Jeśli to czy­tasz — daj mi znać 🧡 na swo­im ulu­bio­nym kanale:

Produkt ze sklepu - Baba od polskiego opracowanie i streszczenie Kordian - Juliusz Słowacki
Pro­dukt ze skle­pu – Baba od pol­skie­go opra­co­wa­nie i stresz­cze­nie Kor­dian – Juliusz Słowacki

Peł­ne opra­co­wa­nie i stresz­cze­nie “Kor­dia­na” Juliu­sza Sło­wac­kie­go (czas akcji, miej­sce akcji, boha­te­ro­wie, język, moty­wy, kon­tek­sty) znaj­dziesz w moim sklepie.

Jeśli to czy­tasz — daj mi znać 🧡 na swo­im ulu­bio­nym kanale:

STRESZCZENIE

Motto

Mot­to to frag­ment z powie­ści poetyc­kiej “Lam­bro”, któ­rą napi­sał Juliusz Sło­wac­ki. Nawią­zu­je on do  sytu­acji poli­tycz­nej Pol­ski. W tym frag­men­cie grec­ki patrio­ta prze­ma­wia do swo­ich roda­ków. Jego celem jest zachę­ce­nie ich do wal­ki prze­ciw­ko Turkom.


PRZYGOTOWANIE


Jest prze­łom wie­ków, noc 31 grud­nia 1799 roku. W górach Kar­pac­kich nie­da­le­ko cha­ty Twar­dow­skie­go dzie­je się coś nie­zwy­kłe­go. W tym miej­scu, praw­do­po­dob­nie na Krze­mion­kach pod Kra­ko­wem, w tzw. Gro­cie Twar­dow­skie­go, legen­dar­ne­go pol­skie­go czar­no­księż­ni­ka, cza­row­ni­ca cze­sze wło­sy i śpie­wa. Nagle zauwa­ża Sza­ta­na, któ­ry przy­la­tu­je jako pięk­ny anioł. Tu Sło­wac­ki poka­zu­je, że dosko­na­le ope­ru­je moty­wa­mi kul­tu­ro­wy­mi. Taki obraz Sza­ta­na wystę­pu­je w “Raju utra­co­nym” Mil­to­na. Sło­wac­ki będzie odwo­ły­wał się do wie­lu innych tek­stów współ­cze­snych sobie twór­ców, przy­wo­ła Fau­sta i Man­fre­da – pierw­sze­go z dra­ma­tu Goethe­go, dru­gie­go stwo­rzo­ne­go przez Byro­na. Boha­te­ro­wie  zapo­wia­da­ją przy­by­cie wie­lu gości na Łysą Górę. Ma przy­być dzie­sięć tysię­cy Sza­ta­nów. Wśród nich są posta­cie takie jak Mefi­sto­fe­les, Asta­roth i Gehen­na. Przy­by­wa­ją, by przy­go­to­wać wiek XIX, wiek pano­wa­nia zła. Moż­na myśleć, że Sło­wac­ki pomy­lił się, bo zabra­kło mu roku, by mówić o nowym wie­ku. Jed­nak wie­lu bada­czy lite­ra­tu­ry twier­dzi, że to celo­wy zabieg, mają­cy poka­zać, że Sza­tan nie ma peł­ni wła­dzy nad histo­rią. Złe moce chcą opę­tać żoł­nie­rza naro­du. Mefi­sto­fe­les ma pomóc temu naro­do­wi w roz­po­czę­ciu wal­ki. Pro­po­nu­je stwo­rze­nie przy­wód­ców, któ­rzy zamiast nie­go popro­wa­dzą naród do wal­ki, a póź­niej do klę­ski. Z wiel­kie­go kotła wyle­wa­ją się przy­szli przy­wód­cy — ludzie nie­po­rad­ni w wal­ce, któ­rzy dopro­wa­dzą naród do klę­ski w powsta­niu listo­pa­do­wym. Wśród nich są Józef Chło­pic­ki, Adam Czar­to­ry­ski, Jan Skrzy­nec­ki, Julian Ursyn Niem­ce­wicz, Joachim Lele­wel, Jan Kru­ko­wiec­ki. Następ­nie Archa­nioł pro­si Boga o zmi­ło­wa­nie nad Pol­ską. Bóg jawi się jako naj­wyż­sza siła sprawcza.


PROLOG 

W pro­lo­gu przed­sta­wio­ne są trzy róż­ne kon­cep­cje poezji roman­tycz­nej, gło­szo­ne przez trzy posta­cie. Pierw­sza z nich opo­wia­da się za poezją mesja­ni­stycz­ną, koja­rzo­ną z Ada­mem Mic­kie­wi­czem i jego zwo­len­ni­ka­mi. Ten rodzaj poezji przed­sta­wia poetę w roli mesja­sza, któ­ry ma za zada­nie chro­nić spo­koj­ny sen naro­du. Wznio­sły mesjasz dekla­ru­je opie­kę nad ludź­mi i pra­gnie pro­wa­dzić ich ku wol­no­ści. Dru­ga postać wyra­ża kry­tycz­ny sto­su­nek do takiej twór­czo­ści, pre­zen­tu­jąc poglą­dy prze­ciw­ni­ków Mic­kie­wi­cza. Ci kry­ty­cy mówią, że poezja nie ma siły spraw­czej. Trze­cia postać pre­zen­tu­je kon­cep­cję poezji, któ­ra ma obu­dzić spo­łe­czeń­stwo i zachę­cić do wal­ki. Ta idea jest naj­bliż­sza Juliu­szo­wi Sło­wac­kie­mu, któ­ry twier­dzi, że poezja ma  uka­zy­wać histo­rię i uro­dę rodzi­mej przy­ro­dy. Dzię­ki temu będzie mogła inspi­ro­wać do dzia­ła­nia i walki.


CZĘŚĆ

AKT PIERWSZY

Scena I. 

Pięt­na­sto­let­ni Kor­dian leży pod lipą na dzie­dziń­cu wiej­skie­go domu. Obok sta­ry słu­ga Grze­gorz czy­ści broń myśliw­ską. Panicz wspo­mi­na samo­bój­czą śmierć przy­ja­cie­la. Roz­my­śla o swo­im pustym życiu i o nie­szczę­śli­wej miło­ści do star­szej Lau­ry. Jest niczym Wer­ter, któ­ry prze­ży­wa uczu­cie do kobie­ty, z któ­rą nie może być. To oczy­wi­ście uczu­cie wykre­owa­ne na potrze­by budo­wa­nia bio­gra­fii roman­tycz­nej. Kor­dian  chce mieć w życiu cel, ale czu­je Welt­sch­merz – melan­cho­lię, jest samot­ny i nie­zro­zu­mia­ny przez innych, męczy go dyso­nans mię­dzy sobą i swo­ją wyjąt­ko­wą wraż­li­wo­ścią a świa­tem. Pro­si słu­gę o to, by mu pomógł uci­szyć myśli i go rozweselił. 


Grze­gorz opo­wia­da baj­kę o chło­pa­ku, któ­ry nie chciał się uczyć. Został wyrzu­co­ny ze szko­ły, więc mat­ka kaza­ła mu iść uczyć się zawo­du u szew­ca. On jed­nak stam­tąd uciekł. Marzył o wiel­kich przy­go­dach. Tra­fił na wyspę i powie­dział kró­lo­wi, że jedy­ną umie­jęt­no­ścią, jaką posia­da, jest szy­cie butów dla psów. Został zatrud­nio­ny, uczci­wie awan­so­wał i spro­wa­dził mat­kę do sie­bie.  Histo­ria ta poka­zu­je, na wzór oświe­ce­nio­wy, że waż­ne jest wyucze­nie się kon­kret­ne­go fachu. Jest też komen­ta­rzem Sło­wac­kie­go wobec postaw mu współ­cze­snych mło­dych ludzi, któ­rzy szu­ka­ją swo­jej dro­gi życio­wej po klę­sce powsta­nia listo­pa­do­we­go. Cho­ciaż to gro­te­sko­wa opo­wieść o dopa­so­wa­niu się do wymo­gów spo­łe­czeń­stwa i zatra­ce­niu indy­wi­du­ali­zmu, funk­cjo­nu­je w lite­ra­tu­rze jako baj­ka dla dzie­ci zaty­tu­ło­wa­na „O Jan­ku, co psom szył buty” i inter­pre­to­wa­na jest jako opo­wieść o tym, że każ­dy ma ukry­te zdolności. 

Kolej­na opo­wieść poka­zu­je, że w życiu waż­na jest wia­ra w zwy­cię­stwo. Histo­ria ta ma być kon­tra­stem do posta­wy ham­le­tycz­nej Kor­dia­na, któ­ry jak boha­ter dra­ma­tu Szek­spi­ra chciał­by doko­nać wiel­kich czy­nów, ale odczu­wa nie­moc. Mówi ona o wypra­wie Napo­le­ona do Egip­tu, a Grze­gorz w typo­wym dla roman­ty­ków zachwy­cie dla Napo­le­ona opo­wia­da o tym, że była to tak­że eks­pe­dy­cja nauko­wa. Po tej histo­rii Kor­dian jesz­cze bar­dziej zarzu­ca sobie nie­moż­ność pod­ję­cia jakich­kol­wiek działań. 

Trze­cia opo­wieść to odwo­ła­nie do kam­pa­nii napo­le­oń­skiej z 1812 roku. Opo­wia­da o rosyj­skich  jeń­cach, a zwłasz­cza o jed­nym — Kazi­mie­rzu, któ­ry nie chce być bez­czyn­ny wobec zabor­cy. Zamie­rza zebrać żoł­nie­rzy, któ­rzy wraz z nim się zbun­tu­ją. Jego plan zosta­je odkry­ty, a jego ludzi spo­ty­ka okrut­na śmierć. Kazi­mierz nie pozo­sta­nie dłuż­ny opraw­com. Bun­tu­je się, ale też przy­pła­ca to życiem. Opo­wieść ta robi wra­że­nie na Kor­dia­nie. Chło­pak posta­na­wia więc na wzór Kazi­mie­rza  porzu­cić roz­wa­ża­nia o sen­sie życia i miło­ści i zacząć dzia­łać. Jed­nak wte­dy nagle sły­szy głos Lau­ry i tra­ci zapał. 

Scena II

Po kon­nej prze­jażdż­ce Lau­ra i Kor­dian spa­ce­ru­ją i roz­ma­wia­ją w ogro­dzie. Dziew­czy­na nie rozu­mie miło­sne­go wyzna­nia. Kor­dian prze­ja­wia wewnętrz­ne roz­ter­ki, nie­po­ko­je; gwiaz­dę, pod któ­rą się uro­dził, nazy­wa obłą­ka­ną, mówi, że chce doko­nać wiel­kich czy­nów, ale nie może nic zro­bić z powo­du sła­bo­ści i nie­zde­cy­do­wa­nia. Lau­ra zapew­nia go, że ma on jesz­cze całe życie przed sobą,  ale trak­tu­je go z dystan­sem, a nawet wyż­szo­ścią, nie może wytrzy­mać jego nazbyt melan­cho­lij­nej natu­ry i roz­wa­żań, któ­re do nicze­go nie pro­wa­dzą. Kor­dian stwier­dza zatem, że bar­dzo się od sie­bie róż­nią. Roz­draż­nio­na Lau­ra odjeż­dża, a Kor­dian posta­na­wia popeł­nić samobójstwo. 

Scena III

Jest już noc. Lau­ra nie­po­koi się o Kor­dia­na, ponie­waż jesz­cze nie wró­cił. Dziew­czy­na zasta­na­wia się, czy nie zra­ni­ła jego uczuć. Czy­ta wiersz, któ­ry Kor­dian wpi­sał do jej pamięt­ni­ka. Coraz bar­dziej wystra­szo­na wsłu­chu­je się w tętent konia, któ­ry pędzi bez jeźdź­ca.  Poja­wia się Grze­gorz i oznaj­mia, że Kor­dian się zastrzelił. 

AKT DRUGI. ROK 1828. WĘDROWIEC

Rok 1828
WĘDROWIEC

LONDYN


W dru­gim akcie oka­zu­je się, że Kor­dian jed­nak żyje, a jego pró­ba samo­bój­cza była nie­uda­na. Boha­ter jest  wędrow­cem, może­my zatem mówić, że wystę­pu­je tu topos homo via­tor, zgod­nie  z któ­rym  każ­dy podró­żu­ją­cy pozna jakąś praw­dę o sobie lub świe­cie. Kor­dian wyru­sza, by dowi­dzieć się, co jest w życiu waż­ne. Przy­był do Lon­dy­nu. Sie­dzi na ław­ce i wpa­tru­je się w pięk­ne oto­cze­nie par­ku św. Jaku­ba.  Zasta­na­wia się, czy dane będzie mu zmyć z sie­bie pięt­no pró­by samo­bój­czej. Spo­ty­ka Dozor­cę, któ­ry pyta go o opła­tę za sie­dze­nie w tym miej­scu.  Boha­ter roz­ma­wia z nim i pozna­je mecha­nizm rzą­dzą­cy świa­tem. Pod­sta­wą funk­cjo­no­wa­nia angiel­skie­go spo­łe­czeń­stwa są pie­nią­dze, moż­na kupić dzię­ki nim miej­sca w par­la­men­cie, a nawet miej­sce pochów­ku obok kró­lów.  Wła­dza jest skorumpowana. 

DOVER — SKAŁA NAD MORZEM

Kor­dian uda­je się nad morze, sia­da na ska­le i czy­ta frag­ment „Kró­la Leara” Wil­lia­ma Szek­spi­ra. Czu­je do tego twór­cy ogrom­ny sza­cu­nek i podziw. Mamy tu typo­wy dla roman­ty­zmu kra­jo­braz: uka­za­no potę­gę natu­ry  i zamy­ślo­ne­go boha­te­ra. Zna­my takie kadry  z roman­tycz­nych obra­zów.  Kor­dian zachwy­ca się pięk­nem poetyc­kim, jed­nak zda­je sobie spra­wę, że świat wykre­owa­ny przez lite­ra­tu­rę jest wyide­ali­zo­wa­ny. Ist­nie­je ogrom­na prze­paść mię­dzy poezją a rze­czy­wi­sto­ścią. Artur Rojek z Myslo­vitz zaśpie­wał­by, że “To nie był film”. Życie to nie literatura. 


SCENA WE WŁOSKIEJ WILLI

Jak przy­sta­ło na roman­tycz­ne­go wędrow­ca Kor­dian uda­je się  w kolej­ne miej­sce. Znaj­du­je się we Wło­szech. Prze­by­wa w wil­li wraz z pięk­ną Wio­let­tą, z któ­rą ma romans. Odkry­wa wów­czas fizycz­ną stro­nę miło­ści, podzi­wia kobie­ce cia­ło, ale chce się prze­ko­nać, czy dziew­czy­na napraw­dę i szcze­rze go kocha. Ona zarę­cza go o szcze­ro­ści swo­ich uczuć, ale on jej nie wie­rzy.  Testu­je zatem  jej wier­ność, mówi, że prze­grał cały mają­tek. Wście­kła Wio­let­ta zaczy­na go prze­kli­nać i natych­miast uzna­je, że stra­ci­ła dla nie­go ser­ce. Kor­dian nie ustę­pu­je i nagle mówi, że został mu jesz­cze tyl­ko koń, któ­ry ma zło­te pod­ko­wy. To spra­wia, że Wio­let­ta zga­dza się wyru­szyć z nim w dro­gę. Wte­dy  Kor­dian mówi jej, że koń zgu­bił pod­ko­wy, ale w zamian za ten brak dostat­ku on – Kor­dian może jej poda­ro­wać swo­je ser­ce. Oczy­wi­ście kobie­ta go opusz­cza, a on docho­dzi do wnio­sku, że praw­dzi­wa i roman­tycz­na miłość nie istnieje. 


SALA AUDIENCYJNAWATYKANIE

Kolej­nym eta­pem jego podró­ży po świe­cie i ku praw­dzie jest wizy­ta w Waty­ka­nie, u papie­ża. Kor­dian chce mu poda­ro­wać garść pol­skiej zie­mi zbro­czo­nej krwią powstań­ców i pro­sić o bło­go­sła­wień­stwo dla naro­du, któ­ry chce wal­czyć z carem. Gło­wa Kościo­ła nie zwra­ca uwa­gi na gościa, bawi się ze swo­ja papu­gą o imie­niu Lute­rek. Jest to nawią­za­nie do Lutra, któ­ry roz­po­czął refor­ma­cję, czy­li roz­łam Kościo­ła kato­lic­kie­go. Papu­ga wyda­je się mądrzej­sza od papie­ża, prze­ry­wa też wypo­wiedź Kor­dia­na łaciń­ski­mi zwro­ta­mi, co ma pod­kre­ślić gro­te­sko­wość tej sce­ny. Kor­dian czu­je się upo­ko­rzo­ny, a papież go zby­wa i pro­po­nu­je zwie­dza­nie Rzy­mu i wysłu­cha­nie jutrzej­sze­go kaza­nia. Dla naro­du pol­skie­go ma jed­nak prze­sła­nie, by był posłusz­ny wobec cara i prze­stał myśleć o niepodległości. 

Kor­dian pona­wia proś­bę o bło­go­sła­wień­stwo, ale w odpo­wie­dzi jedy­nie papu­ga wypo­wia­da po łaci­nie tytuł jed­ne­go z psal­mów Dawi­da, któ­ry jest modli­twą czło­wie­ka wzdy­cha­ją­ce­go do wol­no­ści. Papież, by ukryć zmie­sza­nie, opo­wia­da żar­to­bli­wą przy­go­dę Luter­ka, któ­re­go nazy­wa Sza­tan­kiem. Kor­dian za to lek­ce­wa­że­nie wyrzu­ca w powie­trze garść zie­mi i  odcho­dzi obu­rzo­ny. Wte­dy papież zapo­wia­da, że rzu­ci na Pola­ków klą­twę, a papu­ga wykrzy­ku­je “Alle­lu­ja”. To zna­czą­ca sce­na, może naj­waż­niej­sza w podró­ży Kor­dia­na, któ­ry wła­śnie stra­cił wia­rę. Na doda­tek jest to tak­że kry­ty­ka posta­wy papie­ża Grze­go­rza XVI, któ­ry w ency­kli­ce skie­ro­wa­nej do pol­skich bisku­pów potę­pił powsta­nie listopadowe.


SZCZYT MONT BLANC

Kor­dian znaj­du­je się na naj­wyż­szym szczy­cie Euro­py i wygła­sza tu słyn­ny mono­log. Jest boha­te­rem roman­tycz­nym i samot­ni­kiem tak jak Kon­rad w Wiel­kiej Impro­wi­za­cji czy Ham­let. Sta­je więc na Dachu Euro­py, z któ­re­go widzi cały świat. War­to wspo­mnieć, że pierw­szym  Pola­kiem, któ­ry zdo­był ten szczyt, był inny roman­tyk — Anto­ni Mal­czew­ski. Kor­dian jest urze­czo­ny potę­gą natu­ry,  widok ze szczy­tu  doda­je mu sił, czu­je, że jest bli­sko Boga. Mówi, że chce teraz oddzia­ły­wać na innych ludzi. Być wiesz­czem, prze­wod­ni­kiem. Mimo tych wiel­kich słów tar­ga­ją nim sprzecz­ne uczu­cia. Czu­je się samot­ny, ale też świa­do­my potę­gi. Nie chce już dłu­żej żyć w bez­czyn­no­ści, pra­gnie dzia­łać. Wyzna­cza sobie cel, jest nim wal­ka podob­na do czy­nów Win­kel­rie­da.   Takim Win­kel­rie­dem ma stać się Pol­ska. Porów­na­nie Pol­ski do szwaj­car­skie­go śre­dnio­wiecz­ne­go boha­te­ra,  któ­ry pod­czas bitwy z Austria­ka­mi skie­ro­wał na sie­bie włócz­nie prze­ciw­ni­ków, co zapew­ni­ło jego roda­kom zwy­cię­stwo, ma ozna­czać, że Pol­ska umoż­li­wi­ła innym pań­stwom wal­kę o wol­ność, ponie­waż sku­pi­ła uwa­gę mocarstw na stłu­mie­niu powsta­nia listo­pa­do­we­go. Uka­za­na jest tu meto­da wal­ki, któ­ra spra­wia, że przyj­mu­jesz na sie­bie wszyst­kie cio­sy. Jed­nak dla Kor­dia­na ozna­cza ona aktyw­ną posta­wę w wal­ce o nie­pod­le­głość, a nie bier­ne cze­ka­nie. Kor­dian podej­mu­je decy­zję o powro­cie do Pol­ski i pod­ję­ciu dzia­łal­no­ści poli­tycz­nej, a do kra­ju prze­no­si go chmura. 


AKT TRZECI. SPISEK KORONACYJNY 

Scena I.

Na Pla­cu Zam­ko­wym w War­sza­wie zosta­je usta­wio­ne wiel­kie rusz­to­wa­nie, na któ­rym ludzie mają podzi­wiać koro­na­cję cara Miko­ła­ja I  na kró­la Pol­ski. Ludzie róż­nie reagu­ją na to wyda­rze­nie. Żoł­nierz jest nie­chęt­ny uro­czy­sto­ści — wal­czył o nie­pod­le­głość i ma świa­do­mość naro­do­wej tra­ge­dii. Paro­diu­je nawet hymn angiel­ski i  prze­krę­ca sło­wa tak, że zamiast apo­stro­fy do Boga, któ­ry ma dbać o kró­la, wyra­ża myśl,  że Stwór­ca powi­nien go pocho­wać. Wypo­wia­da się też szewc, któ­ry jest przed­sta­wi­cie­lem patrio­tycz­ne­go miesz­czań­stwa, któ­re tak­że dostrze­ga okrut­ną nie­spra­wie­dli­wość. Inni są pod­eks­cy­to­wa­ni i zacie­ka­wie­ni koro­na­cją. Wszyst­kich jed­nak łączy koniecz­ność bier­ne­go uczest­nic­twa w upo­ka­rza­ją­cym akcie przy­własz­cze­nia sobie Pol­ski przez cara. 


Scena II

Zaprzy­się­że­nie Miko­ła­ja I odby­wa się w koście­le kate­dral­nym.  Pry­mas naj­pierw bło­go­sła­wi zna­kiem krzy­ża lud, a następ­nie po kolei poda­je caro­wi koro­nę, miecz i konstytucję. 

Scena III

Tuż po koro­na­cji pod­słu­chu­je­my gło­sy tłu­mu znaj­du­ją­ce­go się na Pla­cu Zam­ko­wym,  Towa­rzy­szy im pieśń: „Boże, zacho­waj króla nam”. Zgro­ma­dzo­ny lud wąt­pi, że car zacho­wa wier­ność kon­sty­tu­cji, na któ­rą przy­się­gał. Ludzie podej­rze­wa­ją, że raczej zaj­mie się bie­sia­do­wa­niem, niż myśle­niem o  pod­da­nych. Przez tłum prze­dzie­ra się brat cara, Kon­stan­ty, popy­cha mat­kę, któ­ra trzy­ma­ła na rękach dziec­ko, ta upa­da, a dziec­ko umie­ra od ude­rze­nia. Kobie­ta chce je osło­nić swo­im cia­łem, ale zosta­je natych­miast odcią­gnię­ta przez żan­dar­mów. Sce­na ta ma uka­zy­wać, jak wiel­kim despo­tą jest Wiel­ki Ksią­żę Kon­stan­ty. Nagle ludzie zaczy­na­ją zacho­wy­wać się jak opę­ta­ni i rzu­ca­ją się na czer­wo­ne suk­no, któ­re pokry­wa­ło estra­dę, roz­ry­wa­ją je i roz­cho­dzą się  na ucztę przy becz­kach wina. Zja­wia się tajem­ni­czy Nie­zna­jo­my, któ­re­go śpiew nawią­zu­je do scen biblij­nych: wese­la w Kanie Gali­lej­skiej i Ostat­niej Wie­cze­rzy, zachę­ca on praw­dzi­wych patrio­tów do wal­ki. Zapo­wia­da bunt i szan­sę na zmar­twych­wsta­nie narodu. 


Scena IV

Spi­skow­cy zbie­ra­ją się w  pod­zie­miach  kościo­ła Świę­te­go Jana, obok kryp­ty kró­lów pol­skich.  Moż­na tu wejść tyl­ko po poda­niu hasła: “Win­kel­ried”. Pre­zes, któ­ry im prze­wod­ni­czy, roz­ma­wia z Księ­dzem i zasta­na­wia się nad sen­sem sprze­ci­wu i zabój­stwa cara. Ma on wąt­pli­wo­ści i uwa­ża, że kró­lo­bój­stwo jest czy­nem nie­god­nym; to hań­ba dla pol­skie­go tro­nu, któ­ry nigdy nie był spla­mio­ny krwią. Sta­ra się ostu­dzić też zapał Księ­dza, któ­ry chciał bun­tu. Wte­dy poja­wia się  Pod­cho­rą­ży, któ­ry przy­po­mi­na wyda­rze­nia histo­rycz­ne: unię lubel­ską i Rzecz­po­spo­li­tą Oboj­ga Naro­dów, gdzie był jeden król rzą­dzą­cy obo­ma tro­na­mi. Przy­po­mi­na też zgi­lo­ty­no­wa­nie Ludwi­ka XVI pod­czas rewo­lu­cji fran­cu­skiej, któ­re ma przy­po­mi­nać bunt ludu. Wspo­mi­na też cary­cę Kata­rzy­nę II, któ­ra zemści­ła się tak na pod­da­nych, że osa­dzi­ła na tro­nie Pol­ski kochan­ka Sta­ni­sła­wa Augu­sta, co dopro­wa­dzi­ło do tra­ge­dii roz­bio­rów. Wspo­mi­na też on o tym, że wie­lu patrio­tów cier­pi zesła­nych na Sybe­rię, a to przez to, że Kon­stan­ty musiał oddać tron młod­sze­mu bra­tu Miko­ła­jo­wi I, ale sam został wodzem i ma peł­nię wła­dzy. To despo­ta. Pod­cho­rą­ży mówi w koń­cu, że trze­ba zabić cara, nie ma innej dro­gi. Pre­zes sta­ra się powstrzy­mać jego zapę­dy.  Prze­strze­ga go przed kon­se­kwen­cja­mi: karą bożą oraz reak­cją Euro­py. Ksiądz się z nim zga­dza, ale Pod­cho­rą­ży z nie­go drwi, stra­cił prze­cież wia­rę.  Kolej­ne argu­men­ty Księ­dza prze­ciw zama­cho­wi spo­ty­ka­ją się z gwał­tow­ną reak­cją Star­ca z Ludu, któ­ry obli­czył, że wraz  z carem trze­ba zabić pięć osób z jego bli­skie­go oto­cze­nia. Decy­du­je się wziąć na sie­bie grzech mor­der­stwa. Ksiądz twier­dzi, że to obra­za Boga, ale wte­dy Pod­cho­rą­ży roz­ka­zu­je mu mil­czeć i mówi, że sam  ponie­sie to ryzy­ko i chce zabić cara. Nie chce być boha­te­rem, mówi, że robi to po to, by uwol­nić ludzi.  W tym momen­cie war­tow­nik zabi­ja szpie­ga, trze­ba go szyb­ko zako­pać w pod­zie­miach. Sytu­acja jest napię­ta. Pre­zes chce zatem zakoń­czyć spo­tka­nie, ale Pod­cho­rą­ży pro­po­nu­je  gło­so­wa­nie. Jego wynik to 5 do 150 gło­sów prze­ciw­ko mor­der­stwu. Pod­cho­rą­ży czu­je żal i wyż­szość wobec tchó­rzy, zdej­mu­je  maskę, wszy­scy pozna­ją, że to Kor­dian. Boha­ter uzna­je, że się poświę­ci i to on zgła­dzi cara pod­czas noc­nej war­ty w zamku. 


Scena V. 

Kor­dian nie­sie kara­bin i prze­cho­dzi przez puste sale Zam­ku Kró­lew­skie­go. Wszę­dzie jest ciem­no. Widać tyl­ko lek­kie świa­tło z kom­na­ty cara. Kor­dia­nem tar­ga­ją róż­ne wąt­pli­wo­ści. Towa­rzy­szą mu wytwo­ry wyobraź­ni: Strach i Ima­gi­na­cja, któ­re odwo­dzą go od pla­nu. Boha­ter boi się, ale ma poczu­cie obo­wiąz­ku wobec obiet­ni­cy, jaką zło­żył w podziemiach. 

Widzi nagle węże wycho­dzą­ce ze ścian, a tak­że kobie­tę — anio­ła, paster­kę. Patrząc na nią, nadep­tu­je na żmi­ję, któ­ra pęka. Krzy­czy prze­ra­żo­ny. Mara zni­ka. Bły­ska­ją bagne­ty, takie same jak ten, któ­ry on ma w ręku. Kor­dian obra­ca się i widzi w mala­chi­to­wych wazach dwa drze­wa rosną­ce zimą i wio­sną: są zro­bio­ne z ludz­kich ciał i obra­zu­ją  ofia­ry i cier­pie­nie ludzi. Te drze­wa posa­dził car. Kor­dian patrzy  przez okno na ciem­ną uli­cę i widzi orszak zmar­łych. Każ­dy nie­sie żół­tą grom­ni­cę oraz trum­nę, któ­re są usta­wia­ne pod ścia­ną zam­ku, by moż­na było się po nich wspiąć. W tym momen­cie z sali cara wycho­dzi stra­szy­dło. Nie sły­chać jego kro­ków, ale posadz­ka się pod nim rozsypuje.

Kor­dian wcho­dzi do kom­na­ty cara, ma przy­wi­dze­nia, wyda­je się, że  czu­je krew, co jest nawią­za­niem do Mak­be­ta. Następ­nie widzi Dia­bła, któ­ry mówi, że chciał sam zabić cara, ale za bar­dzo przy­po­mi­nał mu ojca. To porów­na­nie cara Paw­ła I Roma­no­wa do Sza­ta­na, ale też zrów­na­nie Miko­ła­ja do posta­ci dia­bel­skiej. Sło­wac­ki raczej powi­nien w tej roli obsa­dzić Kon­stan­te­go, bo to on sły­nął z okru­cień­stwa.  W oknie sta­je jeden z tru­pów wspi­na­ją­cych się po trum­nach, ma grom­ni­cę w rękach i strój pełen larw. Kor­dian jest prze­ra­żo­ny, ale chce iść dalej, nie ule­ga pie­kiel­nym wizjom.  Nagle czu­je, jak­by mu ktoś szty­let wbił w gło­wę i mdle­je. Upa­da krzy­żem u drzwi sypial­ni cara. Cesarz się budzi. 

