Co wspólnego mają brokat, czytanie klasyków w tramwaju i „absolutne kino”? Wszystko to pojawiło się w naszej rozmowie o języku młodzieży. Młodzieżowe Słowo Roku 2026 było okazją do spotkania w „Poranku Czwórki”, gdzie 15 października gościłam razem z Jakubem Kosteckim, najmłodszym jurorem plebiscytu, związanym z Obserwatorium Języka i Kultury Młodzieży. W audycji prowadzonej przez Kasię Dydo przyglądaliśmy się słowom, które pomagają młodym opowiadać o swoim świecie.
Zdecydowanie jest o czym opowiadać! Kto zna kontekst, ten rozumie. Kto go nie zna, mimo tego, że może znać każde słowo z osobna – nadal nie będzie wiedzieć, o co chodzi.
Młodzieżowe Słowo Roku 2026 – co mówi o nas młodomowa?
W języku młodzieży szczególnie interesuje mnie to, ile informacji może pomieścić jedno słowo. Bywa komentarzem do sytuacji, sygnałem przynależności do grupy, wyrazem sympatii albo sposobem na zdystansowanie się od czyjegoś zachowania. Znajomość słownikowego znaczenia to czasem dopiero początek: trzeba jeszcze wiedzieć, kto mówi, do kogo i z jaką intencją.
Dlatego przy okazji plebiscytu warto przyglądać się temu, po co młodym konkretne określenia. Jakie emocje pomagają nazwać? Co pozwalają obśmiać? Dlaczego jedne wyrażenia szybko znikają, a inne przydają się w kolejnych, zupełnie różnych sytuacjach?
Rozmawialiśmy też o internetowym rozumieniu performatywności, związanym z prezentowaniem zainteresowań, postaw czy poglądów na pokaz. Przykładem może być ostentacyjne czytanie klasyków w komunikacji miejskiej po to, by inni dostrzegli w nas osobę oczytaną. Oczywiście sam widok kogoś z książką w tramwaju jeszcze niczego takiego nie dowodzi.
Z podobnym zarzutem wiąże się „larpowanie”. Wyraz nawiązuje do LARP-u, czyli gry fabularnej, której uczestnicy wcielają się w postacie. W slangu oznacza udawanie kogoś, kim się nie jest, na przykład znawcy muzyki lub wieloletniego fana wykonawcy, o którym niewiele się wie. To określenie zwykle krytyczne albo ironiczne: ktoś zarzuca drugiej osobie, że odgrywa wymyśloną wersję siebie.
Inaczej jest z memicznym „płakał”, nawiązującym do opowieści Doroty Wellman o spotkaniu z internetowym hejterem. Tutaj zwykłe polskie słowo niesie dodatkowe znaczenie dzięki znajomości konkretnej wypowiedzi. To dobry przykład tego, jak mocno młodomowa łączy się z krążącymi w sieci nagraniami.
Pojawiło się również „unc”, pochodzące od angielskiego „uncle”, czyli „wujek”. Bywa żartobliwym określeniem osoby postrzeganej jako starsza albo zachowującej się „po staremu”. Jego wydźwięk zależy od kontekstu: może zawierać uszczypliwość, ale też sympatię. Internetowe wujostwo najwyraźniej nie wymaga pokrewieństwa.
Co się dzieje, gdy dorośli przejmują młodzieżowe słowa?
Poruszyliśmy też temat dobrze znany rodzicom, nauczycielom i twórcom reklam: dorosły właśnie nauczył się nowego określenia i z zapałem zaczyna go używać. Tymczasem młodzi reagują zażenowaniem.
Młodzieżowe słownictwo pomaga budować poczucie wspólnoty i odrębności. Kiedy trafia do reklam oraz wypowiedzi dorosłych, może tracić atrakcyjność dla części dotychczasowych użytkowników. „Slej” wypowiedziane przez koleżankę i to samo „slej” w firmowej kampanii mogą zostać odebrane zupełnie inaczej.
Dla mnie to kolejny powód, by słuchać młodych z ciekawością. Pytać o znaczenia, konteksty i żarty. W takim spotkaniu można się dowiedzieć znacznie więcej niż tego, jakie słowo jest właśnie modne.
Posłuchaj rozmowy i zgłoś swoje słowo
Jeśli chcecie usłyszeć więcej o młodomowie, internetowych trendach i tym, jak zmieniają się znaczenia słów, zapraszam do posłuchania naszej rozmowy:













