to­rów oso­bom posia­da­ją­cym zbyt duży metraż miesz­ka­nio­wy w sto­sun­ku do licz­by miesz­ka­ją­cych na nim osób]).

Dziś temat: Świę­to Zmarłych”

Nar­ra­tor pró­bo­wał potwier­dzić swo­je przy­pusz­cze­nia doty­czą­ce stu­diów Mada­me, wyko­rzy­stu­jąc kon­wer­sa­cje na lek­cji na temat gro­bów i Świę­ta Zmar­łych, i uda­ło mu się to (ukoń­czy­ła stu­dia na Uni­wer­sy­te­cie Warszawskim).

Mate­riał do raportu”

Nar­ra­tor poje­chał na wydział roma­ni­sty­ki Uni­wer­sy­te­tu War­szaw­skie­go, gdzie zmy­ślił, iż poszu­ku­je infor­ma­cji o wybi­ja­ją­cych się absol­wen­tach. Zdo­był kolej­ne infor­ma­cje o Mada­me. Jej dru­gie imię to Wik­to­ria, uro­dzi­ła się 27 stycz­nia 1935 roku (obec­nie ma 31 lat), pisa­ła pra­cę magi­ster­ską o kobie­tach w twór­czo­ści Simo­ne de Beau­vo­ir, oce­nio­ną na bar­dzo dobry, pro­mo­tor­ką była Mag­da­le­na Suro­wa-Léger (któ­ra wyje­cha­ła z Pol­ski pięć lat temu za mężem Fran­cu­zem). Przy­pad­kiem oka­za­ło się też, że razem z Mada­me stu­dio­wał syn pana Kon­stan­te­go Mon­te­nia (alpi­ni­sta sta­rej daty), bli­skie­go zna­jo­me­go rodzi­ców nar­ra­to­ra, z któ­rym jako dziec­ko jeź­dził w Tatry.

Dzwo­nię dzi­siaj do pana w nie­ty­po­wej sprawie”

Boha­ter zadzwo­nił do pana Kon­stan­te­go Mon­te­nia i umó­wił się na spo­tka­nie z jego synem, Jerzy­kiem (wykła­dow­cą na uni­wer­sy­te­cie) w nie­dzie­lę o pią­tej, uda­jąc, że chce poroz­ma­wiać o przy­szłych stu­diach na romanistyce.

Pieśń Wod­ni­ka i Panny”

Na lek­cji fran­cu­skie­go Mada­me zada­ła jako pra­cę domo­wą napi­sa­nie wypra­co­wa­nia zwią­za­ne­go z tema­tem kosmo­su lub kopu­łą nie­bie­ską. Boha­ter stwo­rzył nie­mal dwa­dzie­ścia stron tek­stu o rela­cji zna­ków zodia­ku – Wod­ni­ka (zna­ku Mada­me) i Pan­ny (swo­je­go zna­ku), wpla­ta­jąc ogrom­ną licz­bę alu­zji do związ­ku miło­sne­go, a tak­że pozna­ne imię Mada­me. Posta­no­wił zgło­sić się do czy­ta­nia zada­nia na kolej­nej lek­cji i spraw­dzić, jaką reak­cję wywo­ła, ale potem zaczął bać się szy­der­stwa i kpi­ny, więc zmie­nił zda­nie. W koń­cu prze­pi­sał wypra­co­wa­nie, aby móc wrę­czyć je nauczy­ciel­ce, ale modlił się, aby nie zostać wybranym.

Per aspe­ra ad astra”

Na lek­cji naj­pierw czy­ta­ły swo­je wypra­co­wa­nia dwie dziew­czy­ny – Adrian­na Kloc oraz Agniesz­ka Wąsik, któ­rej pra­ca roz­po­czę­ła awan­tu­rę na temat pol­skich odkryw­ców i wyna­laz­ców (szcze­gól­nie uniósł się Rożek Goltz). Wypro­wa­dzi­ło to Mada­me z rów­no­wa­gi. Nar­ra­tor wcią­gnął Agniesz­kę w dys­ku­sję, w trak­cie któ­rej dziew­czy­na się roz­pła­ka­ła, przez co Mada­me zaży­czy­ła sobie, by nar­ra­tor odczy­tał wła­sne wypra­co­wa­nie. Na pocze­ka­niu wymy­ślił tytuł „Astro­lo­gia: magia czy nauka? Tajem­ni­ca 27 stycz­nia”. Czy­tał moż­li­wie wol­no i nie skoń­czył przed dzwon­kiem, co nie­cier­pli­wi­ło Mada­me, więc zabra­ła zeszyt, by prze­czy­tać resztę.

Co wte­dy… co wte­dy, mój chłopcze?”

Boha­ter był wycień­czo­ny, oszo­ło­mio­ny i roz­trzę­sio­ny, prze­ży­wał wewnętrz­ne katu­sze, zasta­na­wia­jąc się, co zro­bi Mada­me po prze­czy­ta­niu całe­go tek­stu (wyobra­żał sobie róż­ne sce­na­riu­sze). Tym­cza­sem Mada­me nie oce­ni­ła pra­cy, nie poświę­ci­ła jej sło­wa, naj­zwy­czaj­niej w świe­cie zeszy­tu nie odda­ła, jak gdy­by nic się nie sta­ło. Boha­ter nie miał moż­li­wo­ści noto­wa­nia na kolej­nych lek­cjach, ale Mada­me tego nie sko­men­to­wa­ła w żaden sposób. 

ROZDZIAŁ TRZECI

Co to jest filologia?”

Nar­ra­tor spo­tkał się z dok­to­rem Jerzy­kiem Mon­te­niem (na obie­dzie u pana Kon­stan­te­go), któ­ry odra­dził mu stu­dia roma­ni­stycz­ne (wła­dze PRL‑u utrud­nia­ły karie­rę nauko­wą, jeśli wią­za­ła się ona z koniecz­no­ścią wyjaz­dów na Zachód). Jerzyk naj­pierw prze­py­tał go dokład­nie, czym jest filo­lo­gia i neo­fi­lo­lo­gia. Przy­to­czył „Opo­wia­da­nie Jerzy­ka”, w któ­rym zwró­cił uwa­gę, jakie miał przej­ścia, gdy wyjeż­dżał na Zachód. Mono­log trwał pół godzi­ny albo i dłu­żej. Na wydzia­le pano­wa­ły okrop­ne sto­sun­ki. Wie­dza ani inte­li­gen­cja nie mia­ły żad­ne­go zna­cze­nia. Liczy­ły się tupet i służ­ba, przy­na­leż­ność do par­tii, sto­sun­ki w mini­ster­stwie. Opo­wie­dział histo­rię swo­je­go ese­ju (napi­sa­ne­go trzy lata wcze­śniej) o dra­ma­cie Fedra Racine’a, któ­ry wysłał do Stras­bur­ga do pro­fe­so­ra Bil­lo­ta – jed­ne­go z naj­więk­szych znaw­ców twór­czo­ści Racine’a. W odpo­wie­dzi otrzy­mał nie­zwy­kle przy­chyl­ny list i pro­po­zy­cję dru­ku w pre­sti­żo­wym rocz­ni­ku. Roz­pra­wa się uka­za­ła, a parę mie­się­cy póź­niej otrzy­mał zapro­sze­nie na kon­fe­ren­cję w Tours. Zna­jo­my pro­fe­sor M. stwier­dził, że jest nic nie­war­te dla urzę­du pasz­por­to­we­go, dla któ­re­go liczy się tyl­ko to, co potwier­dzo­ne. Jed­nak ist­nie­je Biu­ro Współ­pra­cy z Zacho­dem, któ­re zaj­mu­je się taki­mi spra­wa­mi, i luka, ponie­waż zapro­sze­nie na Zachód jest bar­dzo pre­sti­żo­we i na wagę zło­ta. Moż­na wyje­chać, ale tyl­ko w asy­ście „opie­ku­na”, bo Pol­ska to kraj znie­wo­lo­ny, pań­stwo poli­cyj­ne. Jerzyk się zasta­na­wiał, co robić, ale w koń­cu napi­sał jesz­cze raz do Bil­lo­ta, któ­ry się zgo­dził. Wkrót­ce kie­row­nik Biu­ra Współ­pra­cy z Zagra­ni­cą wezwał Jerzy­ka, upo­mi­na­jąc go ostro, że z nikim nie uzgod­nił ani nie kon­sul­to­wał publi­ka­cji. Musiał napi­sać krót­kie zobo­wią­za­nie, że będzie za gra­ni­cą lojal­ny wobec władz pol­skich, ale się nie zgo­dził. Kie­row­nik spu­ścił z tonu i po wie­lu nie­przy­jem­no­ściach Jerzy­ko­wi uda­ło się poje­chać z docen­tem Doło­wym, któ­ry miał donieść wła­dzom o każ­dym podej­rza­nym zacho­wa­niu Jerzy­ka. Jed­nak sam prze­my­cał czar­ny kawior sowiec­ki, by sprze­dać go z zyskiem na Zacho­dzie (kawior wart był uży­wa­nej syre­ny i fia­ta 600), kupił koń­ców­ki do dłu­go­pi­sów BIC i sprze­dał je z jesz­cze więk­szym zyskiem po powro­cie. Jerzyk wró­cił, czuł się poni­żo­ny, upo­ko­rzo­ny i stłam­szo­ny, ale nie doniósł na Doło­we­go. Obec­nie uda­je mu się raz w roku wyjeż­dżać do Fran­cji (dostał „pasz­port pry­wat­ny”). Cho­ciaż kle­pał bie­dę, gdyż z kra­ju mógł wywieźć nie wię­cej niż pięć dola­rów (nie cho­dził do restau­ra­cji, tyl­ko tam, gdzie wstęp był bez­płat­ny np. do muzeum), to we Fran­cji czuł się zupeł­nie innym, wol­nym, spo­koj­nym czło­wie­kiem, co tym bar­dziej uświa­do­mi­ło mu, jak okrop­nym kra­jem jest PRL. Za każ­dym razem, gdy musi tu wró­cić, jest pełen żalu. 


La Bel­le Victoire”

Po roz­mo­wie z Jerzy­kiem nar­ra­tor czuł się przy­tło­czo­ny. Stwier­dził, że Jerzyk fak­tycz­nie prze­ko­nał go do tego, aby nie iść na roma­ni­sty­kę. Uda­ło mu się w ostat­niej chwi­li, już przy wyj­ściu, nawią­zać do Mada­me, i oka­za­ło się, że zarów­no Jerzyk, jak i pan Kon­stan­ty dosko­na­le ją zna­ją, ale nie chcą o niej roz­ma­wiać. Nar­ra­tor wyszedł wraz z Jerzy­kiem, ale się z nim roz­dzie­lił. Celo­wo zosta­wił ręka­wicz­ki i po chwi­li już sam po nie zawró­cił. Była listo­pa­do­wa pora, godzi­na 19.10. 

Mak­sy­mi­lian i Claire”

Boha­ter wró­cił do miesz­ka­nia pana Kon­stan­te­go. Powie­dział, że spo­dzie­wał się, że w kra­ju panu­je taka atmos­fe­ra podej­rzeń i psy­cho­za ucie­czek. Po dru­giej pró­bie nawią­za­nia do Mada­me pan Kon­stan­ty pod­jął temat. Oka­za­ło się, że przy­jaź­nił się z jej rodzi­ca­mi, a ją samą znał od dziec­ka. W 1934 roku w lecie wspi­nał się na Mont Blanc z jej ojcem, któ­ry był czło­wie­kiem o dwóch oso­bo­wo­ściach (racjo­na­li­sta-roman­tyk). Mada­me uro­dzi­ła się w Alpach, bo takie było marze­nie jej ojca. Opo­wie­dział nar­ra­to­ro­wi histo­rię Mak­sa – wiel­kie­go miło­śni­ka gór, żona­te­go z Polką o imie­niu Kla­ra (Cla­ire), pra­cow­ni­cą insty­tu­tu pro­pa­gu­ją­ce­go romań­ską kul­tu­rę i sztu­kę. Pan Kon­stan­ty poszedł wraz z boha­te­rem do gabi­ne­tu (w któ­rym znaj­do­wa­ło się mnó­stwo ksią­żek, pamiąt­ki z róż­nych zakąt­ków świa­ta, radio z „magicz­nym okiem”, dzie­siąt­ki kamie­ni, maszy­na do pisa­nia „Eri­ka”, tele­fon), gdzie wycią­gnął sta­ry albu­mik w płó­cien­nej opra­wie o postrzę­pio­nych brze­gach. Poka­zał mu foto­gra­fię z pią­te­go listo­pa­da 32 lata temu, na któ­rym widać jej rodzi­ców (Mada­me była bar­dzo podob­na do mat­ki), a tak­że książ­kę „Lata mło­do­ści i opi­sy podró­ży” Joan­ny Scho­pen­hau­er, któ­rą dostał w pre­zen­cie od Kla­ry. Mak­sy­mi­lian począt­ko­wo chciał, aby Mada­me uro­dzi­ła się w Anglii, by otrzy­ma­ła oby­wa­tel­stwo, ale się w koń­cu wystra­szył i posta­no­wił wró­cić do rodzin­ne­go mia­sta (jecha­li przez Dover, Cala­is i Lil­le do Akwi­zgra­nu do Ber­li­na i dalej [dzi­siaj tę tra­sę robi się w 1,5 doby, wte­dy zabie­ra­ło to czte­ry tygo­dnie]). W 1937 roku Mak­sy­mi­lian wyje­chał, by wziąć udział w woj­nie domo­wej w Hisz­pa­nii prze­ciw­ko komu­ni­stom, a imię Wik­to­ria (zwy­cię­stwo), jakie nadał cór­ce, było wyra­zem jego nadziei poli­tycz­nych. W tym momen­cie opo­wie­ści pan Kon­stan­ty zawa­hał się, ale zgo­dził się ją kon­ty­nu­ować na spa­ce­rze, ponie­waż ścia­ny mają uszy. Wycho­dząc, boha­ter zauwa­żył, że w maszy­nie do pisa­nia wkrę­co­na była kart­ka zaty­tu­ło­wa­na „Skar­ga” adre­so­wa­na do „Mini­stra Spraw Wewnętrznych”). 


No pasa­ran!

Boha­ter sta­ra się sobie przy­po­mnieć infor­ma­cje na temat woj­ny domo­wej w Hisz­pa­nii. Współ­cze­sne cza­sy zre­wo­lu­cjo­ni­zo­wa­ła Rosja (Pol­ska odzy­ska­ła pań­stwo­wość i nie­pod­le­głość; zamiast dziękować,Piłsudski pod­jął prze­ciw niej woj­nę) oraz hitle­row­ski faszyzm (zro­dzo­ny w Niem­czech, któ­ry miał cof­nąć świat do sta­dium nie­wol­ni­ka). Poli­ty­ka Zacho­du wobec wyda­rzeń w Hisz­pa­nii była głę­bo­ko obłud­na i krót­ko­wzrocz­na. Zwią­zek Radziec­ki udzie­lił dale­ko idą­cej pomo­cy. Nar­ra­tor przy­po­mniał sobie Jaku­ba Bole­sła­wa Kugle­ra, z któ­rym grał w sza­chy. Pew­ne­go razu nawet poja­wił się pro­blem, kto wygrał, i sędzia ogło­sił remis. Nie lubi­li się, ale czu­li wobec sie­bie respekt. Wte­dy przy­po­mniał sobie tak­że szkol­ną aka­de­mię doty­czą­cą hisz­pań­skiej woj­ny domo­wej (Jakub popro­sił, aby coś zagra­li). Ucznio­wie pod­czas aka­de­mii odtwo­rzy­li utwo­ry Joaqu­ína Rodri­go, któ­re nar­ra­tor wybrał celo­wo, by wpro­wa­dzić do przed­sta­wie­nia nie­co zaba­wy. Poczuł się mniej pew­nie, gdy jego szkol­ny kole­ga i reży­ser aka­de­mii, zwa­ny Kara­ka­nem, powie­dział, że miał świa­do­mość takie­go wybo­ru muzy­ki i zgo­dził się na to celo­wo, licząc, że dzię­ki temu ucznio­wie zapa­mię­ta­ją cokol­wiek tak­że z czę­ści merytorycznej. 


Komu bije dzwon? (Opo­wieść pana Konstantego) ”


Boha­ter nie może sobie przy­po­mnieć, czy Mada­me widzia­ła tę aka­de­mię, cho­ciaż z przo­du było jed­no puste miej­sce. Pan Kon­stan­ty nie wie, czy boha­ter coś wie na temat woj­ny hisz­pań­skiej, ponie­waż w szko­le uczą kłamstw i nie ma dostę­pu do uczci­wej literatury. 

Pan Kon­stan­ty wspo­mi­na Mak­sy­mi­lia­na jako czło­wie­ka apo­li­tycz­ne­go, któ­ry bał się Rosji. Wyjeż­dża­jąc na woj­nę, Maks popro­sił pana Kon­stan­te­go, by w razie, gdy­by coś mu się sta­ło, zaopie­ko­wał się Cla­ire i Wik­to­rią. Począt­ko­wo pisał, potem pod koniec 1938 roku znik­nął bez wie­ści, ponie­waż komu­ni­ści uzna­li go za faszy­stow­skie­go agen­ta (wyda­no na nie­go wyrok śmier­ci), więc musiał się ukry­wać. Ode­zwał się w 1939 roku z Fran­cji, żeby natych­miast przy­je­cha­ły do nie­go żona i cór­ka. W 1952 roku Cla­ire zgi­nę­ła w wypad­ku samo­cho­do­wym we Fran­cji (nie dzia­ła­ły hamul­ce ani układ kie­row­ni­czy), a wadli­wy samo­chód oka­zał się pułap­ką zasta­wio­ną na Mak­sa. Mak­sy­mi­lian czuł się cały czas obser­wo­wa­ny, stał się nie­uf­ny, wszę­dzie węszył zdra­dę. Wte­dy wyje­chał z Wik­to­rią do Pol­ski, gdzie dość szyb­ko został aresz­to­wa­ny przez Infor­ma­cję Woj­sko­wą i zmarł w wię­zie­niu (praw­do­po­dob­nie zabój­stwo; ofi­cjal­nie zawał). Pan Kon­stan­ty obie­cał, że zaj­mie się Wik­to­rią, ale kon­takt był z nią utrud­nio­ny. Była zamknię­ta w sobie i odpy­cha­ją­ca po śmier­ci ojca, do któ­re­go i tak mia­ła wro­gi sto­su­nek (być może przez przy­jazd do Pol­ski). Pan Kon­stan­ty począt­ko­wo nie mógł do niej dotrzeć, ale póź­niej namó­wił ją, by zaczę­ła stu­dio­wać roma­ni­sty­kę razem z Jerzy­kiem na jed­nym roku. Była naj­lep­szą stu­dent­ką (naj­wyż­sze oce­ny, nagro­dy za pra­ce rocz­ne), ale z powo­du prze­szło­ści ojca nie dosta­ła zgo­dy na wyjazd na kurs lin­gwi­stycz­ny do Pary­ża. Znów przy­ga­sła. To spo­wo­do­wa­ło, że jej głów­nym marze­niem sta­ło się wydo­sta­nie z Pol­ski na sta­łe, zaczę­ła więc szu­kać róż­nych spo­so­bów. Chcia­ła nawet zawrzeć mał­żeń­stwo z Fran­cu­zem, popro­si­ła o pośred­nic­two Jerzy­ka, ale ten odmó­wił, ponie­waż był w niej zako­cha­ny. Wstą­pi­ła do par­tii, by zostać dyrek­tor­ką szko­ły i uzy­skać moż­li­wość wyjaz­du dro­gą awan­su zawo­do­we­go. Na tym opo­wieść pana Kon­stan­te­go się kończy.


ROZDZIAŁ CZWARTY


Księ­gar­nia «Logos Kosmos»”

W tle głos zna­ne­go spi­ke­ra z Radia Wol­na Euro­pa (gro­mił „reżym war­szaw­ski”). Nar­ra­tor dłu­go w nocy myślał o Mada­me, o zdo­by­tych na jej temat infor­ma­cjach, o tym, iż chciał­by się o niej dowie­dzieć jesz­cze wię­cej. Boha­ter doszedł do wnio­sku, że musi uwa­żać, by nie zaszko­dzić jej zdo­by­tą wie­dzą ani nie zawieść zaufa­nia. Następ­ne­go dnia  pra­wie zaspał do szko­ły, bo do póź­na czy­tał „Zwy­cię­stwo” Con­ra­da, obu­dzi­ła go mat­ka. W szko­le dener­wo­wał się tak bar­dzo, że uciekł z fran­cu­skie­go (z 4 lek­cji). Poje­chał do cen­trum do księ­gar­ni „Logos Kosmos” (spe­cja­li­zo­wa­ła się głów­nie w impor­cie i sprze­da­ży ksią­żek obco­ję­zycz­nych; wyso­ka cena, ale wyróż­nia­ła się wystro­jem wnę­trza, pro­ce­du­rą zaku­pu i uprzej­mą obsłu­gą), gdzie kupił fran­cu­sko­ję­zycz­ne wyda­nie powie­ści „Zwy­cię­stwo” („Vic­to­ire”) Jose­pha Con­ra­da (za 82 zło­te! – za te pie­nią­dze w księ­gar­ni radziec­kiej mógł kupić trzy pod­ręcz­ni­ki sza­cho­we albo sie­dem bile­tów do kina, trzy do teatru lub pięć prze­jaz­dów tak­sów­ką), „Gedich­te” Frie­dri­cha Höl­der­li­na, wyda­ne po pol­sku „Gdań­skie wspo­mnie­nia mło­do­ści” Joan­ny Scho­pen­hau­er (nar­ra­tor tar­go­wał się z księ­ga­rzem w spra­wie ceny i ten się zgo­dził). Boha­ter wyszedł z księ­gar­ni z trze­ma książkami. 


Gam­bit hetmański”

Przez następ­ne dni nar­ra­tor czy­tał zaku­pio­ne książ­ki i zało­żył „Zeszyt cyta­tów”, do któ­re­go wpi­sy­wał sen­ten­cje, któ­re koja­rzy­ły mu się z życiem Mada­me. Pod­czas czy­ta­nia nie mógł wyjść z podzi­wu, jak w jed­nym cza­sie powsta­ły dwie tak róż­ne książ­ki, jak nud­ne i cięż­kie „Popio­ły” oraz wcią­ga­ją­ce i urze­ka­ją­ce „Zwy­cię­stwo”. Rożek Goltz twier­dził, że gdy­by Con­rad nie wyje­chał do Anglii, pisał­by tak samo jak Żerom­ski. Nar­ra­tor przy­stą­pił do akcji „gam­bit het­mań­ski”, zabrał trzy  nowo zaku­pio­ne książ­ki do szko­ły i osten­ta­cyj­nie zaczął je czy­tać na lek­cji fran­cu­skie­go. Demon­stra­cyj­nie zaczął spi­sy­wać cyta­ty, ale Mada­me kom­plet­nie go igno­ro­wa­ła. Pew­ne­go dnia Mada­me zebra­ła zeszy­ty, więc oddał jej „Zeszyt cyta­tów” opa­trzo­ny swo­imi ini­cja­ła­mi, ale zwró­ci­ła go bez żad­ne­go komen­ta­rza ani oce­ny. Za to na semestr posta­wi­ła nar­ra­to­ro­wi piąt­kę, jako jedy­ne­mu w szko­le (w PRL‑u naj­wyż­szą oce­ną była piąt­ka, naj­niż­szą dwójka). 


Dro­ga rycer­ska, dwor­ska i trze­cia: naukowa”

Nar­ra­tor zasta­na­wiał się, co zro­bić, by zwró­cić na sie­bie uwa­gę Mada­me. Roz­wa­żał rezy­gna­cję z wysił­ków, otwar­te pyta­nie o to, co ozna­cza ta piąt­ka, i pró­bę prze­nie­sie­nia zna­jo­mo­ści poza grunt szkol­ny. Zde­cy­do­wał się na trze­ci wariant, led­wo wypo­sa­żo­ny, bez żad­ne­go ekwi­pun­ku wyru­szył prze­cie­rać nowe szlaki.


Cen­tre de Civilisation”

Nar­ra­tor wybrał się do Cen­tre de Civi­li­sa­tion Fra­nça­ise (zanie­dba­ny budy­nek przy uli­cy Oboź­nej), gdzie udał, że szu­ka fran­cu­skie­go prze­kła­du hym­nu (autor­stwa nie­miec­kie­go pisa­rza Höl­der­li­na) pt. Ren, o któ­rym pisze pra­cę (był to wiersz, któ­ry pan Kon­stan­ty prze­czy­tał kie­dyś mat­ce Mada­me). Mimo cia­sno­ty, bie­dy, obskur­nych drzwi było tam cał­kiem przy­jem­nie za spra­wą sub­tel­ne­go zapa­chu oraz licz­nych dro­bia­zgów, np. kolo­ro­wych pine­zek, gumek recep­tu­rek, lśnią­cych spi­na­czy, dłu­go­pi­sów BIC; książ­ki nie były opra­wio­ne w burą tek­tu­rę, lecz mie­ni­ły się kolo­ra­mi; przy pięk­nie wyście­ła­nym biur­ku (na któ­rym leża­ły papie­ro­sy, popiel­nicz­ka i zapal­nicz­ka) sie­dzia­ła ele­ganc­ka star­sza kobie­ta wystro­jo­na w biżu­te­rię, w świet­nie skro­jo­nym kostiu­mie. Prze­pi­sał wiersz, po czym zapy­tał jesz­cze o zakła­da­nie w Pol­sce szkół z wykła­do­wym języ­kiem fran­cu­skim. Star­sza pani (srebr­na Marian­na) powie­dzia­ła mu, że jest jedy­nie pro­jekt Mini­ster­stwa Oświa­ty pod­ję­ty w ramach umo­wy mię­dzy Pol­ską a Fran­cją, ale stro­na pol­ska nie zgo­dzi­ła się na dyrek­to­ra Fran­cu­za. Po dłu­gich spo­rach i groź­bie zerwa­nia współ­pra­cy przez stro­nę fran­cu­ską zatwier­dzo­no na dyrek­tor­kę pro­jek­tu Mada­me. Nar­ra­tor udał, że nie zna Mada­me, i zapy­tał, na jakich wyda­rze­niach zwią­za­nych z kul­tu­rą fran­cu­ską moż­na ją spo­tkać. Kobie­ta przy­zna­ła, że są takie wyda­rze­nia, i wysła­ła go do swo­jej zna­jo­mej w Amba­sa­dzie Fran­cu­skiej, pan­ny Legris, po zapro­sze­nie na wer­ni­saż gra­fi­ki Picassa.


Odkry­cie Ameryki” 


Nar­ra­tor poje­chał do Amba­sa­dy Fran­cu­skiej. W trak­cie jaz­dy auto­bu­sem wyni­kła awan­tu­ra mię­dzy kon­tro­le­rem bile­tów i star­szym panem wio­zą­cym duży paku­nek (pie­cyk z napra­wy), do któ­rej włą­czy­li się inni pasa­że­ro­wie („mia­łeś obsra­ne gacie, gdy ja wal­czy­łem za Pol­skę!”). Kie­row­ca nie chciał otwo­rzyć drzwi, więc boha­ter wysko­czył z pojaz­du i znisz­czył sobie spodnie oraz kurt­kę. Dopro­wa­dził ubra­nie do względ­ne­go porząd­ku w toa­le­cie kina Sawa (użył kawał­ków gaze­ty, ponie­waż nawet nie było rol­ki papie­ru, kran był uszko­dzo­ny, burą szma­tą zdję­tą z nie­czyn­ne­go grzej­ni­ka wypu­co­wał swo­je cze­skie buty; nie było mydła, więc kupił je w kio­sku Ruchu – naj­droż­sze „kwiat bzu” fir­my „Uro­da”). W amba­sa­dzie było zachwy­ca­ją­co i osza­ła­mia­ją­co, poczy­na­jąc od pod­łóg (dywa­ny, wykła­dzi­ny), ścian pod­świe­tla­nych reflek­to­ra­mi, przez nowo­cze­sne sprzę­ty o przy­jem­nych kształ­tach, po wypo­sa­że­nie. Boha­ter dostał od made­mo­isel­le Legris (zgrab­na, w obci­słym kostiu­mie, sta­ran­nie uma­lo­wa­na, Zie­lo­no­oka) kar­tę wstę­pu, któ­ra upo­waż­nia do wej­ścia na impre­zy zawsze, kie­dy nie przy­bę­dzie ktoś zapro­szo­ny i tym spo­so­bem powsta­nie wol­ne miej­sce. Nar­ra­tor rów­nież nawią­zał roz­mo­wę o pro­jek­cie fran­cu­sko­ję­zycz­nych szkół i dowie­dział się, że wybra­na rodzi­ma kadra ma być szko­lo­na we Fran­cji już tego lata (selek­cja nastą­pi pod koniec pierw­sze­go kwar­ta­łu), a warun­kiem kwa­li­fi­ka­cji jest przed­sta­wie­nie doku­men­ta­cji metod i spo­so­bów wła­snej pra­cy dydak­tycz­nej kan­dy­da­tów. Pan­na Legris poka­za­ła mu nawet przy­kład takiej doku­men­ta­cji, któ­rym oka­za­ło się jego wypra­co­wa­nie o zna­kach zodia­ku (efekt pół­to­ra­rocz­ne­go naucza­nia meto­dą inten­syw­ną). Było to kłam­stwo, bo Mada­me uczy­ła nar­ra­to­ra zale­d­wie pół roku, a jego poziom zna­jo­mo­ści fran­cu­skie­go abso­lut­nie nie wią­zał się ze szko­łą, lecz wyni­kał z fak­tu, że uczył się tego języ­ka od dzie­ciń­stwa, choć­by pod­czas pry­wat­nych lek­cji, oraz tego, rodzi­ce zmu­sza­li go do kon­wer­sa­cji. Boha­ter był zdu­mio­ny i zasta­na­wiał się, co by było, gdy­by Mada­me go lepiej trak­to­wa­ła, czy dzię­ki temu fak­tycz­nie nauczył­by się wię­cej. Zro­zu­miał, że Mada­me posta­wi­ła mu piąt­kę na semestr z powo­du przy­własz­cze­nia wypra­co­wa­nia. Przy wyj­ściu z amba­sa­dy boha­ter został zapy­ta­ny przez wąsa­te­go mili­cjan­ta (MO) o cel wizy­ty. Nar­ra­tor nie mógł zna­leźć dowo­du, a prze­cież obo­wiąz­kiem każ­de­go oby­wa­te­la było mieć doku­men­ty przy sobie. Uda­ło mu się skła­mać, że cho­dzi­ło o mecz sza­cho­wy. Mili­cjant puścił go wol­no, a gdy cho­wał kar­tę klu­bo­wą, w jed­nym z okien na par­te­rze mignę­ła mu twarz urzęd­nicz­ki z recepcji. 


Dalej! Dalej na Zachód!” 


Nar­ra­tor posta­no­wił zacho­wać zdo­by­tą wie­dzę o oszu­stwie Mada­me dla sie­bie, przy­po­mniał sobie tak­że histo­rie opo­wie­dzia­ne przez Jerzy­ka. Skoń­czył z wyzy­wa­ją­cą bier­no­ścią. Z obra­żo­ne­go i chmur­ne­go stał się sku­pio­ny, aktyw­ny i uważ­ny. Zaczął brać pil­ny udział w lek­cjach fran­cu­skie­go. Na trze­ciej lek­cji Mada­me zwró­ci­ła się do nie­go po pol­sku i wysła­ła go do swo­je­go gabi­ne­tu po skrypt do gra­ma­ty­ki („Następ­stwo cza­sów”). Poda­ła mu klu­czyk Yeti. Z tam­te­go cza­su pamię­tał ciem­ne oszklo­ne szaf­ki, krysz­ta­ło­we wazo­ny i pucha­ry, zasta­wę do akty lub her­ba­ty, masyw­ne biur­ko, lam­pę, pal­mę w doni­cy – tym razem uka­zał się zupeł­nie inny widok. Pro­sto­ta i gustow­ność – meble z natu­ral­ne­go drew­na o zło­ci­stym odcie­niu, stół-biur­ko typu krzy­żak, smu­kła lam­pa z aba­żu­rem, zasło­ny w podob­nym kolo­rze, lek­kie rega­ły z książ­ka­mi (w więk­szo­ści fran­cu­ski­mi), kana­pa i niski sto­lik, dwa fote­li­ki o nie­wy­so­kich opar­ciach. Boha­ter zauwa­żył tam otwar­tą toreb­kę nauczy­ciel­ki, ale powstrzy­mał poku­sę i nie zaj­rzał do środ­ka (znów przy­po­mniał mu się Jerzyk, kie­dy grze­bał w baga­żu Doło­we­go). Domy­ślił się, że może to być rodzaj testu na wia­ry­god­ność i zaufanie.


ROZDZIAŁ PIĄTY


Dla mnie świat jest tu!”

Nar­ra­tor wybrał się na otwar­cie wysta­wy malar­stwa Picas­sa w gale­rii Zachę­ta. Nar­ra­tor zauwa­żył Dyrek­to­ra Servi­ce Cul­tu­rel (przy­stoj­ne­go, mod­nie i ele­ganc­ko ubra­ne­go w dobrze skro­jo­ny gar­ni­tur, nie­bie­ską koszu­lę), któ­ry wygło­sił prze­mo­wę. Malar­stwo oka­za­ło się skan­da­li­zu­ją­ce,  pikant­ne, obsce­nicz­ne, a jed­no­cze­śnie w nie­uchwyt­ny spo­sób drwią­ce z bio­lo­gicz­nej czę­ści ludz­kiej natu­ry, któ­rej żad­ne wyży­ny cywi­li­za­cji nie są w sta­nie zmie­nić (nagie cia­ła kobie­ce, pokracz­ne, mon­stru­al­ne, znie­kształ­co­ne). Patrzył onie­mia­ły na wyuz­da­ne cia­ła i zasta­na­wiał się, czy pra­gnął­by takie­go płcio­we­go uści­sku wła­śnie z Mada­me. Nar­ra­tor zauwa­żył zna­jo­me panie – srebr­ną Marian­nę, Zie­lo­no­oką, Dyrek­to­ra, pro­fe­so­ra Levit­to­ux, a tak­że samą Mada­me (ubra­ną efek­tow­nie na czar­no, na wyso­kich obca­sach, z toreb­ką prze­wie­szo­ną przez ramię). Potem pod­szedł do nich dyrek­tor Servi­ce Cul­tu­rel i wszy­scy wspól­nie wyszli. Wysta­wa wzbu­dzi­ła w War­sza­wie duże kon­tro­wer­sje, wszy­scy o nie mówi­li. Nar­ra­tor namó­wił kole­gę, by zapy­tał na lek­cji Mada­me o jej opi­nię na temat wysta­wy i o moż­li­wość wybra­nia się całą kla­są, lecz nauczy­ciel­ka skła­ma­ła, że jesz­cze na niej nie była, i pora­dzi­ła, aby poszli tam w niedzielę.


Ręka Hipo­li­ta”


Nar­ra­tor wziął udział w kolej­nym wyda­rze­niu kul­tu­ral­nym, na któ­rym spo­dzie­wał się spo­tkać Mada­me – był to występ teatru Comédie-Fra­nça­ise ze spek­ta­klem Fedra Racine’a w Teatrze Pol­skim. Ze swo­je­go miej­sca na dru­gim bal­ko­nie szyb­ko zauwa­żył Mada­me, spo­strzegł też Jerzy­ka, któ­ry rów­nież obser­wo­wał kobie­tę przez lor­net­kę (tak samo jak nar­ra­tor). Był do głę­bi zachwy­co­ny przed­sta­wie­niem. Pod­czas prze­rwy chciał podejść do Mada­me, koło któ­rej zosta­ło wol­ne miej­sce, ale wyprze­dził go dyrek­tor Servi­ce Cul­tu­rel. Dal­szą część spek­ta­klu oglą­dał, doszu­ku­jąc się ana­lo­gii mię­dzy losem głów­nych posta­ci (Fedra, Hipo­lit, Teze­usz) a sobą i Mada­me. Po skoń­czo­nej sztu­ce boha­te­ro­wi nadal nie uda­ło się podejść do nauczy­ciel­ki, ponie­waż ta odje­cha­ła z teatru samo­cho­dem (błę­kit­ny peu­ge­ot) w towa­rzy­stwie dyrek­to­ra i pan­ny Legris. Nar­ra­tor ubra­ny w sza­ry płaszcz i z pochy­lo­ną gło­wą udał się na przy­sta­nek autobusowy. 


Rachu­nek sumienia”


Nar­ra­tor roz­my­ślał o sobie i o tym, jak nie­wie­le umie, iż jest isto­tą pod­rzęd­ną, jak bar­dzo nija­ko musi wyglą­dać w oczach Mada­me. Pod wpły­wem tych roz­my­ślań posta­no­wił, że zosta­nie pisa­rzem. Następ­ne­go dnia po szko­le (ponie­dzia­łek) poszedł do biblio­te­ki, wypo­ży­czył tra­ge­die Racine’a po fran­cu­sku, prze­pi­sał frag­ment do „Zeszy­tu cyta­tów” i nauczył się na pamięć mono­lo­gu Hipo­li­ta oraz „wiel­kiej arii” Fedry.


Kobie­ta i mężczyzna”


Mada­me zaczę­ła trak­to­wać nar­ra­to­ra łaska­wiej, życz­li­wiej, jak ulu­bio­ne­go ucznia, czę­sto pro­si­ła go o róż­ne­go rodza­ju pomoc pod­czas lek­cji. W dzień uro­dzin Mada­me (27 stycz­nia, pią­tek, godzi­na 20) nar­ra­tor poszedł na zamknię­ty pokaz fil­mu „Kobie­ta i męż­czy­zna” w kinie Skarb.  Ekwi­pu­nek taj­ne­go wywia­dow­cy skła­dał się z lor­net­ki, oku­la­rów optycz­nych z przy­ciem­nio­ny­mi szkła­mi oraz sta­re­go dzien­ni­ka, a tak­że kom­ple­tem doku­men­tów. Zauwa­żył Mada­me (ubra­ną  w kożu­szek, gustow­ny żakiet, a wokół szyi apasz­kę) roz­ma­wia­ją­cą z Jerzy­kiem, atmos­fe­ra mię­dzy nimi była napię­ta. Dyrek­tor zapro­sił wszyst­kich po sean­sie na lamp­kę wina. Film zna­ne­go reży­se­ra, Claude’a Lelouche’a, opo­wia­dał o miło­ści; mimo wie­lu nagród, jakie zdo­był, nar­ra­to­ro­wi wydał się kiczo­wa­ty (począt­ko­wo oglą­dał go z drwią­cym uśmie­chem, a póź­niej z iry­ta­cją i zdu­mie­niem). Po fil­mie Mada­me i Jerzyk dalej byli razem, ale ona mil­cza­ła, była znu­żo­na i obo­jęt­na, a on bez ustan­ku o czymś mówił, gesty­ku­lo­wał, śmiał się. Potem dyrek­tor Servi­ce Cul­tu­rel wygło­sił prze­mó­wie­nie, w któ­rym padły alu­zje do Mada­me (choć­by jej wiek, 32 lata); nar­ra­tor doszedł do wnio­sku, że Dyrek­tor uwo­dził Mada­me lub już z nią roman­so­wał. Gdy nauczy­ciel­ka wyszła z kina, nar­ra­tor podą­żył w pew­nej odle­gło­ści za nią, by zoba­czyć, jak wsia­da do samo­cho­du dyrek­to­ra (nie­bie­skie­go peu­ge­ota). Domy­ślił się, że jadą do miesz­ka­nia Mada­me, i wsiadł­szy w tak­sów­kę (sowiec­ką pobie­dę rocz­nik 53), poje­chał za nimi. Z klat­ki scho­do­wej sąsied­nie­go budyn­ku przy uży­ciu lor­net­ki zoba­czył ich obo­je wzno­szą­cych toast w poko­ju (Mada­me wycią­gnę­ła z lodów­ki szam­pa­na), a potem świa­tło zga­sło. Nar­ra­tor zapła­kał nad sobą. Po dłu­gim cza­sie świa­tło zapa­li­ło się zno­wu, a wkrót­ce dyrek­tor wyszedł z budyn­ku i skie­ro­wał się do samo­cho­du. Nar­ra­tor wró­cił do domu, gdzie mat­ka zwró­ci­ła mu uwa­gę, o któ­rej wra­ca do domu i po co mu lor­net­ka. Zde­spe­ro­wa­ny poszedł do poko­ju i zamknął się na klucz. 


Sen mara…” 


Boha­ter nie mógł zasnąć, leżał, a w gło­wie miał zamęt. Gdy w koń­cu zasnął nad ranem, śni­ło mu się, że leci samo­lo­tem, za oknem góry, a obok Mada­me. Zdo­był pierw­sze miej­sce w kon­kur­sie lite­rac­kim, a wyjazd w Alpy do Szwaj­ca­rii to nagro­da. Pod­czas spa­ce­ru zosta­li zła­pa­ni i oskar­że­ni o dzia­łal­ność anty­ko­mu­ni­stycz­ną przez poli­cję wspie­ra­ną przez oso­by ze szko­ły (Soli­ter, Eunuch, Gro­mek, Kara­kan, Kugler, Karol Bro­da). Odbył się tur­niej sza­cho­wy, w któ­rym boha­ter grał o Mada­me z Kugle­rem. Boha­ter prze­grał, rzu­cił się na Kugle­ra i nagle zadzwo­nił budzik. 


The Day After” 


Nar­ra­tor obu­dził się w fatal­nym humo­rze, czuł się zawsty­dzo­ny i upo­ko­rzo­ny tym, co wczo­raj zaob­ser­wo­wał (sytu­acja z Dyrek­to­rem i Mada­me). Szedł uli­cą w sza­rym świe­tle poran­ka. Pocie­chy szu­kał w myśli, że zoba­czy Mada­me w szko­le na lek­cji fran­cu­skie­go, i zasta­na­wiał się, jak nauczy­ciel­ka będzie się zacho­wy­wać po tym, co dzia­ło się ostat­niej nocy. Fran­cu­ski był w sobo­tę na czwar­tej lek­cji (w latach 70. XX wie­ku trze­ba było cho­dzić do szko­ły od ponie­dział­ku do sobo­ty), ale boha­ter nie cze­kał bez­czyn­nie i szu­kał nauczy­ciel­ki w szko­le, jed­nak nigdzie jej nie było. Tym­cza­sem oka­za­ło się, że fran­cu­ski został odwo­ła­ny, a na zastęp­stwo przy­szła Żmi­ja, któ­ra zauwa­ży­ła posęp­ny nastrój chłop­ca i zaczę­ła z nie­go kpić, szy­dzić  (być może jego nastrój spo­wo­do­wa­ny jest nie­obec­no­ścią Mada­me lub tym, że czy­tał w nocy roman­se). Boha­ter nie wytrzy­mał, odpy­sko­wał jej i wyszedł z kla­sy (naj­pierw zamknął się w łazien­ce), a potem ze szko­ły. Udał się do par­ku Żerom­skie­go (mono­ton­na, sta­lo­wo­bu­ra sza­rość poprze­ci­na­na pasma­mi czer­ni i bie­li, brud­ny śnieg, spło­wia­ła tra­wa), gdzie usiadł i zaczął roz­my­ślać. Drę­czy­ła go nie­wie­dza, z cze­go wyni­ka rela­cja mię­dzy Mada­me a Dyrek­to­rem (miłość, wyra­cho­wa­nie), oraz zazdrość (wresz­cie w peł­ni zro­zu­miał sce­nę zazdro­ści z „Fedry”). Chciał zadzwo­nić do Mada­me i poda­jąc się za leka­rza, zawia­do­mić o wypad­ku Dyrek­to­ra (spraw­dze­nie jej reak­cji i wycią­gnię­cie wnio­sków). Zre­zy­gno­wał jed­nak, bo pomy­ślał, że Mada­me mogła­by wziąć to za pro­wo­ka­cję Służb Bez­pie­czeń­stwa. Nie chciał się oka­zać prze­śla­dow­cą. Boha­ter poje­chał do domu i rzu­cił się na łóż­ko. Nie mógł zasnąć. Nie zna­lazł środ­ków nasen­nych uży­wa­nych przez ojca, ale natra­fił na napo­czę­tą butel­kę ajer­ko­nia­ku. Alko­hol nie popra­wił nastro­ju. Zemdli­ło go, zwró­cił tru­nek i zasnął. Następ­ny dzień, nie­dzie­la, oka­zał się wca­le nie lepszy. 


ROZDZIAŁ SZÓSTY


 „Robo­ty ręczne”


W ponie­dzia­łek w szko­le nar­ra­tor dowie­dział się, że wyj­ście ze szko­ły wywo­ła­ło ist­ną burzę wśród nauczy­cie­li. Mimo to nie spo­tka­ły boha­te­ra żad­ne kon­se­kwen­cje. Ostat­nią lek­cją były robo­ty ręcz­ne (nauczy­ciel Robo­ciarz sta­wiał wszyst­kim pań­stwo­we trój­ki), któ­rych boha­ter nie zno­sił, ponie­waż nie miał żad­nych uzdol­nień tech­nicz­nych (nauczy­ciel mówił, że nic nie umie i do nicze­go się nie nada­je). Robo­ciarz kie­ro­wał przy­go­to­wa­nia­mi do stud­niów­ki i kazał nar­ra­to­ro­wi piło­wać gałę­zie imi­tu­ją­ce ogni­sko. Boha­ter dość moc­no ska­le­czył się w dol­na część wska­zu­ją­ce­go pal­ca i został wysła­ny w asy­ście kole­gów (Mefi­sta i Pro­me­te­usza) do gabi­ne­tu lekar­skie­go. Robo­ciarz zale­cił spi­ry­tus albo jody­nę i zastrzyk prze­ciw tęż­co­wi, kazał trzy­mać rękę w górze. Sekre­tar­ka (robiąc miny i prze­wra­ca­jąc ocza­mi) poin­for­mo­wa­ła, że lekarz i pie­lę­gniar­ka wybra­li się przed połu­dniem po zakup medy­ka­men­tów i dotąd nie powró­ci­li. Takie porząd­ki w szko­le są moż­li­we, odkąd rzą­dy prze­ję­ła Mada­me. Nar­ra­tor zde­ner­wo­wał się tym, bo nie podej­rze­wał, że per­so­nel szko­ły może być wro­go nasta­wio­ny do Mada­me (choć wie­dział, że nie jest spe­cjal­nie lubia­na). Zaczął się oba­wiać, by ta sytu­acja nie zaszko­dzi­ła Mada­me i nie dopro­wa­dzi­ła do jej zwol­nie­nia (np. Soli­ter pisze notat­kę do kura­to­rium, a wszy­scy zna­ją jej prze­szłość i powią­za­nia), więc posta­no­wił dzia­łać i udo­wod­nić, że Mada­me trosz­czy się o swo­ich uczniów. Uda­jąc, że mdle­je, popro­sił Mefi­sta, by poszedł po nauczy­ciel­kę. Cze­ka­jąc na nią, myślał, że nie mogąc prze­ko­nać się, czy żywi ona cie­plej­sze uczu­cia do Dyrek­to­ra, prze­ko­na się przy­naj­mniej, czy obda­rza nimi jego samego.

Mada­me rze­czy­wi­ście przy­szła i naka­za­ła chłop­com zapro­wa­dzić boha­te­ra do swo­je­go gabi­ne­tu, po czym ode­sła­ła ich na lek­cję.  Zde­zyn­fe­ko­wa­ła i opa­trzy­ła ranę (wyję­ła z toreb­ki per­fu­my Cha­nel no 5 oraz watę), pro­wa­dząc z nim figlar­ną, kpiar­ską roz­mo­wę. Była zupeł­nie inną oso­bą. Boha­ter zanie­mó­wił. Mada­me wystra­szy­ła się, że może zemdleć. W koń­cu zapy­tał, dla­cze­go  nie zwró­ci­ła mu zeszy­tu. Mada­me stwier­dzi­ła, że myśla­ła, iż była to laur­ka, a lau­rek się nie zwra­ca. Potwier­dzi­ła, że piąt­ka na semestr była rewan­żem za esej. Boha­ter stwier­dził, że chciał­by uczyć się cze­goś wię­cej, niż to moż­li­we na lek­cjach, czy­tać z nią lite­ra­tu­rę fran­cu­ską, ale Mada­me odpo­wie­dzia­ła, że prze­ce­nia jej umie­jęt­no­ści, a tak napraw­dę to on już bar­dzo dużo wie. Roz­mo­wa toczy­ła się dalej, nawią­za­li do wysta­wy Picas­sa i fil­mu Lelouche’a. Mada­me owi­nę­ła mu palec chust­ką i pozwo­li­ła zosta­wić ją na pamiąt­kę (wie­rzył, że nie nale­ża­ła do inne­go męż­czy­zny). Potem Mada­me zadzwo­ni­ła do sekre­tar­ki i popro­si­ła o wezwa­nie tak­sów­ki. Boha­ter poczuł, że ma już ostat­nią szan­sę, zapy­tał, czy była na „Fedrze”, i wcią­gnął Mada­me w dys­ku­sję o roli sztu­ki i miło­ści w życiu, któ­ra zakoń­czy­ła się wspól­nym odczy­ta­niem miło­sne­go dia­lo­gu boha­te­rów dra­ma­tu – Hipo­li­ta i Ary­cji, pod­czas któ­re­go nar­ra­tor chwy­cił Mada­me za rękę, a ona mu jej nie zabra­ła. W tym momen­cie w drzwiach poja­wi­li się Mefi­sto i Pro­me­te­usz i zamar­li, widząc tę sce­nę. Mada­me wsta­ła, dała im pie­nią­dze na tak­sów­kę  (50 zł, nar­ra­tor mówi, że to za dużo) i wypro­si­ła z gabinetu.

Koń­ców­ka”

Boha­ter roz­my­ślał nad wyda­rze­nia­mi w gabi­ne­cie Mada­me i doszedł do wnio­sku, że nauczy­ciel­ka czu­je do nie­go sym­pa­tię. Miał nadzie­ję, że zadzwo­ni zapy­tać o stan jego zdro­wia. Ukła­dał w wyobraź­ni dia­lo­gi peł­ne lite­rac­kich alu­zji, ale nic takie­go nie nastą­pi­ło. Nato­miast po powro­cie do szko­ły odkrył, że kla­sa trak­tu­je go z dystan­sem, podejrz­li­wie  (szep­ta­no na jego temat, a kie­dy się poja­wiał, roz­mo­wy uci­chły), jako ulu­bień­ca dyrek­tor­ki (paź kró­lo­wej), któ­re­mu wszyst­ko ucho­dzi z tego powo­du na sucho. Uwa­ża­no, że żyją ze sobą, plot­ki się roz­sie­wa­ły. Mada­me igno­ro­wa­ła jego obecność. 