To waż­na sce­na, któ­ra  uka­zu­je inne obli­cze poety­ki snu niż u Mic­kie­wi­cza. Tutaj to nie Opatrz­ność prze­sy­ła prze­po­wied­nie, a siły sza­tań­skie sta­ra­ją się powstrzy­mać Kordiana. 

Scena VI. Szpital wariatów 

Kor­dian tra­fia do szpi­ta­la psy­chia­trycz­ne­go, maja­czy w gorącz­ce. Woko­ło widać klat­ki, w któ­rych znaj­du­ją się zwią­za­ni łań­cu­cha­mi pacjen­ci.  W szpi­ta­lu poja­wia się Mefi­sto­fe­les w prze­bra­niu Dok­to­ra. Opro­wa­dza go  Dozor­ca, któ­ry dał się prze­ku­pić palą­cym duka­tem i cyga­rem. Pozwa­la on na odwie­dzi­ny u Kor­dia­na, by lekarz mógł  oce­nić sto­pień jego sza­leń­stwa. Dok­tor sia­da na łóż­ku Kor­dia­na i mówi, że o pół­no­cy pod­le­wał kwia­ty w sypial­ni cara. Wie­my już zatem, że Dok­to­rem jest Dia­beł, któ­re­go Kor­dian spo­tkał, gdy chciał zabić Miko­ła­ja I. Opo­wia­da on Kor­dia­no­wi odmien­ną niż biblij­na wizję stwo­rze­nia świa­ta, mówi, że naj­pierw stwo­rzo­no lud Izra­ela, póź­niej ludzi Wscho­du, Gre­cję, Sokra­te­sa i jego mądrość, następ­nie Rzym, Napo­le­ona, a póź­niej był dzień odpo­czyn­ku. Ta opo­wieść ma uka­zy­wać histo­rio­zo­fię roman­tycz­ną, wg  któ­rej Opatrz­ność czu­wa nad dzie­ja­mi ludz­ko­ści, ale wg  wie­lu ludzi  kres histo­rii ma przyjść wraz z klę­ską Napo­le­ona. Kie­dy Sło­wac­ki pisze “Kor­dia­na”, nie ma już Napo­le­ona, więc nasta­ły trud­ne, nie­pew­ne cza­sy. Kor­dian mówi, że każ­dy, kto poświę­ca się dla ojczy­zny, jest waż­ny, że prze­cież są boha­te­ro­wie po Napo­le­onie. Zapew­ne myśli o swo­im poświęceniu. 

Dia­beł udo­wad­nia mu, że misja patrio­ty nie mia­ła sen­su, wska­zu­je na dwóch pacjen­tów. Jeden uwa­ża się za krzyż, na któ­rym umarł Chry­stus, i ośmie­sza tym samym chrze­ści­jań­ską ideę ofia­ry. Dru­gi  uwa­ża, że jest Atla­sem i trzy­ma na swo­ich ramio­nach nie­bo, by nie upa­dło na ludzi. Tym samym ośmie­sza ideę poświę­ce­nia. Po takim porów­na­niu to i Kor­dian uzna­je ich za nie­speł­na rozu­mu, tak samo, jak jed­nost­ko­wy bunt. Nagle do sali wpa­da Wiel­ki Ksią­żę Kon­stan­ty wraz z żoł­nie­rza­mi i naka­zu­je poj­mać Kor­dia­na. Dok­tor zni­ka, może był tyl­ko wytwo­rem wyobraź­ni. Kon­stan­ty roz­ka­zu­je ubrać Kor­dia­na w mun­dur i wypro­wa­dzić na Plac Saski. 

Scena VII. Plac Saski

Na pla­cu znaj­du­je woj­sko, gro­no gene­ra­łów, a wśród nich car oraz Wiel­ki Ksią­żę Konstanty. 

Odby­wa się para­da woj­sko­wa. Ksią­żę Kon­stan­ty chce się pochwa­lić przed bra­tem kar­no­ścią swo­je­go woj­ska. Żoł­nie­rze przy­pro­wa­dza­ją Kor­dia­na, Wiel­ki Ksią­żę upo­ka­rza go róż­ny­mi obe­lga­mi. W zamian za uła­ska­wie­nie roz­ka­zu­je mu prze­sko­czyć na koniu nad  bagne­ta­mi. To oczy­wi­ście wyda­je się nie­wy­ko­nal­ne. Uło­żo­no pira­mi­dę z kara­bi­nów, Kor­dian odważ­nie wsia­da na konia i cudem ją poko­nu­je. Wzbu­dza tym sym­pa­tię Księ­cia, któ­ry gwa­ran­tu­je mu wol­ność. Jed­nak wte­dy car  zwra­ca się do gene­ra­łów i każe im zwo­łać sąd wojen­ny ska­zu­ją­cy Kor­dia­na na śmierć. Sce­na ta ma poka­zać, że mię­dzy brać­mi było wie­le zazdro­ści, a z jej powo­du cier­pie­li głów­nie nie­win­ni ludzie. Jest ona też nawią­za­niem do dwóch wyda­rzeń histo­rycz­nych — auten­tycz­ne­go sko­ku Józe­fa Ordę­gi pod­czas bitwy pod Stocz­kiem lub histo­rii odważ­ne­go ofi­ce­ra, któ­ry fak­tycz­nie był wysta­wio­ny na taką pró­bę przez Kon­stan­te­go. Na pla­cu roz­le­ga się Mazu­rek Dąbrowskiego. 


Scena VIII

Kor­dian znaj­du­je się w izbie klasz­tor­nej prze­ro­bio­nej na wię­zien­ną celę. To zabieg już nam zna­ny z „Dzia­dów cz. III”, a prze­cież Sło­wac­ki pole­mi­zu­je w tym dra­ma­cie z Mic­kie­wi­czem.  Ska­za­niec sta­ra się pogo­dzić z Bogiem i spo­wia­da się Księ­dzu.  Czu­je się samot­ny, ale jed­no­cze­śnie uwa­ża, że doko­nał wiel­kich rze­czy. Jego życie nie było bez­sen­sow­ne, jed­nak nic po sobie nie pozo­sta­wił. Ksiądz skła­da  mu więc obiet­ni­cę, że zasa­dzi w swo­im ogro­dzie różę i nazwie ją jego imie­niem. Kor­dian cie­szy się, że nie był bier­ny wobec tyra­nii cara, że stał się naro­do­wym boha­te­rem.  Sta­ry Grze­gorz przy­po­mi­na mu, że jego los może być karą za pró­bę samo­bój­czą, któ­rą miał Kor­dian w mło­do­ści, ubo­le­wa nad jego losem. Kor­dian pro­si go, by Grze­gorz  ochrzcił wnu­ka jego imie­niem, ale za chwi­lę sam się wyco­fu­je z tej proś­by, bo ma oba­wy, że wraz z imie­niem, któ­re jest zna­czą­ce i ozna­cza ser­ce, spro­wa­dzi na nie­go rów­nie tra­gicz­ny los. Obaj się modlą i żegnają. 


Scena IX. POKÓJZAMKU KRÓLEWSKIM 

Car i Wiel­ki Ksią­żę Kon­stan­ty kłó­cą się w jed­nej z kom­nat w Zam­ku Kró­lew­skim.  Ksią­żę wście­ka się na wieść o roz­ka­zie roz­strze­la­nia Kor­dia­na. Nie wie, że car jest prze­ko­na­ny, że jego brat spi­sku­je prze­ciw­ko nie­mu. Proś­ba Kon­stan­te­go o uła­ska­wie­nie Kor­dia­na sta­je się pre­tek­stem do spo­ru o wła­dzę. Wiel­ki Ksią­żę wypo­mi­na bra­tu, że to on był pra­wo­wi­tym kan­dy­da­tem na kró­la. Bra­cia wyrzu­ca­ją sobie wszyst­kie hań­bią­ce czy­ny, jakie mia­ły miej­sce w car­skiej rodzi­nie, czy­li zgo­dę Miko­ła­ja na zamor­do­wa­nie ojca, gwałt i zabój­stwo doko­na­ne przez Kon­stan­te­go na 16-let­niej Angiel­ce i pró­ba ukry­cia jej cia­ła.  Zde­ner­wo­wa­ny Kon­stan­ty gro­zi caro­wi uży­ciem pod­le­głe­go mu woj­ska pol­skie­go. To powo­du­je, że car pod­pi­su­je akt uła­ska­wie­nia Kor­dia­na. Adiu­tant wybie­ga z Kon­stan­tym na plac Mar­so­wy, gdzie ma się odbyć egze­ku­cja. Car, ści­ska­jąc wście­kle dłoń, mówi, że jego brat stał się Pola­kiem. To oczy­wi­ście ma być wyraz oba­wy Cara, ale jest też nawią­za­niem do tego, że Kon­stan­ty mimo zapę­dów dyk­ta­tor­skich, znał oby­cza­je pol­skie, bo jego żona była Polką. 


SCENA OSTATNIA. PLAC MARSOWY

Na pla­cu Mar­so­wym lud obser­wu­je przy­go­to­wa­nia plu­to­nu do roz­strze­la­nia Kor­dia­na. Zosta­je on jesz­cze przed śmier­cią pozba­wio­ny szla­chec­twa. Gdy żoł­nie­rze pod­no­szą w górę kara­bi­ny, na plac wjeż­dża Adiu­tant z uła­ska­wie­niem. Dra­mat koń­czy się sło­wa­mi wypo­wie­dzia­ny­mi przez jed­ne­go z ludzi, któ­ry twier­dzi,  że nikt nie zauwa­żył adiu­tan­ta, a ofi­cer już uniósł broń do góry. Nie wie­my zatem, czy roz­kaz roz­strze­la­nia został wyko­na­ny i czy Kor­dian przeżył.


Chcesz zapisać się na korepetycje?