Boha­ter mar­twił się całą sytu­acją, ale musiał przede wszyst­kim sku­pić się na nauce do matu­ry, minę­ła stud­niów­ka, skoń­czy­ły się zwy­czaj­ne lek­cje i zaczę­ły powtór­ki, więc prze­stał widy­wać Mada­me. Docie­ra­ły do nie­go jedy­nie infor­ma­cje, że nauczy­ciel­ka uzy­ska­ła zgo­dę na wpro­wa­dze­nie fran­cu­skie­go jako języ­ka wykła­do­we­go, że spo­ty­ka się z Fran­cu­za­mi i bywa w kura­to­rium. Dowie­dział się też od Kadłub­ka (nauczy­cie­la histo­rii), że to dzię­ki Mada­me został dopusz­czo­ny do matu­ry mimo awan­tu­ry ze Żmi­ją (powie­dzia­ła, że woli się poże­gnać ze Żmi­ją niż z uczniem), co było ulgą dla Kadłub­ka, bo szcze­rze jej nie zno­sił. Zoba­czył Mada­me dopie­ro na egza­mi­nie matu­ral­nym, ale nie pode­szła do nie­go, mimo że cho­dząc po sali, zatrzy­my­wa­ła się przy innych uczniach. Matu­rę zdał z wyróżnieniem.

Nad­szedł bal matu­ral­ny, na któ­ry boha­ter szedł bez prze­ko­na­nia, nie­chęt­nie (nie tań­czył, nie bawił się, bez celu włó­czył się po kory­ta­rzu, nikt nie zwra­cał na nie­go uwa­gi, resz­ta patrzy­ła kpiar­sko), aż w koń­cu przy­siadł się do Roż­ka, któ­ry samot­nie czy­tał opo­wia­da­nia. Kie­dy wybi­ła pół­noc i naj­waż­niej­szy taniec balu, pode­szła do nich Mada­me i zapro­si­ła boha­te­ra do tań­ca. Nar­ra­tor z wra­że­nia nie wie­dział, co ma robić, mylił kro­ki, trzę­sły mu się ręce. Nauczy­ciel­ka kpi­ła z nie­go, ale robi­ła to z sym­pa­tią. Po zakoń­cze­niu tań­ca powie­dzia­ła, żeby spo­tka­li się za dzie­sięć wpół do pierw­szej za bra­mą przy kio­sku „Ruchu”, aby ją odpro­wa­dził do domu. Rożek stwier­dził, że dyrek­tor­ka lubi bohatera. 

Pod­czas spa­ce­ru Mada­me wypy­ty­wa­ła go o pla­ny na przy­szłość (filo­lo­gia romań­ska), stu­dia i zamiar zosta­nia pisa­rzem. Suge­ro­wa­ła, by pisał po fran­cu­sku, nie po pol­sku. Boha­ter dowie­dział się tak­że, że Mada­me widzia­ła tekst sztu­ki zatrzy­ma­nej przez dyrek­to­ra i uwa­ża­ła ją za dobrą. Zaczę­li roz­ma­wiać o sztu­ce „Koń­ców­ka” Bec­ket­ta, któ­rej frag­ment został w niej uży­ty. Nie­da­le­ko swo­je­go domu Mada­me wycią­gnę­ła z toreb­ki „Koń­ców­kę” Bec­ket­ta w języ­ku fran­cu­skim z zagad­ko­wą dedy­ka­cją („Déser­te” – „Ucie­kaj” – była to suge­stia wyjaz­du na Zachód).

. Nar­ra­tor chciał ją wte­dy poca­ło­wać, ale powstrzy­ma­ła go. Potem powie­dzia­ła po fran­cu­sku, że może kie­dyś i gdzie indziej, kie­dy ukoń­czy dzie­ło, czu­łym gestem potar­ga­ła mu wło­sy i odeszła.


Wiek męski – L’âge viril”


Boha­ter roz­my­śla o tym, co się sta­ło. Nie mógł zasnąć, więc kolej­ne­go dnia czuł się jak zacza­dzo­ny. Pyta­nia i nie­po­ko­je znów wybu­chły. Nie doszedł do żad­ne­go sen­sow­ne­go wnio­sku. Zadzwo­nił i chciał żądać spo­tka­nia. Mada­me nie odbie­ra­ła, więc począt­ko­wo dzwo­nił co pół godzi­ny, a póź­niej co parę minut. Wypił set­kę wód­ki i poje­chał do niej. Zasło­ny w oknach były zasu­nię­te, dzwo­nił do drzwi, ale nikt nie otwo­rzył. Wsko­czył do auto­bu­su i poje­chał do szko­ły. Sekre­tar­ka w rogo­wych oku­la­rach poin­for­mo­wa­ła go, że Mada­me wyje­cha­ła popo­łu­dnio­wym pocią­giem z Gdań­skie­go na staż do Fran­cji. Nar­ra­tor pognał na dwo­rzec, ale pociąg wła­śnie ruszał. Mija­ły go wago­ny : zie­lo­ne – sowiec­kie, a potem w róż­nych kolo­rach nie­miec­kie, fran­cu­skie – „zachod­nie”. 

Boha­ter popadł w melan­cho­lię, ale musiał się z niej otrzą­snąć z powo­du egza­mi­nów na stu­dia (na któ­re zdał). Zamiast jechać na waka­cje w góry, wybrał Gdańsk (miał tam przy­ja­cie­la z dzie­ciń­stwa – Jar­ka, któ­re­go abso­lut­nie nie inte­re­so­wa­ła lite­ra­tu­ra i sztu­ka, tyl­ko zagad­nie­nia tech­nicz­ne, ponie­waż stu­dio­wał budo­wę okrę­tów). Bar­dzo przy­jem­nie spę­dził czas – cho­dzi­li na teni­sa, nad morze, gdzie obser­wo­wa­li stat­ki, na dłu­gie spa­ce­ry po lesie. Któ­re­goś dnia zatrzy­ma­li się przy sta­rych budyn­kach, oszpe­co­nych, z tan­det­ny­mi bara­ka­mi i mura­mi z dru­tem kol­cza­stym – kie­dyś był to let­ni dom Scho­pen­hau­era, dzi­siaj popraw­czak. Nar­ra­tor czę­sto póź­niej tu powra­cał, już bez Jar­ka. Po powro­cie do War­sza­wy wybrał dwa tema­ty: śmierć ojca Scho­pen­hau­era oraz gwał­tow­ne zerwa­nie sto­sun­ków Artu­ra z mat­ką i zaczął pisać smut­ną nowel­kę, któ­ra uka­zy­wa­ła złud­ność ludz­kich marzeń i nadziei. Two­rze­nie tej histo­rii spra­wi­ło mu przy­jem­ność i przy­no­si­ło ulgę boha­te­ro­wi, zaspo­ka­jał w ten spo­sób tęsk­no­tę. Nowel­kę opa­trzył iro­nicz­nym tytu­łem „Kształt speł­nio­nych nadziei albo dwie sce­ny z życia Artu­ra Scho­pen­hau­era”. Boha­ter pra­gnął, by Mada­me prze­czy­ta­ła ten tekst. Goto­wą nowel­kę poka­zał po powro­cie panu Kon­stan­te­mu, któ­ry oce­nił ją jako bar­dzo dobrą, goto­wą do dru­ku. Pół roku póź­niej nowel­ka uka­za­ła się w jed­nym z pism lite­rac­kich wycho­dzą­cych w tym cza­sie. Koń­cząc pierw­szy rok stu­diów, nar­ra­tor miał za sobą debiut. 

Po kolej­nych waka­cjach, we wrze­śniu, znów coś się wyda­rzy­ło. Dzień po dwu­dzie­stych uro­dzi­nach dostał prze­sył­kę z Fran­cji (przy­niósł ją dorę­czy­ciel paczek). Prze­sył­ka zawie­ra­ła pła­skie czar­ne pudeł­ko z kolo­ro­wą podo­bi­zną paro­let­nie­go Mozar­ta i zło­tym, sty­li­zo­wa­nym, wytła­cza­nym napi­sem: „W hoł­dzie Wol­fgan­go­wi Ama­de­uszo­wi Mozar­to­wi”.  Wewnątrz znaj­do­wa­ło się nie­zwy­kle ele­ganc­kie wiecz­ne pió­ro (na zło­tym wąziut­kie pasku nakręt­kę wid­nia­ły wyra­zy: Maj­stersz­tyk i Mont Blanc). 

Do spodu pudeł­ka była przy­kle­jo­na barw­na pocz­tów­ka Mont Blanc, a na niej cytat z „Renu” Höl­der­li­na oraz pole­ce­nie, by, jeśli odpo­wie­dział na jej ostat­nie pyta­nie, poszu­kał instruk­cji w środ­ku. Boha­ter zna­lazł jesz­cze kar­to­nik ze zło­co­ną obwód­ką z dedy­ka­cją i życze­nia­mi odwa­gi i zwy­cię­stwa (gra słów zwią­za­na z języ­kiem fran­cu­skim i podwój­nym zna­cze­niem imie­nia Vic­to­ire). Mada­me znów wpro­wa­dzi­ła mętlik w gło­wie boha­te­ra, ale zna­ła jego datę uro­dzin, zna­ła jego adres. Być może czy­ta­ła jego nowel­kę. Poszedł do pana Kon­stan­te­go, bo być może on wie­dział, od kogo była prze­sył­ka. Cytat oka­zał się bez­po­śred­nio poprze­dzać ten, któ­ry mat­ka Mada­me wpi­sa­ła na dedy­ka­cji dla pana Kon­stan­te­go. Jed­nak ani on ani Jerzyk nie mie­li żad­nych infor­ma­cji o Mada­me, nie kon­tak­to­wa­li się z nią, nie zna­li jej adre­su. Boha­ter pró­bo­wał się dowie­dzieć, jak się z nią skon­tak­to­wać, w Cen­tre de Civi­li­sa­tion Fra­nça­ise, ale bezskutecznie.


ROZDZIAŁ SIÓDMY 


Prak­ty­ki nauczycielskie”

 

Następ­ne czte­ry lata stu­diów minę­ły w trud­nej atmos­fe­rze zawie­ru­chy poli­tycz­nej lat sześć­dzie­sią­tych. Spi­sko­wał nie­win­nie, doj­rze­wał w opo­rze. Naj­pierw ata­ki żydow­skie i anty­in­te­li­genc­kie, póź­niej Cze­cho­sło­wa­cja, wresz­cie moskiew­ska rzeź w Gdań­sku i Gdy­ni. Po czy­st­ce na uczel­ni poziom wykła­dów i ćwi­czeń dra­stycz­nie się obni­żył. Wzro­sły dys­cy­pli­na i rygor. Dołów został dzie­ka­nem wydzia­łu. Trium­fo­wa­ły jed­nost­ki zawist­ne i sfru­stro­wa­ne. Nar­ra­tor cały czas pisał, poznał też dogłęb­nie mecha­ni­zmy dzia­ła­nia komu­ni­stycz­nej cen­zu­ry i miał z nią wie­le pro­ble­mów (każ­de sło­wo budzi­ło podejrz­li­wość). Naj­pierw ze swo­ją dru­gą nowe­lą: „Spo­tka­nie z Dio­ni­zo­sem”, o wędrów­ce Höl­der­li­na przez Alpy. Póź­niej z trze­cią „Pan mar­kiz de Custi­ne” – o podró­ży mar­ki­za do Rosji w 1839 roku (co mu strze­li­ło do gło­wy, czy nie wie, w jakich cza­sach żyje?). Nar­ra­tor zmie­niał, kre­ślił, reda­go­wał. Czuł się wstręt­nie i pod­le. Miał wra­że­nie, że nie jest to już jego tekst, że jest zmie­nio­ny, nie do pozna­nia. Poczuł się poko­na­ny przez sys­tem. Pod koniec czwar­te­go roku stu­diów nowe­le uka­za­ły się w wyda­niu książ­ko­wym jako „Podró­że romantyczne”. 

W tym samym cza­sie boha­ter miał zda­wać egza­min z meto­dy­ki u dok­to­ra Flau­sza („przed­wo­jen­na mier­no­ta”, czło­wiek nie­mło­dy, pełen kom­plek­sów, draż­li­wy). Zaję­cia z nim były nud­ne i jało­we, więc boha­ter na nie nie cho­dził. Na egza­mi­nie pytał nar­ra­to­ra dłu­go, zło­śli­wie i z rze­czy wykra­cza­ją­cych poza pro­gram. Boha­ter po pro­stu wstał i wyszedł, co wywo­ła­ło afe­rę. Wsta­wił się za nim Jerzyk (moż­li­wość zda­wa­nia u kogoś inne­go), ale nar­ra­tor musiał odbyć prak­ty­ki nauczy­ciel­skie w szko­le. Nie chcia­ło mu się przy­kła­dać do prak­tyk, ani prze­mę­czać, więc posta­no­wił zło­żyć poda­nie do swo­je­go daw­ne­go liceum. Daw­ni nauczy­cie­le przy­ję­li go rze­czo­wo, uprzej­mie i życz­li­wie. Czę­sto odpły­wał myśla­mi ku prze­szło­ści i odży­ło wte­dy uczu­cie do Mada­me. Zdał sobie spra­wę, że tak napraw­dę nie wie, kim ona była, ale prze­nik­nie ją, sta­jąc się nią – posta­no­wił pro­wa­dzić lek­cje tak jak Mada­me. Boha­ter epa­to­wał cza­rem, dow­ci­pem, eru­dy­cją. Stał się magiem, ocza­ro­wał wszyst­kich. Daw­ni nauczy­cie­le chwa­li­li go, stwier­dzi­li, że ma talent peda­go­gicz­ny i powi­nien uczyć w szko­le. Boha­ter tyl­ko się smut­no uśmiechał. 


Wte­dy to były czasy!”


Boha­ter skoń­czył prak­ty­ki i opu­ścił szko­łę, ale po ostat­niej lek­cji cze­kał na nie­go jeden z uczniów (któ­re­mu jako jedy­ne­mu posta­wił 5 za czy­ta­nie). Chciał z nim poroz­ma­wiać, bo nar­ra­tor był wśród uczniów legen­dą (opo­wie­ści o zespo­le muzycz­nym, jed­nak upięk­szo­ne i nie­zgod­ne z rze­czy­wi­sto­ścią, a zespół teatral­ny stał się w tych prze­ka­zach świę­cą­cym trium­fy Teatrem Szekspira). 

W koń­cu uczeń zapy­tał o Mada­me i jego „wiel­ki romans” z nią. Boha­ter zdu­miał się tym, jak dale­ko zaszła inter­pre­ta­cja jed­nej sce­ny w gabi­ne­cie, któ­rą widzie­li jego kole­dzy. Posta­no­wił więc zażar­to­wać sobie i dolać oli­wy do ognia – opo­wie­dział cał­ko­wi­cie zmy­ślo­ną histo­rię o „let­niej szko­le” języ­ka fran­cu­skie­go, na któ­rej był razem z Mada­me; nagro­dzie w kon­kur­sie recy­ta­tor­skim, któ­rym była wyciecz­ka w Alpy; spo­tka­niu w górach z nauczy­ciel­ką, jej zasłab­nię­ciu i przy­wró­ce­niu jej do przy­tom­no­ści, cze­go pamiąt­ką rze­ko­mo mia­ło być pió­ro, któ­re od niej dostał (nar­ra­tor nawet mu je poka­zał). Zachwy­co­ny uczeń sko­men­to­wał to dokład­nie tak, jak on kie­dyś histo­rie przy­ta­cza­ne przez doro­słych: „Wte­dy to były czasy!”.


POSTSCRIPTUM


Nar­ra­tor zaczął two­rzyć powieść 27 stycz­nia 1982 roku (pół­to­ra roku temu, czy­li mamy 1983 rok). Wyda­rze­nia te mia­ły miej­sce 10 lat temu, a Mada­me nie widział od 15. Trwał stan wojen­ny. Po mia­stach jeź­dzi­ły czoł­gi, cho­dzi­ły patro­le woj­sko­we, wie­czo­rem obo­wią­zy­wa­ła godzi­na poli­cyj­na. Nar­ra­tor opo­wia­da o pro­ble­mach z wła­dzą komu­ni­stycz­ną, spo­wo­do­wa­nych przez wyda­nie na emi­gra­cji powie­ści „Klę­ska”, poświę­co­nej woj­nie domo­wej w Hisz­pa­nii, tra­gicz­nym losom ojca Mada­me i będą­cej oskar­że­niem sowiec­kiej Rosji. Boha­ter był ści­ga­ny, szpie­go­wa­ny, rewi­do­wa­ny, zaczę­ły się aresz­to­wa­nia. 13 grud­nia boha­ter był poza War­sza­wą i to go ura­to­wa­ło przed falą inter­no­wa­nia, zaczął się ukry­wać. Pomógł mu w tym Jarek, przy­ja­ciel z Gdań­ska, i wła­śnie pod­czas poby­tu w Gdań­sku zaczął pisać powieść o Mada­me. Dużą pomo­cą był pro­wa­dzo­ny dzien­nik z tam­tych cza­sów, któ­ry oca­lał z kata­kli­zmu rewi­zji, jakie prze­pro­wa­dza­ła Służ­ba Bez­pie­czeń­stwa. Nar­ra­tor pla­nu­je powie­rzyć ręko­pis komuś zaufa­ne­mu, by prze­ka­zał go na Zachód ze wzglę­du na sytu­ację w kra­ju. Co dalej – nie wie, z jego oto­cze­nia już pra­wie niko­go nie ma – kole­dzy wyje­cha­li za gra­ni­ce, Jerzyk wyemi­gro­wał, pan Kon­stan­ty nie żyje. Ma nadzie­ję, że ukoń­czo­na powieść dotrze jakimś spo­so­bem do Mada­me, któ­ra da mu jakiś znak.

War­sza­wa, 10 wrze­śnia 1983


Chcesz zapisać się na korepetycje?